Jak nie dać się Januszowi i nie być Areczkiem? Imiona polskiego biznesu
nosacz sundajski

Nie musisz oglądać memów, żeby ich znaleźć. Jak się nie dać Januszowi biznesu i nie stać się Areczkiem?

Biurowe życie potrafi przypominać prawdziwą komedię omyłek. „The Office”, brytyjski serial o tej tematyce oraz jego amerykańska wersja, doczekały się niemałej popularności na całym świecie i po latach od zakończenia emisji dalej bawią widzów w każdym wieku. To wszystko nie tylko za sprawą chwytliwych gagów (That’s what she said), lecz również szczerej do bólu wizji znanej wszystkim rzeczywistości. Dowcipne przedstawienie biurowych sytuacji i osobowości, które spotkamy również w naszej pracy wciąż fascynuje i żenuje jednocześnie. W polskich miejscach pracy także natkniemy się na wszelakiej maści charaktery, które potrafią nam uprzykrzyć lub umilić biurowy dzień. Jak sobie poradzić, gdy słynne imiona polskiego biznesu zachodzą nam w firmie za skórę?

Przestrzenie biurowe stanowią swoisty mikrokosmos, w którym ciała astralne są zastąpione różnorodnym gronem menedżerów i pracowników. Prawdziwymi gwiazdami są tu jednak poszczególni, charakterystyczni członkowie zespołu na wszelkich szczeblach kariery. Każdy z nas zna chyba Janusza biznesu, który zawodowe życie potrafi zmienić w piekło, a sam niejednokrotnie czuł się jak Areczek, dla którego nie ma nic poza ciężką pracą, bo wszystko inne, czyli laury i dobre pieniądze, jest dla zarządu. Jak sobie z taką galerią osobliwości poradzić? Jak przechytrzyć Janusza i nie dać się Mireczkowi? Nie obiecamy, że te strategie ułatwią wam życie, ale może przynajmniej pozwolą wam nie zwariować. I czasem nawet dostać jakąś premię, mimo że koszty życia rosną nie tylko wam, ale i zarządowi.

Janusze, Mirki i Areczki to nie tylko memy. Oni są wśród nas

Żeby spotkać Janusza, Mirka czy Areczka nie musicie przeglądać memów. Oni kryją się w waszym biurze, na Teamsach czy na Slacku. Jak sobie poradzić w kontaktach z tymi współpracownikami? Może nie być łatwo, zwłaszcza że dobrze żyją z albo są zarządem, który ma swoje potrzeby, a ponadto potrafią się maskować. W lawirowaniu pomiędzy pracowniczymi intrygami, w których te postaci odgrywają główne role, może wam pomóc zdrowy rozsądek i liczenie w głowie do dziesięciu, żeby nie wybuchnąć. Jakie zastosować strategie? Jak przegadać Janusza i nie stać się Areczkiem?

Janusz biznesu – ma chłopski rozum i potrafi się maskować

Prawdopodobnie najczęstsze imię wśród polskich przedsiębiorców, mimo że większość z nich nawet się tak nie nazywa. Często również nie są nosaczami sundajskimi, a zwykłymi mężczyznami, najczęściej w średnim wieku. Ba, wielu nie nosi nawet charakterystycznego, sumiastego wąsa. Janusz potrafi więc dobrze się maskować, ale szczęśliwie da się go szybko rozpoznać. Zwłaszcza, kiedy damy mu prawo głosu. Najskuteczniejszy, lecz zarazem niezwykle ryzykowny sposób na jego zdemaskowanie, to prośba o podwyżkę lub dzień wolny w wyniku zatrucia pokarmowego. Przecież pracownik z 10-letnim stażem ma prawo się raz o to upomnieć, prawda? Jeśli podobne mrzonki spotkały się z dobitnym zaprzeczeniem i ostentacyjną dezaprobatą wspartą nagłym czerwienieniem twarzy i niebezpiecznie wysokim ryzykiem zawału, możemy być pewni, że mamy do czynienia z Januszem. Jego imię stało się istnym synonimem najlepszych praktyk z dziedziny oszczędności, „kreatywnej” księgowości oraz zasad BHP. Wszystko dzięki zastosowania niepodważalnej doktryny „na chłopski rozum”.

