Napisał „hej” i przestał się odzywać. O co chodzi z hey hanging i czy powitanie może być krzywdzące?

Napisał fot. Dean Drobot / Shutterstock.com

Te trzy litery budzą ponoć przerażenie na wszelkiego rodzaju firmowych komunikatorach. Złowieszcze „h”, „e” i „j” jako pierwsza wiadomość w konwersacji. Pierwsza i ostatnia. Próżno bowiem oczekiwać kontynuacji, gdyż ta może nigdy nie nastąpić. A otrzymane powitanie zdaje się być zawieszone poza czasem i przestrzenią. Zjawisko hey hangingjest coraz częściej omawiane zarówno przez amatorów, jak i ekspertów. Ale czy naprawdę jest się czego bać?

W kalendarzu ustawiony „deep work”, turbodoładowanie focusu z dodatkowym nitro-zen-mindfulness niczym Konfucjusz medytujący nad ranem. A tu nagle ciszę rozrywa złowrogi sygnał… nowa wiadomość w firmowym komunikatorze. Z bijącym sercem otwierasz konwersację, nie wiadomo skąd w tle zaczyna lecieć soundtrack z filmu „Psychoza”, a tam… „Cześć” lub „Hej”. Eeee… no hej! Rozpoczynamy niecierpliwe wpatrywanie się w otwarty czat. W końcu raczej nikt nie skacze po losowych współpracownikach, witając się z nimi na poprawę humoru. A szkoda! Tym bardziej, gdy chodzi o naszego przełożonego lub osobę, z którą nie działamy na co dzień zbyt często. Niestety, minuty mijają, a kontynuacja nie nadchodzi. Rosną natomiast frustracja i napięcie. To zjawisko zostało określone jako „hey hanging”. I znalazło ogromne zrozumienie wśród społeczności pracowników z branż white collar, którzy wielokrotnie go doświadczyli. Uważa się, że jest niegrzeczne oraz może wywoływać niepotrzebny stres u pracowników. Czy rzeczywiście zasłużyło na tak srogie piętno?

Co to jest hey hanging?

Wraz z rozwojem technologii coraz większa sfera naszego życia przenosi się do przestrzeni cyfrowej. Wirtualna komunikacja rozpowszechniła się do tego stopnia, że utworzyła nawet własne zasady kultury, określane jako netykieta. Po pandemii w 2020 roku komunikacja internetowa dodatkowo zyskała na znaczeniu. Nic dziwnego, że jej reguły zaczęły coraz prężniej ewoluować w poszczególnych środowiskach, w tym zawodowym.

Hey hanging to stosunkowo nowa praktyka, gdyby skupiać się wyłącznie na nomenklaturze. W praktyce jednak funkcjonuje o wiele dłużej. Tym mianem jest określane zjawisko, kiedy współpracownik lub przełożony wysyłają wiadomość za pośrednictwem firmowego komunikatora. Nie ma znaczenia, czy będzie to Slack, Teams, Skype, czy nawet Gadu Gadu. Ważna jest natomiast jej treść. Krótki komunikat, na przykład powitanie, takie jak „hej” lub „cześć”, po którym następuje zawieszenie dalszej rozmowy.

Wbrew pozorom takie zachowanie może zostać uznane za co najmniej uciążliwe. W końcu wymaga od nas oderwania się od wykonywanych obowiązków tylko po to, żeby niczego nie osiągnąć. Niektórzy jednak posunęli się z interpretacją o krok, albo i piętnaście kroków dalej. Hey hanging potencjalnie buduje poczucie niepewności i niepokoju. Nie wiemy bowiem, jaka intencja kryje się po stronie rozmówcy. Ponadto oczekiwanie na ciąg dalszy wiadomości może być niesamowicie przejmujące. To uczucie można porównać do zerkania na nieodebrane połączenie. I nie chodzi tu bynajmniej o japoński horror z 2003 roku. Chociaż w niektórych jest w stanie wzbudzić równie silne poczucie grozy.

Internetowa archeologia – skąd pochodzi hey hanging?

