Kończy się Eldorado na rynku pracownika, więc czas na plan B. Czym jest career cushioning?

Kończy się Eldorado na rynku pracownika, więc czas na plan B. Czym jest career cushioning? fot. eamesBot / Shutterstock.com

Jeszcze do niedawna media branżowe rozpisywały się o cichych rezygnacjach, a już na horyzoncie majaczy kolejny trend – przygotowywanie planu awaryjnego na wypadek zwolnienia. Okazuje się, że uleganie panice i wychodzenie przed szereg z wypowiedzeniem nie jest najlepszym pomysłem, ale możemy zrobić coś innego.

Zostań najlepszym opiekunem Uszatego! 🐶

Aplikuj

Co robić, gdy pojawia się widmo utraty pracy? Od razu odświeżać CV i szukać ofert, a może wyciszyć emocje i poczekać na rozwój sytuacji? Czy branie udziału w rekrutacjach, gdy nie chcemy zmieniać pracodawcy, a jedynie zorientować się na rynku, to uczciwa praktyka? O tym, czym jest amortyzacja kariery i jak przygotować plan B na wypadek zwolnienia, rozmawiam z Konstancją Gierbą, ekspertką z zakresu HR i adwokatką specjalizującą się w prawie pracy. 

Utrata pracy i co dalej? Jak przygotować się do planu B? Wywiad z Konstancją Gierbą, specjalistką ds. HR i adwokatką

Pracownicy zaczynają obawiać się recesji i masowych zwolnień. W jaki sposób uspokoić swoje niepokoje i nie ulec panice? 

Na początku warto zastanowić się, na co mamy wpływ. Bywa, że decyzje o zwolnieniach narzucane są odgórnie, zwłaszcza w przypadku dużych firm i nie zależy to absolutnie od szefa, z którym pracujemy na co dzień. Zwalnia zatem ktoś, kto najprawdopodobniej nawet nie do końca wie, że to my siedzimy przy biurku na pierwszym piętrze, tylko wybiera, mówiąc brutalnie, pozycje do likwidacji w określonej biznesowej kalkulacji. Są oczywiście sytuacje, że dane stanowisko skasować trudniej, ze względu na sytuację osobistą pracownika, który je zajmuje. Dotyczy to przykładowo kobiet w ciąży

Każdy z nas musi się jednak liczyć z tym, że w którymś momencie może stracić pracę. To oczywiście wzbudza lęk i niepokój. Zauważmy jednak, że ta destabilizacja rynku pracy trwa już od około 3 lat. Paradoksalnie to dobry moment, żeby oswajać te strachy właśnie teraz – gdy trochę z dystansu obserwujemy duże cięcia kadr w zagranicznych firmach. Powoli te tendencje zaczynają być zauważalne w Polsce. Mamy więc czas, żeby nie tyle ochronić się przed zwolnieniem, bo na to nie mamy większego wpływu, ale możemy się na ten potencjalny moment zwolnienia przygotować. 

Jak na przykład? 

Widmo zwolnienia to świetna okazja, żeby niekoniecznie od razu szukać nowej pracy, ale zorientować się, jak wygląda obecnie rynek i rekrutacje. Jeżeli ktoś od lat nie zaglądał w swoje CV i nie uczestniczył w rozmowach kwalifikacyjnych, może być zaskoczony zmianami. Dobrze zaktualizować wiedzę, jak obecnie to wygląda, ile trwają rekrutacje, co trzeba umieć, na co pracodawcy zwracają uwagę, jakie są ich wymagania.  

Jeżeli ktoś od 10 lat nie szukał nowej pracy, może być zdziwiony, że rozmowa odbędzie się online, a na teoretycznie znane mu stanowisko potrzebne są konkretne szkolenia, nowe umiejętności czy dodatkowy język obcy. Nieraz błędnie zakładamy, że skoro jesteśmy ekspertem w firmie X, to oznacza, że mamy opanowany jakiś uniwersalny zakres obowiązków. To tak nie działa – rynek może mieć bardzo różne wymagania na potencjalnie takie samo stanowisko. Warto to zweryfikować i przeanalizować, jak na te oczekiwania odpowiedzieć. 

Amortyzacja kariery to nowy plan B

Pod koniec 2022 roku głośno było o zjawisku „quiet quitting”, w którego założenie wpisana jest bierność i rezygnacja. Media zagraniczne sugerują, że na horyzoncie pojawia się nowy trend „career cushioning”, czyli amortyzacja kariery, układanie planu B na wypadek zwolnienia. Bardzo dynamiczna zmiana. 

