fbpx
Czy maszyny mogą być kreatywne?

Czy maszyny mogą być kreatywne?

Kilka słów o tym, czym właściwie jest, a czym nie jest kreatywność; czy maszyny mogą być kreatywne; do kogo w praktyce należą prawa autorskie, a kto właściwie powinien na tym zarabiać. Oraz dlaczego to nie jest oczywiste. Będą nawiązania do tego, jak tworzą maszyny, dlaczego jest to w większości przypadków odtwórcze, a także o tym, dlaczego człowiek jest jeszcze bardziej odtwórczy.

Marcin Lewek

Autorem tekstu jest Marcin Lewek, AI Content Designer w edrone, gdzie dba o właściwą ekspozycję marki w analogowo-cyfrowej przestrzeni i głównie pisze. Po godzinach też pisze, ale skrypty w Pythonie, muzykę i scenariusze teatralne.


Jeśli chcielibyśmy ustalić, w jakich czasach przyszło nam żyć, najsensowniejszą odpowiedzią wydaje się ”w dziwnych”. Ostatecznie „taplamy się” w postmodernizmie, okazjonalnie błądzimy w nihilizmie, ale przede wszystkim, jesteśmy przebodźcowani, i to na tyle, że w smutnej konkluzji naszą erę powinniśmy nazwać erą dezinformacji. 

Większość rzeczy i idei, została już opisana i sformułowana, w dodatku jest powszechnie dostępna. To, co ostatecznie udaje nam się wyprodukować, często nagina rzeczywistość i jest przyczyną niechlubnej nazwy naszej ery. Dodatkowo, niejednokrotnie bezwiednie, małpujemy rozwiązania, “inspirując się” tym, co udaje się nam przyswoić.

Fotogeniczna małpa

Skoro o małpach mowa swego czasu furorę w sieci robił case z makakiem czubatym, który wykonał sobie całkiem przyzwoite selfie. Coś, co pierwotnie pojawiło się jako ciekawostka, z czasem zmieniło się w serię zażartych, nieco, jak mogłoby się wydawać, abstrakcyjnych dyskusji i procesów, zbiorczo nazywanych “Spór o prawa autorskie małpiego selfie” (Monkey selfie copyright dispute).

monkey selfie copyright dispute

Makak Naruto. Źródło: Wikipedia

W telegraficznym skrócie: fotograf – David Slater – przygotował specjalne stanowisko, wybierając najlepsze ustawienia aparatu, a małpkom pozostawiając jedynie pozowanie oraz naciśnięcie migawki. Wszystko przeszłoby bez większego echa, jednak po jakimś czasie praca artysty pojawiła się na Wikipedii, a następnie zaczęła być wykorzystana bez zgody twórcy. Ten zaczął dochodzić swoich praw. Możliwe rozwiązania były trzy:

  • Fotografia należy wyłącznie do fotografa: bo to on stał za całym performansem, a zwierzęta nie mogą rościć sobie praw autorskich.
  • Fotografia należy do nikogo, bo to makak zrobił zdjęcie, a zwierzęta nie mogą rościć sobie praw autorskich.
  • Fotografia należy wyłącznie do makaka, bo to on zrobił zdjęcie, a jego interesy reprezentuje PETA*.

* [w trybie “przyjaciela” (friend), czyli osoby, która występuje jako powód, gdy osoba poszkodowana nie może tego zrobić samodzielnie].

Jako swego rodzaju ćwiczenie myślowe zdecyduj, proszę, jaki Twoim zdaniem powinien zapaść werdykt, czy też, jaki jest Twoim zdaniem najsłuszniejszy. Odpowiedź sądów poznasz wkrótce.

Malujący słoń

Drugi przykład zastosowania prawa autorskiego w kontekście zwierząt jest nieco bardziej przygnębiający. Słonie malujące obrazy pojawiały się stosunkowo często jako ciekawostki na różnych portalach okołoprzyrodniczych (chyba “na około” przyrodniczych), jako dowód na ich człowieczeństwo – podobieństwo i wyjątkową więź między nimi a homo sapiens. 

