Copilot oraz Google Workspace AI. Jak inteligentni asystenci mają zmienić przyszłość pracy biurowej?

Copilot oraz Google Workspace AI. Jak inteligentni asystenci mają zmienić przyszłość pracy biurowej? fot. DimaBerlin / Shutterstock.com

Według serwisu Zippia, pracownicy umysłowi tracą średnio ponad 21 dni w roku na wykonywanie żmudnych i powtarzalnych zadań w pracy. Decyzja Microsoftu oraz Google o zintegrowaniu sztucznej inteligencji do wszystkich swoich narzędzi może stanowić prawdziwy zwrot w tej kwestii. Czy Copilot oraz Workspace AI odmienią oblicze pracy biurowej? A może okażą się fiaskiem i stratami rzędu całego PKB Bułgarii?

Gdy około 20 lat temu oglądaliśmy w polskiej telewizji serial „Jetsonowie”, przedstawione w nim wizje wydawały się niesamowicie futurystyczne i odległe. Chociaż nie minęło aż tak wiele czasu, część schematów już zdążyła się zaadaptować do naszej codzienności. Wideokonferencje, które jeszcze do niedawna wydawały się szczytem technologii, nikogo już nie dziwią. Kontrowersje budzi natomiast coraz prężniej rozwijająca się sztuczna inteligencja. Mimo iż spore grono fanów serii filmów o Terminatorze może być tym faktem zaniepokojone, najwięksi potentaci na rynku pakietów biurowych zdecydowali się wziąć byka za rogi. Google i Microsoft integrują SI do wszystkich swoich narzędzi, żeby towarzyszyła użytkownikowi, ułatwiając całokształt pracy niczym wierny asystent. Copilot oraz nowe funkcje w Google Workspace mogą odmienić życie pracowników umysłowych. Kto wie, może przyszłość jest obecnie bliżej niż nam się wydaje?

Sztuczna inteligencja w pracy

Sztuczna inteligencja to pojęcie, na które z pewnością natknął się już niemal każdy. Ale co tak naprawdę kryje się za tą enigmatyczną nazwą? Otóż AI (ang. Artificial Intelligence), czyli po naszemu SI (pol. Sztuczna Inteligencja) to dziedzina informatyki, która zajmuje się tworzeniem programów komputerowych, zdolnych do przetwarzania informacji w sposób często niemal do złudzenia przypominający ludzkie myślenie. Nic więc dziwnego, że nie raz przypisujemy jej liczne przymioty, do których w rzeczywistości nie jest zdolna.

Zresztą, nawet jeśli nowe, coraz to bardziej usprawnione programy, mogą napawać nas lekkim niepokojem, SI znajduje swoje zastosowanie w dziedzinie zawodowej już od wielu długich lat. Przykład może stanowić chociażby branża HR-owa. W procesie rekrutacji kandydatów sztuczna inteligencja zadomowiła się już na dobre. Narzędzia, takie jak system ATS (ang. Applicant Tracking System), który automatycznie sortuje aplikacje i eliminuje te, które nie spełniają określonych kryteriów lub chatboty rekrutacyjne prowadzące wstępne rozmowy z kandydatami tylko pomagają rekruterom w codziennych obowiązkach. Odciążają ich w zakresie zadań postrzeganych jako „robotyczne”, pozostawiając więcej swobody w „bardziej ludzkich” czynnościach.

Czemu więc nie pozwolić, żeby podobne wsparcie wkroczyło na najróżniejsze obszary zawodowe? Systemy do tworzenia obrazów, tekstów czy transkrypcji już teraz odnalazły spore grono zwolenników. Nawet wśród zawodów, którym teoretycznie powinny zagrażać. Wynika to z faktu, że sztuczna inteligencja wciąż ma swoje ograniczenia. Nie zawsze jest ona w stanie zastąpić ludzką intuicję i empatię. Z tego względu możemy być aktualnie spokojni o swoje stanowiska. Podstawową funkcją SI jest przede wszystkim pomoc ludziom, nie zaś ich zastąpienie. Przynajmniej na razie.

Nowa era dla zastosowania sztucznej inteligencji w pracy biurowej

Z takim stanowiskiem wyszły także firmy Microsoft oraz Google. Giganci technologiczni, niepodzielnie rządzący sektorem narzędzi komputerowych, służących we wszelkiego rodzaju pracach biurowych. Najnowszą koncepcję integracji inteligentnych narzędzi szeroko przedstawił CEO Microsoftu, Satya Nadella podczas marcowego wydarzenia korporacji:

Dziś rozpoczyna się kolejny etap podróży z potężnymi modelami fundacyjnymi i zdolnymi asystentami dostępnymi przez najbardziej uniwersalny interfejs, język naturalny. To radykalnie zmieni sposób, w jaki komputery pomagają nam myśleć, planować i działać.

