fbpx
Paweł Banhegyi

Kulisy pracy marketera #23

Wywiad z Pawłem Bánhegyi

Paweł Bánhegyi

Założyciel Map My Growth, zdalnej agencji badawczo-marketingowej. W swojej pracy używa danych i metod naukowych do opracowywania strategii optymalizacji stron i lejków sprzedaży dla firm oferujących skomplikowane produkty lub usługi B2B.


Na wstępie wyjaśnij nam proszę, na czym dokładnie polega Twoja praca i który obszar marketingu uważasz za swoją mocną stronę? 

Moim głównym zadaniem jest zasłużenie sobie na miano najbardziej znienawidzonej osoby w zespole klienta w jak najkrótszym czasie. A tak trochę bardziej poważnie prowadzę zdalną agencję badawczo-marketingową Map My Growth i pomagam firmom oferującym skomplikowane usługi lub produkty B2B przemówić do ich klientów ludzkim głosem.

Bardzo dużo czasu poświęcam na badania. Zadaję mnóstwo pytań klientowi, ale w głównej mierze usługobiorcom klienta. Prowadzę z nimi wywiady, projektuję ankiety, analizuję statystyki strony, mapy cieplne, nagrania. Jest tego mnóstwo, zwykle zajmuje mi to około 4-6 tygodni, ale jest to niezbędne, bo bez całego researchu optymalizacja działań marketingowych i strony to zgadywanka.

A taka optymalizacja to właśnie dopełnienie tego, co robię. Na podstawie wyników badań widzę, gdzie jest szansa na rozwój firmy – czy jest to konkretna strona, która nie odpowiada wymaganiom odwiedzających, brak marketingu e-mailowego, nieumiejętne korzystanie z PPC, itd. Każdy pomysł na zmianę staram się testować, aby jak najbardziej polegać na danych, a jak najmniej na intuicji.

Wróćmy teraz do początków. Jak zaczęła się Twoja historia z marketingiem i jak rozwijała się z biegiem czasu? 

Zupełnie przypadkowo. Było to 8 lat temu podczas mojego pierwszego roku inżynierii materiałowej na University of Manchester. Znalazłem zdalną pracę jako analityk danych. Nie zwracałem większej uwagi na to, gdzie dokładnie aplikowałem i dopiero potem zorientowałem się, że zostałem częścią zespołu Conversion Rate Experts – agencji, która jest trochę jak Apple w świecie marketingu cyfrowego.

Od tamtej pory nauczyłem się “fachu” pracując z ponad 200 klientami z całego świata. Byli “giganci” jak Dropbox, Amazon czy Booking.com, ale osobiście bardziej lubiłem mniejsze firmy, które szybciej wprowadzały sugerowane zmiany na stronach i w marketingu.

W codziennej pracy, aby się nie męczyć i prezentować jak najlepsze wyniki, ważne są predyspozycje. Jakie cechy powinien mieć Twoim zdaniem dobry marketer?

Na pewno trzeba być ciekawym ludzi. W codziennym życiu kierujemy się ponad setką podświadomych uprzedzeń, ale w pracy marketera-researchera ważne jest umieć zatrzymać się i postawić na miejscu odbiorcy (idealnego klienta). A że nie możemy panować nad naszymi mózgami i emocjami w 100%, potrzebne są umiejętności badawcze i stawianie liczb ponad uczucia, jakkolwiek okrutnie to brzmi…
No i trzeba mieć gadane 🙂

Kontrowersyjną kwestią w świecie marketingu, PR-u i sprzedaży sączęsto studia kierunkowe. Czy uważasz, że są one potrzebne, aby zacząć w tej branży? Bo patrząc na Ciebie, to chyba niekoniecznie!

Zupełnie nie. Wielu klientów, z którymi rozmawiałem szukało marketingowców po studiach inżynierskich lub ścisłych. Nie jest to zawsze prawdziwe, ale łatwiej nauczyć matematyka marketingu niż marketingowca matematyki.

Rachunek prawdopodobieństwa czy programowanie to zagadnienia, które coraz częściej powinien znać marketingowiec, aczkolwiek nie chcę tu wychodzić na guru rekrutacji. W marketingu można odnieść ogromny sukces także bez studiów. Cała wiedza jest dostępna online, głównie za darmo.

Ponarzekajmy trochę 🙂 Która część Twojej pracy jest dla Ciebie najbardziej problematyczna?

Zmiana myślenia klientów. Walczenie z podejściem “A bo tamci zrobili to i mają więcej pieniędzy”, “A bo na blogu pisali, że guzik ma mieć kolor czerwony”, itp. Do polegania na danych w firmie, a zwłaszcza w tak emocjonalnym dziale jak marketing, trzeba się przystosować i jest to często bolesny proces.

Gdzie Twoim zdaniem najlepiej szukać wartościowej wiedzy marketingowej? Internet jest przepełniony nic niewnoszącymi artykułami. Gdzie uczyć się teorii, która naprawdę później się przyda?