Faktycznie, jednak dynamiczna zmiana podejścia pracowników może być reakcją na dynamiczną zmianę na rynku. Regularnie śledzę raporty dotyczące tego, ile jest ogłoszeń o pracę, jak te wskaźniki zmieniają się w stosunku do poprzednich miesięcy, kwartałów i faktycznie – obecnie widać wyraźne spadki. Mimo agresji na Ukrainę, w 2022 roku tendencja była raczej wzrostowa. Dawało to poczucie, że skoro nie jestem zadowolony ze swojej sytuacji zawodowej, mogę ją łatwo i szybko zmienić, bo jest w czym wybierać. Dlatego jednocześnie w ostatnich miesiącach widoczna była duża rotacja pracowników. 

Teraz ogłoszeń jest mniej, a rekrutacje się zamykają. Docierają do mnie sygnały, że kandydaci dostają automatyczne maile, że z przyczyn niezależnych firma rezygnuje z poszukiwań pracowników.  Żeby lepiej zobrazować sytuację, z raportów przygotowanych przez Grant Thornton wynika, że w styczniu 2023 opublikowano o 17 proc. mniej ogłoszeń o pracę niż w analogicznym okresie w 2022. Niektóre branże, np. prawnicza, odnotowują olbrzymie różnice, sięgające 40 proc. na niekorzyść pracowników. To oczywisty sygnał, że kończy się Eldorado, które obserwowaliśmy jeszcze wczesną jesienią.

Amortyzacja kariery to inwestycja w siebie

Drugi aspekt jest taki, że „quiet quitting” był postawą względem pracodawcy. Amortyzacja jest inwestycją w siebie, a nie w naszą aktywność w obecnej pracy. To właściwie organizowanie sobie strefy bezpieczeństwa na wypadek zwolnienia – inwestuję w nowe umiejętności nie po to, żeby zadowolić obecnego szefa, ale żeby stworzyć sobie lepszą pozycję na rynku, być bardziej atrakcyjnym kandydatem. Dla wielu osób może być to świetny moment na zrobienie kursu, szkolenia, odświeżenia języka obcego, bo przecież, nawet jeżeli zostaniemy w obecnej pracy, nabędziemy nowe kompetencje. A warto dodać, że żyjemy w fantastycznych czasach, w których mamy dostęp do potężnych zasobów darmowej wiedzy: podcastów, grup, aplikacji, dokumentów online. Naprawdę nie trzeba od razu wydawać tysięcy, żeby podnieść swoją wiedzę. 

Obecnie wszyscy się zastanawiają, czy inwestować w złoto, kryptowaluty, czy w obligacje, a według mnie odpowiedź jest prosta: najlepsza i gwarantująca najszybszy zwrot jest inwestycja w siebie. Na zysk nie musimy wówczas czekać kilkanaście lat, bo może się okazać, że już po kilku miesiącach uda nam się zmienić pracę na lepiej płatną.

Rynek pracownika się zmienia

Uważasz, że to zakasanie rękawów może być również efektem paniki: pracownicy zaobserwowali, że pracy może być za chwilę mniej, więc pora przygotować się na rywalizację? 

Oczywiście, jest to możliwe i nawet się nie dziwię takim nastrojom. To naturalny odruch, zwłaszcza po długim okresie narracji, że mamy rynek pracownika, że to pracownicy dyktują warunki, a pracodawcy muszą się dostosować. W mediach, również branżowych, nie ma jeszcze oznak paniki i strachu, że czeka nas jakiś dramat. Powoli jednak czuć, że kończy się ten swobodny i sielankowy czas. Wszyscy, i pracodawcy, i pracownicy, szykują się na zapowiadane od dawna spowolnienie gospodarcze. 

Kilka tygodni temu BBC zapowiadało, że pracownicy powinni się przygotować, bo pracodawcy upomną się o władzę i kontrolę. 