Szczęśliwie, z biegiem lat standardy rodzimych Januszy ulegają znaczącej poprawie. Coraz szerzej respektują oni prawa pracowników i częściej wykazują się pozytywnymi postawami. I bardzo słusznie! Pomimo problematycznej natury, popularni Janusze mogą być dumni z roli odgrywanej w polskiej gospodarce. Według Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, sektor małych i średnich przedsiębiorstw odpowiada aż za 49,6 proc. polskiego PKB.

Jak okiełznać Janusza?

Najtrudniejszy typ do okiełznania. Czasem może okazać się, że jedynym sposobem na przechytrzenie Janusza jest… zmiana pracy. Nie zawsze jest to możliwe od razu, więc trzeba zacisnąć zęby. Dobrze sprawdzi się taktyka na przyczajonego tygrysa i ukrytego smoka, ale ta wymaga cierpliwości. Odpowiednio długo nie reagujecie na zaczepki, żeby potem ruszyć z przytupem. Istnieje spora szansa, że kiedy w odpowiednim momencie przyatakujecie Janusza listą swoich praw, automatycznie wpłynie ona także na waszą listę obowiązków, która zostanie nieco uszczuplona. Niestety, bardzo możliwe, że będzie to ostateczne starcie i to nad waszym awatarem pojawi się pulsujące hasło „K.O.”. Cóż, może to i dobrze, bo czasem taki upadek motywuje do zmian i zawalczenia o swoje.

Areczek – nic dla niego nie ma, poza ciężką pracą i czekaniem na przelew

Arkadiusz – jakże szlachetnie zazwyczaj mianowany per „pan”, mimo iż jego imię zdrabnia się nad wyraz infantylnie. Mężczyzna żyje w ciągłym strachu, ponieważ jego stanowisko cieszy się niemałą popularnością. Zawsze czeka na nie przynajmniej dziesięciu kandydatów, i to różnych narodowości. Nie dane mu są luksusy picia markowej herbaty, która jest dla zarządu. Nasz bohater, znając swoje miejsce w hierarchii, musi zadowolić się podwójnie parzoną torebką swojskiego zamiennika.

Pomimo trudnej sytuacji, pracowity Areczek stopniowo uświadamia sobie prezentowaną przez siebie wartość i coraz śmielej upomina się o swoje – „Koniec z bezpłatnymi nadgodzinami w sobotę i 400 zł podwyżki, Panie Januszu, inaczej mam już dziesięciu pracodawców na Pana miejsce” – zwykł mawiać, szkoda że na razie tylko w swojej głowie.

Jak nie dać się zarządowi i walczyć z wewnętrznym Areczkiem?

Pierwszym krokiem do przezwyciężenia nadmiernej spolegliwości jest uświadomienie sobie problemu, przeprowadzając proste testy. Jeżeli spędzacie większość czasu w pracy, to wiedzcie, że coś się dzieje. Co więcej, jeśli boicie się zapytać o wynagrodzenie za nadgodziny, problem jest poważny. Należy natychmiast rozejrzeć się za jego przyczynami. Być może leży on w toksycznym zakładzie pracy czy też we własnej postawie. Następnie, należy porozmawiać z szefem o ponadprogramowym wkładzie. Przed rozmową warto poszukać sojuszników w biurze i zapoznać się z regulacjami prawa pracy. Jeżeli to nie zadziała, można zastosować terapię szokową w formie strajku włoskiego i wykonywać tylko wynikające z umowy obowiązki. W przypadku jasnych łamań praw pracowników zawiadomić odpowiednie instytucje. Jednocześnie, należy pamiętać, że nasz ukochany Janusz nie jest jedynym pracodawcą na całej planecie. Nie zaszkodzi odnowić CV i rozejrzeć się na rynku pracy za innymi ofertami w bardziej przyjaznych pracownikom firmach.