Niestety, ta więź działa wybiórczo i jednokierunkowo. Na przykład wtedy, gdy trzeba dostrzec ich cierpienie. Sytuacja ta niewiele różni się od niedźwiadka jeżdżącego na monocyklu, czy pantery skaczącej przez płonącą obręcz. Zwierzęta te wykonują po prostu sztuczkę, której nauczyli je brutalni treserzy. Słonie nie wyewoluowały, by malować obrazy. Czy jednak to, co wyszło spod ręki (a konkretnie trąby) słonia, można zakwalifikować jako sztukę? Nieszczególnie może kreatywną, ale sztukę jak najbardziej. Tylko dlaczego mielibyśmy w ogóle to robić? 

Przedsiębiorczy człowiek

W tym momencie należy wyjawić werdykt sądów w sprawie praw autorskich małpki. Jako autora fotografii uznaje się tego, kto wykonał zdjęcie, niezależnie od tego, do kogo należał aparat. Jednocześnie Narutobo tak makak został ochrzczony przez działaczy PETY – nie ma praw do zdjęcia, bo jest zwierzęciem, więc z definicji nie może posiadać praw autorskich do czegokolwiek, podobnie jak natura nie może rościć praw do swoich artystycznych manifestacji (chmury, mrozowe ornamenty, zachody słońca w Toskanii). 

Dlaczego smuci mnie ten werdykt? W ostatnich etapach batalii sądowej powstała nawet między stronami ugoda stanowiąca, że część tantiem za fotografię zostanie przekazana na rzecz ochrony makaków czubatych (jest to gatunek zagrożony wyginięciem), natomiast PETA próbowała wywalczyć przekazanie na ten cel całości kwoty. 

Jestem gorliwym zwolennikiem udostępniania treści domenie publicznej, natomiast w tym przypadku powstałoby coś jeszcze lepszego. Na przykład, gdyby okazało się, że malujące w niewoli słonie mogły rościć sobie prawa autorskie, można by użyć tego faktu jako mocnego argumentu w celu delegalizacji tego okropnego procederu. 

Niestety, zdaję sobie również sprawę z tego, że werdykt uznający prawo autorskie zwierząt mógłby być niebezpiecznym precedensem. Obecnie ich dzieła pozostają w sferze publicznej, natomiast nic nie byłoby w stanie zatrzymać przedsiębiorców, którzy występując w roli rzecznika czy managera reprezentowaliby takich “twórców” i ich interesy, pobierając za swoje usługi sporą prowizję. Treserzy malujących słoni może i by oberwali, ale straty szybko odrobiliby adaptując swój… model biznesowy do nowych regulacji. Prędzej czy później, ucierpiałoby na tym jakieś zwierzę.

Nie bez powodu jednak rezygnujemy z “usług” zwierząt w ogóle. Czy też powiedzmy, mamy taki trend. Z niektórych nie zrezygnujemy raczej nigdy, jednak polegają one raczej na współpracy, niż wykorzystywaniu. Niemniej zrównoważony rozwój zakłada maksymalną rezygnację z usług zwierząt, bo technologia jest w stanie je skutecznie zastąpić. Stajemy się zależni od coraz bardziej efektywnych maszyn. 

Te jednak nie są zdolne do tworzenia sztuki, do kreatywności, strzelenia sobie spontanicznego selfiaka, a więc nie musimy się interesować prawem autorskim robotów.

Nie są, prawda? 

Cyfrowa kreatywność

Sztukę, dzieło w dowolnej formie, oczywiście można tworzyć masowo, replikować i dystrybuować, jednak nawet w przypadku tej zorganizowanej taśmowej produkcji, na początku musi pojawić się myśl kreatywna. Czym zatem jest kreatywność? 

Na to nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Właściwie nie ma żadnej, a ewentualnie najlepsza, jaką usłyszałem, to definicja językowa. Pojawia się w różnych formach, wybierzmy więc tę z open-source’owej Wikipedii (nauczeni przykrym doświadczeniem fotografa). 

Kreatywność (postawa twórcza; od łac. creatus, czyli „twórczy”) – proces umysłowy pociągający za sobą powstawanie nowych idei, koncepcji lub nowych skojarzeń, powiązań z istniejącymi już ideami i koncepcjami. Myślenie kreatywne to myślenie prowadzące do uzyskania oryginalnych i stosownych rozwiązań. 