Kursów jest mnóstwo i jeśli ktoś zaczyna karierę w marketingu cyfrowym, to na pewno radziłbym przeczesać darmowe kursy Google’a. Bez Google Analytics i GTM ciężko funkcjonować, a warto wiedzieć jakie opcje śledzenia daje strona.

Jeśli chodzi o kursy bardziej specjalistyczne, to ciekawą ofertę posiada CXL, aczkolwiek tam koszt miesięcznej subskrypcji to około 500zł i treści są po angielsku. Ich blog też uważam za wartościowy, ponieważ artykuły opierają się na twardych danych, a nie opiniach (uwaga, autoreklama: zapraszam do lektury artykułu o jakościowych metodach testowania stron o niskim ruchu, który napisałem dla CXL 🙂).

Najlepszą opcją jest praca. Nawet po kilka miesięcy w różnych miejscach. Żeby zobaczyć, która gałąź marketingu nam odpowiada i wtedy zostać ekspertem w danej niszy, bo to właśnie za wąską ekspertyzę płacą klienci.

Przejdźmy do kwestii ważnej w każdym zawodzie – chodzi o pieniądze. Na jaką pensję może liczyć dobry marketer/PR-owiec?

Nigdy nie pracowałem w marketingu w Polsce, dlatego trudno mi na to odpowiedzieć. Znam parę osób, które pracują jak w fabryce, we własnych, jednoosobowych agencjach CRO (conversion rate optimization) i spokojnie dochodzą do 120-150 tysięcy dolarów na rok. Dobry ekspert może liczyć w Anglii na około 35-40 tysięcy funtów rocznie i to poza Londynem.

Na szczęście marketing cyfrowy można spokojnie uprawiać zdalnie, więc istnieje szansa na tego typu kontrakty mieszkając w Polsce. Należy jednak pamiętać, że prowadząc własną agencję trzeba liczyć się z dużymi kosztami dodatkowymi rzędu nawet kilkunastu-kilkudziesięciu tysięcy złotych rocznie na pojedynczą subskrypcję programu do badań.

Podobno internet nie wybacza i nic w nim nie ginie. Jakie są najczęstsze i najbardziej błahe błędy marketerów?

Odcinanie kuponów od sukcesu konkurentów. Kopiowanie tego, co akurat zadziałało dla firm z tej samej branży, myśląc, że zadziała i u nas. Prawie nigdy tak nie jest.

Czy masz jakieś złote rady dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z branżą?

Nie bój się mówić po angielsku. Nie bój się statystyki i logiki. Naucz się wizualizować swoje pomysły za pomocą programów typu Sketch. I nie bój się popełniać błędów w pracy. Z jednym zastrzeżeniem – uważaj przy tym na budżet, którym zarządzasz 🙂

A na koniec może zdradź nam, co najbardziej denerwuje Cię w polskim marketingu?

Denerwuje (a właściwie dziwi) mnie używanie języka angielskiego w kampaniach reklamowych kiedy jest to zupełnie niepotrzebne. Na przykład stosowanie w reklamie kremu do twarzy dla pań 50+ zwrotów typu “formuła super skin care” albo “technologia anti-age”. 

Używanie języka, którym nie mówi na co dzień większość odbiorców, to spory grzech marketingowy. Kiedy ostatni raz słyszeliście pytanie typu: “Cześć, Maria, polecisz jakiś krem z efektem rejuvenating glow?”.  No właśnie…

Oczywiście czasami są powody ku używaniu takiego języka (np. branding), ale zwykle można bardzo uprościć przekaz, rezygnując z tego typu zabiegów.

Racja! Dziękujemy za rozmowę.

Odpowiedzi zebrała Agnieszka Zwolan.

Pozostałe nasze wywiady przeczytacie tutaj.

Przypominamy, że trwa nasza akcja specjalna
na bezpłatne ogłoszenia w kategorii Media! Szczegóły tutaj.


📢 Zapraszamy także do naszych grup:
 Social Media Jobs  https://bit.ly/2GB5MXs
 Advertising/PR Jobs  https://bit.ly/1Puw3z5
 Marketing – Pierwsza Praca  https://bit.ly/2F6uQU3
 Rocket Jobs > 10K  https://bit.ly/2AkLuMn
 Sprzedaż cała Polska  https://bit.ly/2RMpMIG
 Design cała Polska  https://bit.ly/2JOIkFI
 Marketing, e-commerce, SEO/SEM  http://bit.ly/32uFhsq
 Rocket Community  https://bit.ly/2PQofkI

🚀 na nasz fanpage:
➡ https://www.facebook.com/RocketJobsPolska

💪 na naszego LinkedIna:
 https://www.linkedin.com/company/rocket-jobs

😎 oraz na naszego Instagrama:
 https://www.instagram.com/rocketjobspolska