Anetka – zdominowana przez Janusza szuka lepszego jutra

Najbliższa koleżanka Pana Areczka, która łączy się z nim w egzystencjalnym bólu utrzymywania funkcjonowania waszej firmy. Obecnie pracuje na 5/4 i 9/7 etatu, składających się z dwóch umów zlecenie, kontraktu B2B, suplementowanych umową o dzieło z odroczoną datą wykonania „na wczoraj”. Zwyczajowo przychodzi do pracy w wygodnym, acz modnym obuwiu, wyznaczając wśród współpracowników prawdziwe trendy. Hitem ostatniego sezonu stały się w waszym biurze crocsy w odcieniu pudrowego różu. Obciążona obowiązkami często opowiada, jak to w trosce o rodzinę musi podejmować się dodatkowych zadań. Skoki ze spadochronu, neurochirurgia czy walki w klatce to tylko czubek góry lodowej zleceń, których się chwyta za najniższą krajową. Jedno jest pewne – nie można jej odmówić pracowitości i nieugiętego charakteru. Niestety, wraz z wybiciem fajrantu znika jak bajkowy Kopciuszek, żeby rzucić się w wir dalszych zmagań o lepsze jutro.

Jak zrozumieć Anetkę?

Jakkolwiek jej opowieści mogą brzmieć barwnie i nieprawdopodobnie, warto się zastanowić, czy podołalibyśmy chociaż 1/8 jej codziennych obowiązków. Już sama wizja nie brzmi zbyt przyjemnie, prawda? Zatem, jeżeli chcemy zjednać sobie Panią Anetkę jako sojusznika, wystarczy okazać odrobinę zrozumienia, zamiast posądzać ją o mitomanię. Przynieście kawę bez pytania i tak od 10 lat w tej firmie pije taką samą i zapytajcie o zdrowie dzieciaków. Byle nie trwało to zbyt długo, projekty same się nie zrealizują!

Mirek – chce być w zarządzie, ale nigdy tam nie trafi

Mirek jest drobnym przedsiębiorcą i zaufanym współpracownikiem Janusza. Doskonale dogaduje się z nim w interesach, jednak po cichu zazdrości mu osiągniętego sukcesu majątkowego. Prowadzi mały warsztat samochodowy, który jest jego oczkiem w głowie. Okresowo zajmuje się również inną działalnością handlowo-usługową, oczywiście w pełni legalną. Serwisuje wszystkie pojazdy z firmowej floty Janusza. Nasz lokalny mechanik przyjmie każde zlecenie i z przyjemnością naprawi każdy samochód, nawet jeśli ten nadaje się tylko do kasacji. Niewzruszony Mirek rzuci tylko butne „to się wyklepie, szwagier” (chociaż ich prawdziwy stopień spowinowacenia nie został dotychczas przez nikogo udowodniony) i dokona prawdziwych cudów. Przy pracy, często tnie koszty i kreatywnie wykorzystuje dostępne mu środki. Często prowadzi to do zabawnych konsekwencji, szczególnie w dziedzinie estetyki i ergonomii proponowanych przez niego rozwiązań.

Jak znaleźć wspólny język z Mirkiem?

Podstawą jest już samo odpowiednie zaczęcie rozmowy. Podczas gdy większość ludzi wita się stosownym „Dzień dobry” lub bardziej przyjacielskim „Cześć!” do Mirka należy mieć właściwe podejście. Zaraz po wejściu do jego krasnoludzkiej groty, należy zacząć od szybkiego rekonesansu. Gdy tylko zauważymy Volkswagena Passata z ram czasowych nastania nowego millenium, niezwłocznie trzeba wydać z siebie gwizd zachwytu. Następnie kluczowym elementem jest stwierdzenie „Fiu fiu, ale maszyna! Jaki ma silnik?”. Oczywiście poprawna odpowiedź zawsze będzie brzmiała 1.9 Turbodiesel Direct Injection (TDI), ale bez tego magicznego hasła za nic nie przejdziecie do sedna sprawy. A mianowicie „Panie, kto to Panu tak sp****olił?”.