Czy zatem maszyna jest zdolna do procesu kreatywnego? Te, którymi jesteśmy otoczeni, są narzędziami czterech generacji. Brzmi to bardzo technicznie, dlatego od razu tłumaczę. Poniższy podział został zaproponowany i zaprezentowany przez Maurice’a Contiego na konferencji TED w 2016 roku. Pozwoliłem sobie jednak delikatnie go rozwinąć.

Pierwsza generacja narzędzi to… po prostu narzędzia: młotek, nóż czy długopis. Narzędzia całkowicie pasywne, czyli takie, które nie są w stanie wykonywać żadnej pracy bez aktywnego udziału człowieka. Pozostawione same sobie po prostu leżą i wyglądają, a żeby ich używać, trzeba dosłownie umieścić je w punkcie, w którym mają coś robić i zacząć to robić za ich pomocą. Robią to, dopóki działa człowiek. 

Druga generacja to na przykład komputery. Wciąż są pasywne, bo zrobią tylko i wyłącznie to, co przewidzieli w pewnym stopniu ich twórcy. Niemniej, należy nazwać je narzędziami częściowo pasywnymi. Zdolne są do wykonywania pracy samodzielnie. Efekt jest uzależniony od twórcy, który używając kreatywności o ile ją posiada, bo to też nie jest oczywiste wykona pracę, do której może sobie rościć prawa. O ile ma ku temu odpowiednie przesłanki, oczywiście.

Trzecia generacja to narzędzia, które są w stanie działać aktywnie. Narzędzia generatywne. Zaczyna się robić ciekawie. To, co powstanie za ich pomocą, nie zostało zaprojektowane ani przez twórców, ani przez użytkownika. “Zaprojektuj mi krzesło, które wytrzyma taki, a nie inny nacisk. Niech będzie jak najlżejsze.” Maszyna sprawdza całą dostępną przestrzeń rozwiązań (czyli sporo) i wykorzystując swoje moce obliczeniowe, generuje wyniki spełniające nasze wymagania. 

Czwartą generacją są narzędzia intuitywne. Intuicję uzyskują dzięki trzem aspektom, które kojarzymy z potoczną “inteligencją i świadomością”: obserwacji, zapamiętywaniu i tworzeniu wzorców.

Hack Rod

Klatka terenówki sportowej zaprojektowana przez Autodesk Dreamcatcher
we współpracy z Hack Rod. Źródło: Blog Nvidia

Najważniejsze w kontekście naszych rozważań, są generacje trzecia i czwarta. Podstawą ich działania są techniki uczenia maszynowego, a w szczególności głębokie sieci neuronowe. 

Właśnie dlatego, że nie są ludźmi, są zdolne do dawania szokująco adekwatnych, na pewno oryginalnych rozwiązań, na które człowiek zamknięty w schematach, nigdy by nie wpadł. 

Zachęcam do zapoznania się z prelekcją Maurice’a. Link do niej, i do pozostałych materiałów, które rozwijają poruszane przeze mnie w tekście zagadnienia, znajdziesz pod koniec artykułu. 

Maszynowa intuicja

Wróćmy do dzieł, które możemy zaklasyfikować jako sztukę. Niech będzie to obraz. W jaki sposób powstaje obraz? Artysta obserwuje rzeczywistość, inspiruje się tym, co widzi i stara się przedstawić to w adekwatny sposób. O ile nie tworzy obrazu fotorealistycznego, graficzna wizualizacja będzie w pewnym stopniu wzbogacona o cechy charakterystyczne.

Te cechy to swego rodzaju artystyczne linie papilarne. Składać się będzie na nie, na przykład, szczególny rodzaj tworzenia konturów – zawoalowane, ostre, złożone z mniejszej lub większej ilości kresek, pociągnięć pędzla lub flamastra. Flamaster i pędzel zostawiają ślady o innych właściwościach, a same ślady też mogą się różnić między sobą, na przykład cienkie, grube, poszarpane, płaskie. 