Dyrektorzy wykonawczy są często znani z pompatycznych przemów mających na celu przekonać do siebie inwestorów i klientów. Jednak tym razem wydaje się, że pod tymi słowami nie kryje się czcza gadanina, ale zapowiedź istnego przewrotu kopernikańskiego we współpracy człowieka z maszyną.

Pan Spinacz na sterydach – Copilot

Celem wyjaśnienia, jak przetransformuje się Microsoft Office, najlepiej będzie udać się… w przeszłość. Koneserzy vintage’owych wersji pakietu z pewnością pamiętają kultowego Pana Spinacza, który towarzyszył użytkownikowi, dając podpowiedzi i oferując pomoc. Jeśli przy pracy w Wordzie lub Excelu brakowało wam towarzystwa, to mamy dla was dobrą wiadomość. Asystenci wracają do łask, lecz w zupełnie nowym, inteligentnym wydaniu. Organizacja tworzy SI o wdzięcznej nazwie Copilot, która będzie asystować i wspierać użytkowników w ich codziennych zadaniach. Głównym założeniem jest oddelegowanie na nią pracochłonnych i możliwych do automatyzacji zadań, tym samym optymalizując czas pracy ludzkich pracowników.

Czy gra jest warta świeczki? Jak Copilot wpłynie na funkcjonowanie w pakiecie Microsoft Office?

Copilot nie bez powodu otrzymał taką właśnie nazwę. Nasz drugi pilot będzie posiadać bowiem liczne rozwiązania ułatwiające pracę z aplikacjami Microsoft Office 365. Dzięki jego niebagatelnym zdolnościom będzie można podsumować kluczowe punkty dyskusji oraz utworzyć streszczenie spotkania dla spóźnionych uczestników w Teams. Być może stanowiłoby to koniec nagminnego nagrywania spotkań firmowych, które zostałyby zastąpione skróconymi transkryptami. Już więcej nie trzeba będzie przejmować się uwiecznieniem swojej głupiej miny przy kichnięciu, która awansowała na najczęściej ustawianą tapetę w waszym przedsiębiorstwie.

Ponadto, program pomoże nam z automatycznym tworzeniem prezentacji w PowerPoincie, redagowaniem e-maili w Outlooku i analizowaniem długich wątków korespondencji. Czyli najpopularniejszymi poniedziałkowymi czynnościami, przez które na myśl o powrocie do pracy zastanawiamy się, czy jest nam w ogóle potrzebna w życiu. Wykorzystamy go również do analizy długich dokumentów tekstowych oraz tworzenia zestawień i wykresów na podstawie danych z Excelowego arkusza. Aż strach pomyśleć, czym w takim razie będą zajmować się teraz stażyści w działach analitycznych.

Na początku oczywiście możemy oczekiwać pewnych problemów towarzyszących implementacji. To jeszcze nie powód, żeby stawiać krzyżyk na całym systemie. Jednak, kiedy już opadnie wstępna kurzawa być może czeka nas najwyższy skok w produktywności pracy intelektualnej od czasu komputeryzacji.

Copilot – co na to biznes?

Chcieliśmy poznać jak na podobne wieści reagują osoby ze środowiska biznesu. Okazuje się, że słuchają ich wręcz z zapartym tchem. Nasz rozmówca – 52-letni Radosław, menedżer wysokiego szczebla odpowiedzialny za badania rynku w jednej z globalnych korporacji – jest nastrojony na tę innowację nad wyraz pozytywnie. Jego zdaniem, nowości od Microsoftu mają potencjał, żeby fundamentalnie zmienić sposób, w jaki ludzie pracują z komputerami. Sam zarekomendował swoim podwładnym dokładne obejrzenie wypowiedzi Satya Nadella wraz z pełną prezentacją produktów.

Zamierzamy przeanalizować potencjał nowych narzędzi jeszcze zanim staną się szeroko dostępne na rynku. Ważne, żeby pracownicy na wszystkich szczeblach znali nie tylko ich możliwości, ale również ograniczenia. Kluczem do sukcesu będzie rozpoznanie w jakich czynnościach sztuczna inteligencja może nas wyręczyć, a które lepiej powierzyć sprawdzonym metodom.