Świetnym potwierdzeniem tej tezy są aktualnie prowadzone rozmowy o pracy zdalnej i stacjonarnej. Okazuje się, że rośnie grupa pracodawców, którzy chcą powrotu do biur. W Polsce od kwietnia wchodzą też nowe przepisy, które mocno sformalizują pracę zdalną – konieczne będzie między innymi stworzenie regulaminów i przyznanie dodatków finansowych. Wiele firm zaczyna to kalkulować i okazuje się, że bardziej opłaca im się po prostu wezwać ludzi z domów do biur. Mam wrażenie, że jeszcze parę miesięcy temu taka decyzja mogłaby poskutkować masowymi wypowiedzeniami i przejściem do pracodawców, którzy zapewniają możliwość home office. Teraz sprawna zmiana zatrudnienia może już nie być taka oczywista.

Praca zdalna warunkiem współpracy

Dane z raportu State of Remote Work z listopada 2022 roku pokazują, że pracownicy są bardziej niż kiedykolwiek przywiązani do pracy zdalnej. Aż 2/3 respondentów stwierdziło, że natychmiast zaczęłoby szukać nowej pracy, gdyby utraciło możliwość pracy zdalnej, a 39 proc. od razu by złożyło wypowiedzenie. 

Ciekawe, jakie by teraz były wyniki. Sam fakt, iż tak wielu pracodawców uznało, że może sobie pozwolić na ukrócenie tej elastyczności, pokazuje, że nastąpiła duża zmiana i to zaledwie w trzy miesiące. Podejrzewam, że obecnie pracownicy mogą nie czuć już takiej swobody w stanowczym negocjowaniu warunków zatrudnienia i mają wytrącony z ręki mocny argument – coraz trudniej powiedzieć pracodawcy, że inni pozwalają pracować z dowolnego miejsca, skoro tendencja powrotu do biur jest powszechna. To już przestaje być kartą przetargową. Dlatego niewykluczone, że jako pracownicy będziemy chodzić z pracodawcą na większe kompromisy niż przez ostatnie lata. 

W szukaniu pracy nie zawsze chodzi o nową pracę

Niektórzy tę niepewność odreagowują, szukając nowej pracy. To dobry pomysł, żeby wysyłać CV i brać udział w rekrutacjach, pomimo tego, że nie chcemy zmieniać pracy, ale boimy się zwolnienia? 

W Polsce niezależnie od tego, czy na horyzoncie majaczy kryzys i boimy się zwolnień, czy po prostu chcemy zmiany, na ogół rozsyła się CV i listy motywacyjne, jeszcze zanim złoży się wypowiedzenie w obecnej pracy. Przeglądanie ofert czy aplikowanie na inne stanowiska, nawet tylko po to, żeby zorientować się w sytuacji na rynku pracy, są powszechną praktyką. Cała reszta, czyli to, ile poświęcamy na to czasu, czy bierzemy udział w rozmowach w godzinach pracy i w jakim stopniu jesteśmy szczerzy z rekruterami, to już kwestia własnego poczucia uczciwości. Na niektórych sam odzew na CV może wpłynąć pozytywnie i być sygnałem, że są atrakcyjni jako pracownicy. A to jednak może uspokoić w obliczu kryzysu. Może być też tak, że choć początkowo wysyłamy CV tylko „dla sportu”, to ostatecznie oferta nas tak skusi, że się na nią zdecydujemy. 

Zwolnienia na świecie

Kryzys w USA oznacza jednak coś innego niż w Europie. Media amerykańskie, pisząc o amortyzacji i panice pracowników, mocno osadzają to w kontekście gigantów społecznościowych i technologicznych – tam pracownicy wiedzą, że ich być albo nie być zależy od decyzji jednego, często kontrowersyjnego i nieprzewidywalnego szefa. 

Jest to sytuacja dosyć nieprzekładalna na polski rynek pracy. Stany Zjednoczone nie są jednolite w sensie prawnym, prawo pracy i związana z nim ochrona pracownicza jest różna w zależności od stanu, ale prawdą jest, że to przede wszystkim z USA docierają do nas dramatyczne historie pracowników, którzy są masowo zwalniani. To tam kobieta w 8. miesiącu ciąży może z dnia na dzień zostać pozbawiona dostępów do systemu, co oznacza, że już nie ma pracy i dowiaduje się o tym w taki sposób. 

Takie scenariusze, w których każdy dzień w pracy może być tym ostatnim, naturalnie wzbudzają znacznie większą panikę i bardziej motywują do aktywnego uczestniczenia w kilku nawet procesach rekrutacyjnych. Na szczęście w Polsce jesteśmy w lepszej sytuacji, jeśli chodzi o ochronę pracownika. Dlatego nie warto aż tak mocno brać do siebie nastrojów z innych krajów. 