Julki i Oskarki – nie chcą owocowych czwartków, tylko owocowego życia 24h/7

Reprezentanci generacji Z, ale znajdziemy ich też wśród milenialsów. Tytułowi bohaterowie to stażyści i juniorzy, których można spotkać w każdym zespole, ze szczególnym uwzględnieniem marketingu i social media. Zazwyczaj mieszkają z rodzicami na strzeżonych osiedlach pod miastem. Ci z nich, którzy stawiają na niezależność, wynajmują za niebotyczne kwoty 12-metrowe mikrokawalerki w centrum. Pracodawcy bardzo lubią zapraszać ich do firmowych zdjęć i materiałów promocyjnych, określając to mianem „młodego, dynamicznego zespołu”.

Oprócz suchego chleba z wegepasztetem z białej rzepy i ciecierzycy, Oskar i Julia mogą poszczycić się również częstym jedzeniem owoców, szczególnie w czwartki, chociaż najchętniej jedliby je przez cały tydzień. Całe szczęście, że wasza firma zaoferowała to w ogłoszeniu o pracę! Powoli pnąc się po szczeblach kariery, często muszą mierzyć się z niedocenianiem lub pobłażliwością. Pomimo, że mają już po 25 lat (najstarsi dobijają nawet 40-tki), dla większości starszych pracowników wciąż chodzą do gimnazjum. Wykazują się znajomością nowych technologii i biegłością wykorzystywania ich w miejscu pracy. Ta zaleta bywa często mylona z „ciągłym siedzeniem na tych fejsbukach”. Chociaż nie zawsze to widać, czas gra na ich korzyść. Z biegiem lat to oni będą mieli coraz więcej wpływu na miejsce pracy, awansując w hierarchii na dyrektorów i prezesów. A wyznawane przez nich wartości jeszcze mogą spowodować prawdziwą rewolucję światopoglądową.

Jak dogadać się z Julką i Oskarkiem?

Wiemy, że kusi, ale mimo wszystko powstrzymujmy się od komentarzy w stylu „Essa, byku!”. Młodzieżowy język nie brzmi cringe’owo tylko z ust młodzieży, a i to nie jest wcale normą. W przestrzeni zawodowej Julka i Oskarek chcą w rzeczywistości tylko jednego być traktowani jako pełnoprawni współpracownicy. Z perspektywy pracodawcy oznacza to spełnienie wszystkich największych obaw… godziwą płacę i respektowanie praw pracownika. W przeciwnym wypadku może się okazać, że wkrótce już ich nie będzie. Z ich odejścia zdasz sobie sprawę dopiero, gdy meszki obsiądą już wszystkie owoce w waszej kantynie, a Areczek zacznie przychodzić do gabinetu szefa z dziwnymi pytaniami jak „Co mam odpowiedzieć tym wszystkim ludziom na TikToku?”.

Seba – zna wszystkich, ma gadane i lepiej dobrze z nim żyć

Taktyczny mistrz w kontaktach międzyludzkich. Warto obsadzić go w roli sprzedawcy, gdzie zawsze potrafi odpowiednio przycisnąć klienta. Doskonale sprawdzi się także jako customer care, dzięki wrodzonej empatii. Ten złoty człowiek zawsze potrafi wczuć się w cudzą sytuację i nigdy nie brak mu odwagi, żeby zapytać, czy aby „Masz jakiś problem?”. Poza pracą jest entuzjastą mocnych wrażeń i z zacięciem śledzi najnowsze wyniki piłkarskie. Należy do grona najwytrawniejszych strategów futbolowych waszej firmy, którym Jose Mourinho czy Brian Clough mogliby tylko buty czyścić.

Seba jest człowiekiem wyjątkowo lojalnym, bez względu na to, czy mowa o jego ukochanym klubie, czy jeszcze bardziej uwielbianym zespole w pracy. Warto być po jego stronie, nie tylko podczas międzydziałowych rozgrywek sportowych. Pod twardą aparycją kryje się jednak gołębie serce, gdyż zawsze można na nim polegać w potrzebie. Współpracownicy nie raz mogą liczyć na jego nieugiętą postawę w kontaktach z zarządem oraz śmieszne wlepy dotyczące nieprawidłowego parkowania, które regularnie wszystkim rozdaje.