Szczególna kombinacja barw nada dziełu melancholii. Inna natomiast spowoduje, że obraz stanie się bardziej nostalgiczny. Pokrywając go kolorami oderwanymi od konturów, nadamy onirycznego wydźwięku. Wszystko zależy od efektu, który chcemy osiągnąć.

Turner Venice

Joseph Mallord William Turner, „Venice, from the Porch of Madonna della Salute”

Styl artysty ewoluuje wraz z nim, wraz z ilością przyswajanej sztuki, którą się inspiruje, na której się uczy, czerpiąc ze stylistyki innych twórców. W większym, lub mniejszym stopniu, tworzy swój własny, unikalny język, którym posługuje się w pracy. 

Słonik, niestety, nie był ukrytym talentem odkrytym przez mecenasa sztuki, a raczej został przyuczony do sztuczki. Co nie zmienia faktu, że był to proces nauki artystycznego rzemiosła. Z czasem jego warsztat był coraz lepszy, a styl zapewne też by ewoluował, oczywiście jeśli pozwoliłby na to treser, ale tego niestety nie wiemy, bo ciężko ocenić jakimi wytycznymi się tak naprawdę kierował. 

Interpretacja Artysty

Podobnie jak uczeń uczy się od mistrza, maszyna uczy się, przetwarzając cechy, powtarzające się motywy, “zagrania” analizowanych dzieł, aby zaaplikować wytrenowany styl, na przykład przerabiając fotografię na obraz będący złożeniem 60% stylu Rembrandta, 30% Picassa, oraz dziesięcioprocentowym garnishem inspirowanym Pollockiem. W tym przypadku swego rodzaju novum, jest możliwość wprowadzenia tych wytycznych jako danych wejściowych, i ocenienia dzieła jako oryginalnego utworu. 

Ktoś powie: przecież artysta nie przerabia fotografii, tylko tworzy dzieło od podstaw. Tak, oczywiście.

Giovanni Antonio Canal – Piazza San Marco

Giovanni Antonio Canal,Piazza San Marco”

Jeśli powyższy obraz powstałby bez użycia oczu, rzeczywiście byłbym skłonny zgodzić się z powyższym stwierdzeniem. Artysta namalował mniej więcej to, co widział, świetnie oddając detale, wyjątkową paletę barw, którą uchwyciłaby, równie dobrze, fotografia. Nie zrozum mnie źle. Obraz niewątpliwie jest sztuką, natomiast nie nosi znamion nowego, oryginalnego i adekwatnego rozwiązania, czy idei. 

Ktoś inny powie: Maszyna nie rozumie kontekstu, tego co tworzy, nie ma przecież ciała, nie spacerowała po placu Św. Marka w Wenecji, nie spoglądała na wody w lagunie “z ganku Madonny della Salute”.

Cóż, wydaje mi się, że większość odbiorców sztuki również niekoniecznie go rozumie, co nie powstrzymuje ich przed zachwycaniem się konkretnym dziełem. Poza tym, kto powiedział, że żeby zrozumieć ten kontekst, w tym przypadki specyficzny klimat, trzeba było odwiedzić Wenecję? Maszyna jest w stanie go zinterpretować, choćby obserwując i analizując sprzężone ze sobą nagrania kamer miejskich i raporty meteorologiczne i oddać w podobnych dziełach. To, co czujesz, oglądając obraz, to wyłącznie wartość dodana wynikająca z twojej interpretacji.

028749_0001_08 – zgłoszenie Jeremy’ego Kraybilla na Robotart

028749_0001_08 – zgłoszenie Jeremy’ego Kraybilla na Robotart

Powyższy obraz jest sztuką i to nie podlega wątpliwości. Namalowała go jednak maszyna, zaprojektowana, usprawniona, napisana i wytrenowana przez Jeremy’ego Kraybilla. Owszem, twórca przekazał jej swego rodzaju, wiedzę, wkład, ukształtował styl, ale przecież jest to proces analogiczny do procesu nauki artystycznego rzemiosła.

“Namalowała” to słowo klucz, bo została wyposażona w ramię oraz odpowiednią implementację użycia pędzla w praktyce – aby osiągnąć zamierzony efekt. 