W przeciwieństwie do sztucznej inteligencji Google’a wiemy, który teleskop pierwszy wykonał zdjęcie egzoplanety – nie teleskop Webba, tylko Europejskie Obserwatorium Południowe w 2004 roku, 17 lat przed jego wystrzeleniem. Pomyłka ta kosztowała firmę Alphabet w 2023 równowartość PKB Bułgarii w kapitalizacji rynkowej spółki. Niestety, historia epokowych odkryć nie zawsze jest taka jasna i prosta. Informacja, kto pierwszy wyłapał i utworzył frazę „hey hanging”, zanim zyskała popularność w Internecie osnuta, jest mgłą zapomnienia. Obecnie wiemy jedynie, że wraz z popularyzacją komunikacji zdalnej rozpowszechniła się tendencja do samego pisania pojedynczych wiadomości i czekania na odpowiedź ze strony rozmówcy.

Pogrążając się w odmętach Internetu odkryjemy jednak, że jako jeden z pierwszych, to znane i występujące już zjawisko opisał portal rozrywkowo-informacyjny Huffpost w sierpniu 2023 roku. Aczkolwiek pierwsze ślady narzekania na pozostawione w eterze „hej” sięgają jeszcze 2022, chociaż bez chwytliwej nazwy. Zaobserwowano je na platformie społecznościowej Twitter – obecnie X. Wtedy to użytkowniczka Justina Chen napisała:

Każdy, kto wysyła ci „hej” bez pytania w pierwszej wiadomości, najwyraźniej nie doświadcza lęku

– Ten pozornie krótki tweet przysporzył jej aż 3,4 tysiąca lajków.

Prawdziwy rozkwit dyskusja o hey hanging przeżyła jednak dopiero w obecnym roku wraz z artykułem, który ukazał się na łamach Forbesa w marcu. Zainteresowanie sięgnęło zenitu, a w temacie złowieszczego „hej” wypowiadają się kolejne media, eksperci oraz użytkownicy mediów społecznościowych.

Stan badań – czyli jak dużo można napisać o jednym słowie?

Sprawą zainteresowali się nawet eksperci z dziedziny zarządzania. Annie Rosencrans, dyrektor ds. społeczności i kultury w tworzącej platformy dla HR firmie HiBob, skomentowała sprawę dla Forbesa. Jej zdaniem częste występowanie „hey hangingu” ma negatywny wpływ na relacje w zespole. Początkowa wiadomość pozostawia odbiorcę w zawieszeniu – zastanawiającego się, jakie będą kolejne kroki.

Chociaż nie wydaje się, by był to problem dla nadawcy, może to powodować niepotrzebny stres dla osoby odbierającej, ponieważ może ona zastanawiać się, czy nie nadejdą złe wieści lub krytyka. […] Silna komunikacja jest niezbędna dla pozytywnej kultury pracy. Zwłaszcza w dzisiejszym środowisku pracy, w którym tak wiele osób pracuje zdalnie lub zespoły są rozproszone, umiejętności komunikacji pisemnej są niezwykle ważne

– podsumowuje Rosencrans.

Inni eksperci są nawet bardziej alarmistyczni, Jared Pope, założyciel pomagającej zwalczać niewłaściwe zachowanie w pracy platformy WorkShield, twierdzi, że niewinne „hej” może doprowadzić do degradacji relacji w całej organizacji.

Podczas gdy niektórzy zakładają, że zjawisko to dotyczy tylko danej osoby, hey hanging może przenosić się na całe miejsce pracy – stwierdza – Kiedy menedżerowie wysyłają wiadomości do poszczególnych osób, a następnie jawnie je ignorują, przenoszą szkodliwe wzorce. Pracownicy są zniechęceni do zgłaszania swoich pomysłów lub pytań w obawie, że również zostaną odrzuceni. To, co może wydawać się nieistotnym łańcuchem wiadomości, może przekształcić się w kulturę opartą na strachu, którą niezwykle trudno jest odwrócić.