Utrata pracy w Polsce

U nas w większości przypadków, zwłaszcza w większych firmach, które zatrudniają powyżej 20 osób, musi zostać przeprowadzona cała procedura zwolnień grupowych. To trwa pewien czas, muszą odbyć się konsultacje ze związkami zawodowymi lub przedstawicielami pracowników, mamy okres wypowiedzenia, odprawy. Jeżeli jesteśmy długoletnim pracownikiem, to prawo dosyć mocno nas wspiera w takim rozstaniu z pracodawcą. To nie jest najgorsza pozycja. Dzięki temu mamy czas na oswojenie się z sytuacją i znalezienie nowej pracy. 

I tutaj wrócę do zestawienia strategii z USA i Polski. W Stanach faktycznie zabezpieczeniem dla pracownika może być wysyłanie CV i udział w rekrutacjach, żeby w ten sposób przygotować sobie miękkie lądowanie na wypadek potencjalnego zwolnienia. W Polsce – uważam, że wbrew pozorom często lepiej zaczekać. 

Jak się zwalnia

Dlaczego? 

Po pierwsze nie jest tak, że kryzys dotyka firmy A, B i C, a X, Y, Z pozostają „bezpieczne”. Nie mamy żadnej gwarancji, że ewakuując się z miejsca, w którym jest trudniejszy okres, nie trafimy z deszczu pod rynnę, zwłaszcza jeśli szukamy nowego zatrudnienia w tej samej branży. Może być tak, że nasz pracodawca w danym momencie ma gorszą sytuację, ale za 3-4 miesiące to samo spotka miejsce, do którego się przenosimy. A w przypadku cięć, kogo najpierw pozbywa się kierownictwo? Nowych pracowników, bo mają najkrótszy okres wypowiedzenia, bo płaci im się najmniejsze odprawy, albo są na umowie terminowej, która zaraz się kończy i wtedy już w ogóle nie trzeba podejmować żadnych czynności.

Pracodawca woli też zostawić pracowników, którzy są najbardziej doświadczeni, przeszkoleni i zaznajomieni z potrzebami firmy. 

To kolejna kwestia. Jeżeli planuje się większe cięcia zatrudnienia, trzeba przyjąć jakieś kryterium doboru do zwolnienia i często staje się nim właśnie staż pracy. To też jedno z najbezpieczniejszych z punktu widzenia pracodawcy kryteriów, bo można wtedy uniknąć oskarżeń o dyskryminację czy nierówności. Zatem z perspektywy polskiej, mówiąc kolokwialnie, nieraz bezpieczniej jest siedzieć tam, gdzie się siedzi, co oczywiście nie jest też zasadą i nie mówię tutaj o kurczowym trzymaniu się pracy, która nie daje nam spełnienia. Myślę, że możemy potraktować amortyzację kariery w Polsce w kontekście zastanowienia się, jakie działania mogę zaplanować, żeby uniknąć nerwowych ruchów w przyszłości.

Amortyzacja kariery planem na panikę

Jak zatem ułożyć plan B i zaplanować działania, żeby nie ulec panice? Trzy oddechy i… 

W pierwszej kolejności zweryfikujmy, jakie są nasze plany i ambicje zawodowe. Czy dobrze nam w obecnej pracy, czy może w perspektywie najbliższych miesięcy chcielibyśmy zorientować się w ofercie innych firm? Warto znaleźć swoje motywacje i ustalić priorytety, bo to pozwoli uniknąć gwałtownych, nerwowych i podyktowanych paniką kroków. Później przyjmijmy szerszą perspektywę i przyjrzyjmy się naszej branży. Czego oczekują inni pracodawcy, czy pojawia się dużo ofert na stanowiska, na które mogę aplikować? 

Warto zastanowić się nad pozyskaniem dodatkowych umiejętności, a być może nawet nad przebranżowieniem. Wbrew różnym opowieściom przebranżowienie nie musi oznaczać całkowitej i skrajnej zmiany. Nieraz wystarczy poszukać w pokrewnym zawodzie, by okazało się, że musimy nie tyle pozyskiwać całkowicie nową wiedzę, ile uzupełnić zasoby, które mamy. Polecam też konsultacje z doradcami zawodowymi i coachami kariery, bo rozmowa z takimi ekspertami może bardzo odświeżyć naszą perspektywę czy pomóc otworzyć się na nowe umiejętności.