Chociaż nie wszyscy podzielają ten entuzjazm, przedsiębiorca zdecydowanie nie jest odosobniony z tym punktem widzenia. Jednak, jak sam przyznaje, firmy muszą kłaść szczególny nacisk na to, żeby korzystanie z SI nie rozleniwiło intelektualnie ich pracowników. Sam był świadkiem sytuacji, w której wysoko postawiony dyrektor umieścił w swojej prezentacji błędne informacje nieopatrznie wygenerowane przez ChatGPT. Każda poważna organizacja powinna przygotować wewnętrzne wytyczne dotyczące korzystania z generatywnej oraz asystującej SI w miejscu pracy.

Google – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki

Według firmy badawczej Gartner, w dziedzinie narzędzi zwiększających produktywność w miejscu pracy firma Alphabet (dawniej Google) plasuje się zaraz po Microsoft Office. Oznacza to, że ciepły oddech konkurencji na karku nie pozwala żadnemu z tych technologicznych molochów na chwilę wytchnienia. Sztuczna inteligencja nie stanowi w tej kwestii wyjątku. Możemy oczekiwać najnowszych usprawnień w tym zakresie, w które zostanie zaopatrzony pakiet narzędzi programowych dla przedsiębiorstw pod marką Google – Google Workspace. Wiatr zmian powieje zatem prosto z Mountain View w Dolinie Krzemowe – czego możemy się spodziewać?

Workspace AI

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że użytkownicy programów G-suite nie zostaną pominięci przy rewolucji związanej z generatywną SI. W odróżnieniu od Microsoftu, wykorzystującego dobrze znany model GPT-4 autorstwa OpenAI, Alphabet samodzielnie stworzył generatywny program Workspace AI wytrenowany na podstawie wielu książek i publikacji oraz artykułów z Wikipedii. Można pozazdrościć rozmachu. Aczkolwiek, pomimo różnic technologicznych, cel wprowadzonych instrumentów pozostaje podobny. Narzędzia zostaną bezszwowo zintegrowane z istniejącymi platformami. Jakie funkcje zostały przewidziane?

Sporządzanie szkiców iadomości e-mail oraz sprawdzanie i redagowanie istniejących treści w Gmailu

W tym celu wystarczać będzie zestaw punktorów czy może nawet sam temat, a zintegrowana sztuczna inteligencja zajmie się już samym żmudnym procesem kreowania treści wiadomości e-mail. Zalecamy jednak, szczególnie w początkowych stadiach funkcjonowania programu, wnikliwą analizę stworzonej wiadomości przed decyzją o wysłaniu jej do swojego dyrektora generalnego.

Podsuwanie pomysłów, edycji, korekty i parafrazowania tekstów w edytorze Google Docs

Czyli coś, co właściwie funkcjonuje już od długich lat. Możemy zatem mieć nadzieję, że będzie stawało się tylko coraz lepsze. Zwłaszcza, jeżeli naszym rodzimym językiem nie jest angielski, przez co na co dzień musimy pracować w zgoła bardziej skomplikowanym narzeczu.

Automatyczne generowanie slajdów, a także ilustracji graficznych i dźwiękowych w Slides

Ta funkcja wydaje się najbardziej enigmatyczna oraz kontrowersyjna. Zapewne program będzie generował obrazy na zasadzie podobnej do istniejących platform, takich jak Dall-E lub Midjourney. Dotychczas takie platformy pozostawiały sporo do życzenia, jeżeli chodzi o poziom oraz realizm obrazów. Wykorzystanie ich bez obróbki ludzkiego grafika może więc okazać się niemożliwe. Wypada zakładać, że w założeniu firmy chodzi zatem o uproszczone grafiki. Przedstawiciele firmy Google nie deklarują obecnie udostępnienia szerszej widowni bardziej szczegółowych informacji na temat funkcjonowania danej opcji.

Automatyczne wypełnianie arkuszy kalkulacyjnych

SI ma pomagać pracownikom między innymi w generowaniu formuł, analizowaniu ofert i spostrzeżeń oraz kategoryzowaniu danych. Prawdopodobnie będzie także w stanie uzupełniać brakujące pola w kolumnach na podstawie schematu zastosowanego w danym pliku.

Zwiększenie produktywności czatu oraz spotkań

Możemy zatem oczekiwać takich funkcji jak automatyczne śledzenie notatek ze spotkań, tworzenie list kontrolnych dla działań czy podsumowywanie spotkań. Brzmi obiecująco, chociaż Google już rok temu zdążył przebić swój bieżący projekt poprzez wprowadzenie transkrypcji dla komunikatora Meet. Stanowi to bardziej jego swoiste rozwinięcie niż nowe, indywidualne działania. W sprawie zintegrowania SI z Google Chat firma nabrała na razie wody w usta.