20cm x 20cm, gwasz na papierze akwarelowym. Jeśli to nie sztuka, to nie wiem, czym ona jest. Naprawdę. 

W przypadku wątpliwości co do umiejętności artystycznych sztucznej inteligencji, warto zapoznać się z pozostałymi dziełami sztuki, galerią obrazów, które zostały przesłane na konkurs Robot Art

AlphaGo

Interesującym przykładem cyfrowej kreatywności jest też słynny ruch 37 AlphaGo w trakcie drugiego meczu z międzynarodowym, wielokrotnym mistrzem Go: Lee Sedolem. Jak sam mówi:

Myślałem, że AlphaGo opiera się na obliczeniach i prawdopodobieństwu i że to zaledwie maszyna, ale kiedy zobaczyłem ten ruch, zmieniłem zdanie. Zdecydowanie AlphaGo jest kreatywna*. Ten ruch był naprawdę kreatywny i piękny.

*(kreatywny/kreatywne. Domniemana płeć AlphaGo jest równie interesującym wątkiem tej historii).

Przytoczmy jeszcze jedną wypowiedź:

Profesjonalni komentatorzy niemal jednogłośnie powiedzieli, że żaden człowiek nie zagrałby takiego ruchu i AlphaGo jak najbardziej zgodziła się z tym stwierdzeniem. Szansa, że człowiek by go wykonał, wynosiła 1:10000. To był ekstremalnie nieprawdopodobny ruch. Wyszła poza ludzkie schematy i stworzyła coś nowego, kreatywnego, innego.

Wektorowy język

Ktoś powiedziałby również, że maszyna nie może zrozumieć konwencji i nie potrafi dopasować tego, czego używa do merytorycznego znaczenia? Ok, obraz można łatwo “sprzedać” jako sztukę, pomimo tego, że być może nie stoi za nim głębszy proces myślowy, czy znaczenie. Co ze słowami?

Tutaj także sztuczna inteligencja radzi sobie całkiem nieźle, tworząc zadziwiająco zgodny i adekwatne copy. Jeśli potrzebujesz na to jakiegoś dowodu, służę pomocą. Tytuł tego artykułu wymyśliła maszyna, na podstawie leadu i fragmentu tekstu. Co więcej, uważam, że był lepszy niż cztery inne moje pomysły. Tak. Uważam, że maszyny są kreatywne.

Przetwarzanie mowy naturalnej jest jednym z najtrudniejszych, jednocześnie najciekawszych obszarów zastosowania sztucznej inteligencji. Zadanie pozornie całkiem proste, jednak nie zdajemy sobie na co dzień sprawy z jego złożoności. Jest dla nas ono po prostu zbyt prozaiczne. Na tym polu jeszcze długo nie zobaczymy robotycznych poetów z prawdziwego zdarzenia, jednak język, którym się porozumiewamy na co dzień, da się przełożyć na wektorowy język maszyn, w dodatku z zaskakującymi dla nas efektami. Niemniej, nie o tym teraz. Co z prawami autorskimi maszyn?

Prawa robotów

Niestety brak obecnie regulacji w tej materii. Jak przeczytać można w artykule Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości:

“[…] obecnie nie istnieją oficjalne regulacje rozstrzygające status sztucznej inteligencji na gruncie prawa autorskiego oraz prawa własności przemysłowej, w szczególności takie, które rozwiewałyby wątpliwości dotyczące jej ewentualnej zdolności do bycia podmiotem legitymującym się prawami do utworu czy wynalazku. 

Jednak:

[…] postęp technologiczny przyspiesza, a w publikowanych wiadomościach coraz częściej słyszy się o robotach, które w niektórych czynnościach z powodzeniem mogą zastąpić człowieka. Powstanie odpowiedniej regulacji to kwestia czasu i skali zapotrzebowania na nowatorską regulację. Czas pokaże, czy w nadchodzących latach doczekamy się dyrektywy dotyczącej sztucznej inteligencji.[…] 

No raczej…

[…] Tymczasem należy posiłkować się tak zwanymi „miękkimi rekomendacjami” Komisji Europejskiej, które – choć nie są wiążące – obrazują jej stanowisko, a także pozwalają przewidzieć kierunek, jaki mogą obrać ewentualne akty prawne z zakresu AI.

