Kulisy pracy marketera #33 - wywiad z Martą Pańską
Marta Pańska - marketerka

Kulisy pracy marketera #33

Wywiad z Martą Pańską

Marta Pańska - marketerka

Marta Pańska – marketing manager sieci siłowni Well Fitness, a prywatnie influencerka, którą możecie śledzić zarówno na Instagramie, Facebooku, YouTube czy TikToku.


Na wstępie powiedz nam proszę, jak się zaczęła twoja przygoda z marketingiem?

Marketingiem zaczęłam się pasjonować trochę przez przypadek. Podczas studiów magisterskich na kierunku Journalism and Social Communication miałam staż w portalu Money.pl, który skupia się na polityce, finansach i gospodarce. Tak strasznie się tam nudziłam, że zaczęłam pisać artykuły dla ich pobocznego portalu Interaktywnie.com i tak właśnie zakochałam się w marketingu. Przy researchu do artykułów tak wpadłam w ciąg czytania, że nie skończyłam chyba ani jednego artykułu. Okazało się, że nie lubię pisać, ale kocham marketing.

Na czym dokładnie polega twoja praca oraz który jej obszar uważasz za swoją mocną stronę?

Obecnie (do końca roku) pracuje jako Marketing Manager i zarządzam marketingiem w sieci siłowni Well Fitness, należącej do Medicover. Oprócz tego jestem młodą przedsiębiorczynią i prowadzę firmę Dziewczyna z butelką wina.
Moja praca polega na budowaniu strategii marki, planowaniu kalendarzy marketingowych i realizacji promocji, pracy z agencjami kreatywnymi, domami mediowymi, grafikami oraz zarządzaniu zespołem wewnętrznym. Blisko współpracuję też z działem operacyjnym klubów fitness i wspomagam ich działania.
Moją mocną stroną jest wyciąganie insightów, czyli wnikliwych spostrzeżeń, które są kluczem w planowaniu akcji sprzedażowych. Uważam też, że dobrze zarządzam zespołem.

W codziennej pracy, aby się nie męczyć i prezentować jak najlepsze wyniki, ważne są predyspozycje. Jakie cechy powinien mieć twoim zdaniem dobry marketingowiec?

Moim zdaniem najważniejsza jest umiejętność wczucia się w klienta i niepatrzenie na siebie i swoje otoczenie. Często widzi się firmy zarządzane przez dyrektorów, którzy uważają, że coś ma być tak, bo ONI albo ich znajomi tak myślą. Trzeba patrzeć na grupę docelową, a nie na siebie i swoje otoczenie.
Kolejną cechą jest wewnętrzna motywacja do pracy. Marketing to nie praca, z której można się „wylogować” po 8 godzinach, więc trzeba naprawdę się pasjonować tym co się robi.

Na co zwracasz szczególną uwagę przy wyborze współpracowników?

Dokładnie na te dwie cechy, które opisałam w poprzednim punkcie. Można nauczyć kogoś wszystkiego, ale jak komuś się nie chce pracować, to nie ma sensu się męczyć.

Kontrowersyjną kwestią w świecie marketingu i sprzedaży często są studia kierunkowe. Czy uważasz, że są one potrzebne, aby zacząć pracę w tej branży?

Nie. Sama ich nie mam. Skończyłam Filologię Angielską, a następnie studia w języku angielskim Journalism and Social Communication. Studia czysto kierunkowe byłyby na pewno pomocne, ale da się zrobić karierę bez nich. Oczywiście trzeba się wtedy dokształcić samemu, ale w dzisiejszych czasach to nie problem. Tak jak już mówiłam – marketing zmienia się tak szybko, że trzeba się nim pasjonować i cały czas dokształcać, więc studia studiami, ale kursy są ważniejsze.

Teraz z kolei spójrzmy na to z drugiej strony – która część twojej pracy jest dla ciebie najbardziej problematyczna?

Analityczne elementy. Lubię analizy, ale potrzebuje pomocy w postaci analityka. Jestem nogą z obliczeń 😀
Współpraca z ludźmi (dyrektorzy operacyjni i zarząd :D), którzy nie znają się na marketingu, ale myślą odwrotnie. Do marek, którymi zarządzam podchodzę bardzo osobiście, kocham swoją pracę, wkładam w nią całe serce, więc jeśli czuję, że ktoś nie rozumie marki i chce ją zmieniać, a ja się z tym nie zgadzam… no cóż, czasem jest ciekawie 🙂

Skąd twoim zdaniem najlepiej czerpać wartościową wiedzę branżową? Internet jest przepełniony niewiele wnoszącymi artykułami… Gdzie uczyć się teorii, która naprawdę później się przyda?