Plan B to budowanie pewności siebie

Pozwala to też podbudować pewność siebie, a pewność siebie wydaje się obowiązkowym punktem planu B i ewentualnego udziału w spotkaniach z nowymi pracodawcami. 

Oczywiście, dlatego trzeba uczyć się mówić o sobie dobrze, a nie podkreślać, z czym sobie nie radzimy. Jeżeli mamy wiedzę o sobie, znamy swoje potrzeby i mocne strony, odświeżymy CV, to nawet gdy zostaniemy zwolnieni, nie startujemy od zera. Podpowiem jeszcze, że bardzo duże znaczenie mają obecnie języki obce. Warto zatem sprawdzić, czy nasz wpisany w dokumenty angielski i niemiecki faktycznie są na takim poziomie, jaki deklarujemy. Nie trzeba oczywiście od razu trzy razy w tygodniu chodzić na zajęcia z lektorem, dobrym pomysłem może być po prostu oglądanie filmów po angielsku czy słuchanie podcastu. Odkurzajmy umiejętności, które mamy, ale dawno ich nie używaliśmy. Opcją jest też wysłanie CV i sprawdzenie, jak reagują na nie rekruterzy. W ten sposób zweryfikujemy rynek, ale też być może dostaniemy kopa energii i wiary w siebie, że wzbudzamy zainteresowanie. 

Tym bardziej że niektórzy już czują na karku oddech sztucznej inteligencji. 

Świadomość, że wchodzimy w czas, kiedy nie ma już odwrotu, ani powrotu do sytuacji naszych dziadków i rodziców, jest teraz szalenie istotna.  Sytuacja, żeby 40 lat pracować w jednej firmie i robić to samo, będzie niezwykle rzadka. Rynek pracy się zmienia i będzie się zmieniał coraz dynamiczniej. Warto się na to przygotować, niezależnie od obecnego widma kryzysu.

Konstancja Gierba

Konstancja Gierba. Z zawodu adwokatka specjalizująca się w prawie pracy, obecnie eksplorująca branżę HR z wewnętrznej perspektywy międzynarodowych firm. Łączy twardą wiedzę prawniczą z umiejętnościami miękkimi. Jej ulubiona część HR to employee relations, HR compliance i efektywna komunikacja wewnątrz organizacji.

"Chodź, wszystko jest dla ludzi" – zakrzyknęłam, gdy miałam kilka lat i zaciągnęłam tatę na największą karuzelę w wesołym miasteczku. Ledwo uszłam z życiem, ale niczego nie żałuję. Nigdy więcej nie wsiadłam na żadną karuzelę, jednak nie zmieniło się jedno – uwielbiam doświadczać i próbować, a ciekawość to moje drugie imię. Dlatego opiekowałam się dziećmi, pracowałam w knajpie, organizowałam performatywne czytania czasopism i wykłady psychologiczne o mordercach, robiłam zdjęcia, byłam asystentką aktorki i reżysera w teatrze, przewinęłam się przed telewizyjną kamerą, pobiegałam z radiowym mikrofonem. Jestem chodzącym paradoksem – lubię spokój, ale lubię też, gdy dużo się dzieje. Dlatego moja droga zawodowa to pasmo dziwności i puzzli, które, chociaż z pozoru do siebie nie pasują, to układają się w różnorodną drogę do punktu, w którym jestem. Od 2016 roku jestem recenzentką teatralną. Przez 5 lat, do 2022 roku, współpracowałam z redakcją naTemat (byłam reporterką, wydawczynią, redaktor naczelną serwisów Mamadu i DadHero, liderką obszaru "Kultura"). Od tego czasu próbuję swoich sił jako freelancerka. Obecnie współpracuję z Hello Zdrowie, Hello Mama, F5, Interią i RocketSpace.pl. Studiowałam dziennikarstwo i kulturoznawstwo. Z tego drugiego kierunku została mi miłość do teatru i kina (szczególnie rosyjskiego). Nieustannie coś notuję, moja głowa musi być w ruchu. Kolekcjonuję notatniki, wciąż wymyślam sobie nowe pasje (ostatnio są to wrotki i ukulele), a w wolnych chwilach kocham morze, nad którym kiedyś mam nadzieję zamieszkać.

Banner zachęcający do adopcji psów ze Schroniska

Czytaj także

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w tekście
Zobacz wszystkie komentarze