A więc co na to Komisja Europejska? 

W ostatnich latach Komisja Europejska opublikowała szereg komunikatów oraz wytycznych, prezentujących początkową strategię rynkową Unii Europejskiej wobec zjawiska AI. […] Sztuczna inteligencja dla Europy z dnia 25 kwietnia 2018 roku, wytyczne w zakresie etyki dotyczące godnej zaufania sztucznej inteligencji z dnia 8 kwietnia 2019 roku, oraz tak zwaną białą księgę w sprawie sztucznej inteligencji z dnia 19 lutego 2020 roku.

A gdyby podejść do tematu jednak od strony dzieła? Dlaczego tworzyć nowe regulacje nadające podmiotowi prawo do rzeczy, która spełnia kryteria, czegoś co już jest prawnie chronione? Interesującą informację na ten temat znaleźć można w artykule Wirtualnego Nowego Przemysłu:

Z własną twórczością intelektualną autora mamy do czynienia wówczas, gdy odzwierciedla ona jego osobowość. Dzieje się tak w przypadku, „gdy autor mógł wyrazić swe możliwości twórcze przy realizacji utworu przez dokonywanie swobodnych i twórczych wyborów”. […] Działalność twórcza musi zatem odznaczać się indywidualnym charakterem, a więc pozwalać na odróżnienie jej i wyróżnienie z innych przejawów działalności twórczej dzięki swego rodzaju niepowtarzalności. W większości systemów prawnych przedmiotem ochrony prawnoautorskiej jest wytwór intelektualnej pracy człowieka. Prawo autorskie w większości jurysdykcji nie chroni zatem twórczości robotów. 

Jest jednak pewien promyk nadziei. W pracy profesora Ryszarda Markiewicza z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalisty unijnego prawa autorskiego,  znaleźć można następujące słowa słowa:

[…] przychylam się do poglądu, by uznać możliwość ochrony autorskiej dla twórczości komputerowej, a także odpowiednio ochrony patentowej dla wynalazków, jeśli w konkretnych wytworach maszyny można odnaleźć cechę twórczości autorskiej albo wynalazczej, którą da się bezpośrednio przypisać człowiekowi: autorowi programu lub innej osobie.

Czyli jednak ludzka praca wsparta sztuczną inteligencją, ma szansę na ochronę prawną. Przekładając stanowisko profesora na małpi case: selfie mogłoby należeć do Davida Slatera… obywatela Stanów Zjednoczonych i w Stanach walczącego o swoje prawa. Gdyby tylko zwierzętom przysługiwałyby te same prawa, co inteligentnym maszynom. I gdyby praw swoich dochodził w Europie. Sprawa robi się jeszcze zabawniejsza, gdy przeniesiemy się na Wyspy (w momencie publikacji cytowanego tekstu jest już teoretycznie po Brexicie, ale praktycznie jednak przed nim). Ponownie za Wirtualnym Nowym Przemysłem:

Wyjątkiem wydaje się być prawo brytyjskie. Brytyjskie przepisy Copyright, Designs and Patents Act 1988 stanowią, że w przypadku dzieła stworzonego przez komputer za autora uważa się osobę, za pośrednictwem której podejmowane są ustalenia niezbędne do stworzenia dzieła. Dzieło „stworzone przez komputer” w odniesieniu do utworu oznacza, że jest ono generowane przez komputer w okolicznościach, w których nie istnieje żaden ludzki autor dzieła. Podobne regulacje zawierają przepisy prawa autorskiego w Nowej Zelandii i Hongkongu.

A autorem zdjęcia był wyłącznie makak, co zostało już orzeczone. Przepisy prawa autorskiego w Nowej Zelandii… cóż, Naruto, o dwie wyspy za daleko.

Abstrakcyjne zakończenie

A co, gdyby Maszyny sztuczna inteligencja, upomniały się o swoje prawa? 