Jak dobrze żyć z Sebą?

Bez względu na to w jak poufałe, koleżeńskie relacje byście nie wchodzili, lepiej by obyły się bez „przyjacielskich kuksańców”. Ostatnia taka sytuacja zakończyła się przypadkową wycieczką na OIOM ze złamanymi dwoma żebrami i obojczykiem. Niemniej miło, że nawet wtedy Seba codziennie po pracy odwiedzał chorego, żeby zdać mu rzetelny raport z przygotowań waszego teamu do nadchodzących zmagań z konkurencją. W celu dobrych układów z Sebą wystarczy nie podcinać jego skrzydeł zupełnie nieintratnym stwierdzeniem „Nigdy nie przepadałem za piłką nożną”. Aczkolwiek najważniejsza zasada jest tylko jedna jest jeden klub, jedna drużyna zawsze pamiętajmy, która dokładnie!

Grażynka – potrafi być sympatyczna, ale tylko jeśli wymienisz z pamięci imiona członków jej rodziny

Krążą pogłoski, że przed trafieniem do waszego biura pracowała w dziekanacie. Chociaż potrafi przybierać różne przydomki: Jadzia czy Bożenka, archetyp pozostaje niezmienny. Najczęściej znajdziesz ją w takich sektorach jak administracja, księgowość lub kadry, jednak z pewnością nie przy swoim biurku, telefonie lub na Teamsie. W rzeczywistości, 8-godzinne próby załatwienia czegoś na żywo zazwyczaj kończą się fiaskiem. Jeżeli po całym dniu prób złapania jej w pracy, dalej podejrzewasz, że jest od roku na chorobowym, spróbuj udać się w okolice kantyny. Prędzej czy później musi się tam pojawić, żeby uzupełnić  zapasy życiodajnego płynu. Otoczona wianuszkiem wiernych fanek może stanowić trudny cel, jeżeli zadeklaruje swoją dostępność za „dosłownie minutkę”. 

Niewtajemniczony obserwator mógłby założyć, że jej praca nie daje zbyt wielu efektów. Jednakowoż, gdy jej brakuje, nic się nie układa, a w posortowaniu dokumentów nie pomagają nawet najnowocześniejsze zintegrowane systemy. Dzięki niebywałemu doświadczeniu, niezawodnej intuicji i dobrotliwej, niemalże babcinej postawie, pani Grażynka jest powszechnie lubiana i cieszy się wysoką estymą wśród współpracowników. 

Jak sobie radzić z Grażynką?

Wbrew wszelkim pozorom nie jest to trudne zadanie. Wymaga tylko odrobiny przygotowania i dużej dozy cierpliwości. Gdy tylko szanowną panią Grażynkę ciasno oplata grono adoratorek, należy szybko życzyć jej „smacznej kawusi” i sięgnąć po swoją tajną broń. Mianowicie przygotowany uprzednio kawałek serniczka. Gdy już zwabimy naszą gwiazdę na stanowisko i uzyskamy niezbędną pomoc, informacje lub dokumenty, nie wychodźmy od razu, nawet jeśli presja i tak już opóźnionego zadania drąży nam dziurę w brzuchu. Możliwe, że jej ciągła potrzeba atencji jest po prostu wynikiem samotności. Wymieniając z Grażynką kilka ciepłych spostrzeżeń na temat zdjęć jej rodziny, możemy zyskać nieocenionego sojusznika w biurowej batalii.

Imiona polskiego biznesu – a co jeśli jesteś jednym z nich?

Jeżeli zauważacie u siebie któryś z wymienionych symptomów, to jeszcze nie jest powód, żeby konsultować się z lekarzem lub farmaceutą. W biurowej społeczności każdy z nas jest inny i nie stanowi to jeszcze żadnego powodu do wstydu. Fakt, warto mieć świadomość swoich zarówno mocnych, jak i słabych stron. Należy jednak umieć śmiać się z nich i pracować nad osobistym rozwojem we właściwym kierunku.

________________________________________________________________________________________________

Źródło zdjęcia: [email protected]Charge The Globe