W rozmowie z Huffpost, Mary Crane, ekspertka w dziedzinie relacji w biurze i założycielka firmy konsultingowej, wyraża odmienne zdanie. Jej zdaniem, dotkliwość hey hanging nie jest powodem słabych relacji w zespole, lecz ich symptomem. Jej zdaniem, wiele niepokoju wynika po prostu z nieznajomości swoich kolegów i koleżanek. Jak to często bywa w epoce pracy zdalnej i hybrydowej, zdarza się, że często nie mieliśmy po prostu okazji poznać ich osobiście. Nie znamy wzajemnie swoich wzorców zachowań i nie zawsze wierzymy w jej pozytywne intencje. Jej zdaniem, w bliżej zintegrowanych zespołach, w których są już wyrobione relacje, hey hanging przestaje być już takie straszne.

Nie przesadzajmy!

Podobne praktyki mogą działać na nerwy i warto od nich stronić. Chociażby dlatego, że zaniżają naszą produktywność, kiedy zastanawiamy się nad tajemniczym sensem wiadomości. Nie należy jednak popadać w skrajności. Okoliczności, jakie doprowadziły do urwania wiadomości po jednym krótkim komunikacie mogą być najróżniejsze. Począwszy od zapracowania, incydentu wymagającego natychmiastowej reakcji, przekonania o kliknięciu entera z dalszą częścią wiadomości, problemy sieciowe, aż po zwykłą grzeczność. Otóż to! Jako ludzie podchodzimy bardzo subiektywnie do każdego zdarzenia lub zachowania. Niektórzy uznają samo powitanie za wywołujące poczucie niepokoju, podczas gdy inni wyjdą z założenia, że wykładanie kawy na ławę byłoby nietaktem. Wysyłają krótkie powitanie z intencją nawiązania kontaktu, żeby współpracownik nie potraktował ich jako interesownych i zbyt bezpośrednich. Często dotyczy to również starszych pracowników, którzy byli wychowywani w zupełnie innych realiach. Wszystkie przypadki należy zatem analizować indywidualnie.

Jak reagować na hey hanging?

Przede wszystkim należy zachować zimną krew. Zwykłe powitanie nie musi oznaczać niczego zdrożnego. Co innego „musimy porozmawiać”… Warto zatem po prostu odpowiedzieć. Jeśli spodziewamy się, że rozmówca odzywa się z konkretnym interesem, możemy o to zapytać. Zapewne zależy mu na wyjaśnieniu sprawy czy wykonaniu danych zadań jeszcze bardziej niż nam. Nie należy również wykluczać prawdopodobieństwa towarzyskiej pogawędki. Dla lepszej wizualizacji sytuacji można spróbować wyobrazić sobie, czy postąpilibyśmy analogicznie przy bezpośredniej rozmowie. Współpracownik łapie nas w kuchni, rzuca krótkie „cześć” i wpatruje się niepewnie. W końcu nie każdy uderza od razu z grubej rury, a półgodzinna analiza temperatury i wilgotności powietrza w regionie niekoniecznie sprzyja rozwiązywaniu służbowych sprawunków.

Odważni mogą pokusić się o brawurowe rozwiązanie sprawy, odpisując dokładnie tym samym lub dodając sympatyczne „co słychać?”. Niemniej metody z kodeksu Hammurabiego – oko za oko, ząb za ząb – raczej nie są zalecane na biznesowym polu.

Gdy hey hanging zdarza się często ze strony tej samej osoby, warto spróbować po prostu o tym porozmawiać. Oczywiście spokojnie i bez zbędnych pretensji. Prawdopodobnie nie jest to wynik celowej mikroagresji, tylko odmienne przekonania i niewiedza, że takie zachowanie miałoby zostać źle odebrane. Jeśli jednak nie… cóż, zawsze pozostaje powrót do opcji z prawem talionu.

Redaktorka

Z wykształcenia filolog języka francuskiego, jednak od najmłodszych lat emocjonalnie związana z dziennikarstwem i działalnością literacką. Interesuje się szerokim wachlarzem tematycznym, zaczynając od kwestii językowych, kulturowych i społecznych, poprzez finanse i ekonomię, aż po naukę i prawo. Można powiedzieć, że w życiu podąża za iście renesansową definicją bycia "humanistą".

Banner zachęcający do adopcji psów ze Schroniska

Czytaj także

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w tekście
Zobacz wszystkie komentarze