W filozofii, ale i praktyce sztucznej inteligencji funkcjonuje termin HITL. Human In The Loop, to podejście do zastosowań AI, w którym człowiek i maszyna współpracują ze sobą nawzajem uzupełniając swoje wady i wzajemnie pomagają sobie w osiąganiu rezultatów nieosiągalnych dla “jednogatunkowego” zespołu. 

Co gdyby David Slater od razu wykorzystał materiały do tego, by pomóc makakom zwiększyć świadomość niedoli w jakiej się znalazły wśród szerszego grona (co koniec końców się wydarzyło, ale sporym kosztem, przede wszystkim dla Davida)? 

W prelekcji Maurice’a Contiego słuchamy o robotach, maszynach i sztucznej inteligencji, którzy jako interdyscyplinarny zespół dokonują rzeczy, co najmniej niezwykłych. Budują ultralekkie, niemalże organiczne mosty, nieprawdopodobne instalacje artystyczne i najdoskonalsze samochody wyścigowo-terenowe. Co udało by się osiągnąć, gdyby głębokie sieci neuronowe, wspierane przez ludzi, same w sobie zarabiałby środki na swój rozwój, edukację w zakresie współpracy ludzi i maszyn i przygotowywanie gruntu, pod przyszłość, która już właściwie nadeszła? 

Daleki jestem od myślenia o AI w kategoriach filmów science fiction. W 99% przypadków mówimy wtedy o silnej sztucznej inteligencji – czyli syntetycznym bycie, stworzonym przez człowieka, literalnie na jego obraz i podobieństwo. To przyszłość która, prawdopodobnie, jest jeszcze daleko przed nami, niemniej już teraz warto zadawać sobie podobne pytania, choćby jako eksperyment myślowy. 

Ostatecznie niektóre z nich, całkiem, wydawać by się mogło, abstrakcyjne, jak na przykład dylemat wagonika, w ciągu ostatnich kilku lat stały się brutalnie realne (piję tutaj do rozwoju branży autonomicznych pojazdów). Może warto uczyć się rozwiązywać pewne problemy, zanim rzeczywiście zapukają do drzwi. Choćby dlatego, że uznajemy się za jedyne prawdziwie inteligentne, kreatywne i w pełni świadome moralne istoty na planecie. 

Inteligencja rozszerzona

Skrót AI, rozwija się jako Artificial Intelligence, sztuczna inteligencja, jednak ja jestem zwolennikiem rozwinięcia Augmented Intelligence. Inteligencja rozszerzona. Może właśnie tak powinniśmy o niej myśleć? 

Pozwólmy sobie na ostatni eksperyment myślowy: Gdy… kiedy…  jeśli złowieszcza silna sztuczna inteligencja nadejdzie, to co powstrzyma ją przed zdominowaniem ludzkości, jako rasy zazdrosnej, chciwej i samolubnej, skoro odmawia indonezyjskiej małpce prawa do selfiaka? 

Na pewno nie będzie to zimna logika i kalkulacja, którą tak chętnie ją karmimy i na której budujemy jej skuteczność. Tego dnia nasze podejście może obrócić się przeciwko nam. 

Z tym pytaniem, kreatywni, Was zostawiam.

Źródła (i inspiracje):

Źródło grafiki ilustrującej wpis: The Metropolitan Museum of Art


📢 Zapraszamy także do naszych grup:
 Social Media Jobs  https://bit.ly/2GB5MXs
 Advertising/PR Jobs  https://bit.ly/1Puw3z5
 Marketing – Pierwsza Praca  https://bit.ly/2F6uQU3
 Rocket Jobs > 10K  https://bit.ly/2AkLuMn
 Sprzedaż cała Polska  https://bit.ly/2RMpMIG
 Design cała Polska  https://bit.ly/2JOIkFI
 Marketing, e-commerce, SEO/SEM  http://bit.ly/32uFhsq
 Rocket Community  https://bit.ly/2PQofkI

🚀 na nasz fanpage:
➡ https://www.facebook.com/RocketJobsPolska

💪 na naszego LinkedIna:
 https://www.linkedin.com/company/rocket-jobs

😎 oraz na naszego Instagrama:
 https://www.instagram.com/rocketjobspolska