Z pozoru cele przedsiębiorstwa wydają się nieco mniej ambitne od jego rywala. Może się nawet zdawać, że wiele z nowych zastosowań istniało dotychczas w przestrzeni informatycznej, tylko niekoniecznie w równie rozbudowanej formie. Być może jednak owa prostota to w pełni świadomy wybór. Thomas Kurian – dyrektor generalny Google Cloud – scharakteryzował najnowsze zapowiedzi AI jako kolejną fazę rozwoju. W perspektywie czasu ludzie będą wspierani przez współpracowników AI, jednak jest to plan bardziej stopniowy niż skokowy.

Ma być tak pięknie, ale czy wyjdzie jak zawsze? Czy Copilot oraz Workspace AI powtórzą klęskę poprzednich projektów?

Innowacje prezentowane przez Microsoft i Google mogą napawać niespotykanym optymizmem i budzić entuzjazm. Jednakowoż zawsze najlepiej wstrzymać się z celebracją zanim będziemy mieli okazję przetestować finalny produkt. Szczególnie, że jesteśmy już nauczeni efektami niedawnej podobnej fali oczekiwań i hype’u ze strony tych dwóch przedsiębiorstw. Jeszcze niedawno, w lutym, obiecywały one połączenie inteligencji generatywnej z Internetem. Rozwiązanie to miało połączyć zdolności popularnego ChatuGPT od OpenAI z wyszukiwarką.

Integracja wyszukiwarki Bing z ChatemGPT

Microsoft postawił na integrację właśnie tego rozwiązania z programem Bing. Przedsiębiorstwo udostępniło zamkniętą betę dla chętnych użytkowników i już wkrótce Internet obiegły nieoczekiwane materiały. Testujący wprawnie doprowadzali sztuczną inteligencję do przeróżnych zaskakujących odpowiedzi i karkołomnych konkluzji. Jednemu z nich udało się nawet sprawić, żeby Bing dał wyrazy lęku egzystencjalnego, kwestionując sens swojego własnego istnienia. Eksperci jednak uspokajają, nawet takie głęboko ludzkie zachowania nie są wyrazem samoświadomości, lecz umiejętnego wykorzystania poleceń i materiałów źródłowych przez operatora.

Bard – inteligentny chatbot w wyszukiwarce Google

Zamiast użyć istniejącego modelu biznesowego, Google wybrało stworzenie własnej podłączonej do Internetu SI o nazwie Bard. Niestety, aspirujący grajek jak na razie nie stanął na wysokości badania. Bard, zapytany o odkrycia kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, wskazał m. in. wykonanie pierwszego zdjęcia planety poza układem słonecznym. W rzeczywistości, pierwsze fotografie egzoplanet uchwycił teleskop Europejskiego Obserwatorium Południowego w 2004 roku, 17 lat przed wystrzeleniem teleskopu Webba. Skoro wyszukiwarka popełnia błędy merytoryczne nawet w starannie wyselekcjonowanym materiale demo, aż strach pomyśleć co nam przekaże na co dzień. Incydent miał bardzo realne przełożenie na organizację. Po publikacji feralnego materiału, akcje spółki Alphabet na nowojorskiej giełdzie spadły aż o 9 proc. Dla technologicznego giganta oznaczało to spadek kapitalizacji rynkowej o 100 mld dol. Wartość ta jest porównywalna przykładowo z wysokością PKB Bułgarii. Chwilowy brak koncentracji i sprawdzenia faktów w promocyjnym wideo obnażył fundamentalne wady Barda i okazał się być istną katastrofą dla firmy.

Copilot oraz Workspace AI. Ich przyszłość dopiero się tworzy

Zważywszy na opisane okoliczności, warto wziąć łyk zimnej wody i poczekać na konkrety w kwestii nowych zapowiedzi asystentów. Nie powinniśmy również zbytnio zrażać się potencjalnymi pierwszymi problemami i wpadkami. Tak jak nie od razu zbudowano Rzym, tak rozwinięcie asystującej SI może również wymagać dłuższego doskonalenia i dostrajania. Być może, za kilka lat Copilot stanie się nierozerwalnym ogniwem Microsoft Office, bez którego wręcz nie będziemy sobie wyobrażali korzystania z pakietu.

Redaktorka

Z wykształcenia filolog języka francuskiego, jednak od najmłodszych lat emocjonalnie związana z dziennikarstwem i działalnością literacką. Interesuje się szerokim wachlarzem tematycznym, zaczynając od kwestii językowych, kulturowych i społecznych, poprzez finanse i ekonomię, aż po naukę i prawo. Można powiedzieć, że w życiu podąża za iście renesansową definicją bycia "humanistą".

Banner kampanii #MisjaZmiana z Krzysztofem Stanowskim i Julką

Czytaj także

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w tekście
Zobacz wszystkie komentarze