Najlepszym miejscem są agencje, z którymi współpracujemy, np. dobre domy mediowe często można poprosić o szkolenie z media planów, podzielenie się nowinkami branżowymi.
Jeśli nie współpracujemy z dużymi agencjami myślę, że warto postawić na sprawdzone osoby i firmy. Wystarczy wygooglować agencję PR, która zdobyła najwięcej Spinaczy i od nich czerpać wiedzę, albo obserwować ludzi, którzy w Polsce lub za granicą odnieśli największe sukcesy.
Ja czerpię wiedzę zarówno od Instagramerek, np. Od WildRocks o Instagramie, jak i z książek Pawła Tkaczyka. Jest tego tak dużo, że trudno wymienić wszystkich.

Zobaczcie także: Marketing bez granic: wywiad z Moniką Ambrozowicz – Product Marketing Manager w Forest Admin, mieszka pod Genewą

Skąd czerpiesz inspiracje przy kreowaniu projektów?

Dobry research to podstawa! Jak tworzę nowy projekt, to siadam na 2-4 godziny do komputera, włączam fajną muzykę i szperam. Nie robię nic innego, tylko szukam w internecie: zaglądam do konkurencji, do fajnych marek, które lubię, googluję… zawsze po tych kilku godzinach mam masę pomysłów, bo internet to kopalnia inspiracji.

Przejdźmy do kwestii ważnej w każdym zawodzie – chodzi o pieniądze! Na jaką pensję Twoim zdaniem może liczyć dobry marketingowiec?

To trudne pytanie, bo za dużo zawodów może się kryć pod słowem „marketingowiec”. Czy mówimy o osobie zajmującej się mediami i performancem, czy może komunikacją? Czy myślimy o kimś pracującym w agencji, czy po stronie biznesu?
Myślę, że jak w większości zawodów – da się tu zarobić naprawdę dobre pieniądze, ale trzeba być wytrwałym, ciągle się dokształcać i mieszkać w dużym mieście 🙂

Czy masz jakieś złote rady dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z branżą?

Nastaw się na ciągłą naukę, milion godzin w pracy i bądź pewna/pewny, że naprawdę to kochasz!

Co najbardziej cię denerwuje w polskim świecie marketingu i sprzedaży?

Pewnie nie tylko w naszej branży, ale denerwuje mnie „kolesiostwo” i męski świat. Niestety w Polsce na wysokich stanowiskach królują mężczyźni, a kobiety zamiast się wspierać podkładają sobie nogi. Jestem coraz bardziej zmęczona tym, że mężczyźni zarządzają firmami i traktują kobiety mocno niepoważnie.

Jesteś nie tylko marketerką, ale także influencerką – na Instagramie przekazujesz wiedzę o winach. Skąd pomysł na taki profil?

Podczas pandemii miałam dużo czasu, a ponieważ lubię pracować, musiałam się czymś zająć. Winem interesuję się już od dawna, a że nie było takiego profilu, który skupiałby się na winach z marketu, to postanowiłam wykorzystać tę niszę. Tu też wchodzi cecha, o której pisałam, czyli wyszukiwanie insightów – po moim researchu czułam, że taki profil pójdzie, bo jest potrzebny.

Czy spodziewałaś się, że twoje materiały będą się cieszyć aż takim zainteresowaniem użytkowników?

I tak, i nie. Z jednej strony wierzę w swoje umiejętności marketerki, więc gdyby mi się nie udało, to byłabym załamana, bo okazałoby się, że jestem słabym marketingowcem. Z drugiej byłam ogromnie zaskoczona, że tak niszowy temat tak szybko zyskał na popularności.

Co było dla ciebie najtrudniejsze podczas rozkręcania swojego konta na Instagramie?

Realizacja planów i założeń. Profile to moje zajęcie poboczne. Mam pracę na cały etat, jestem samodzielną mamą na pół etatu, mam psa i kota. Teraz oprócz profili mam firmę, więc dochodzą tematy związane z projektami firmowymi i papierologia… Dużo planuję, a później okazuje się, że nie jestem w stanie zrobić wszystkiego i to jest najtrudniejsze.

Masz też konto na TikToku. Jak oceniasz te dwa kanały – Instagram i TikTok? Na którym z nich lepiej ci się działa?

Działa mi się lepiej na Instagramie, bo lepiej znam ten kanał i dłużej tam przebywam, ale TikToka też bardzo polubiłam. Mam wrażenie, że na TikToku można mieć dużo zajawek, dużo więcej luzu jeśli chodzi o treści – jest to większa zabawa. Instagram jest nieco bardziej „poważny”.

Teraz twoje konto na Instagramie to także w zasadzie twój biznes, bo przecież uruchomiłaś sprzedaż swojej biżuterii, koszulek, plakatów – czy myślisz, że bez założenia konta na Instagramie kiedykolwiek wystartowałabyś z takim projektem?

Już od dawna chciałam wystartować z biznesem, ale bez wkładu własnego byłoby to niemożliwe. Teraz tym wkładem własnym było półtora roku mojej pracy nad profilami. Bez niego bym pewnie jeszcze BARDZO długo nie założyła firmy.

Co najbardziej cię zaskoczyło w prowadzeniu własnej marki?

Jak dużo miłości dostaję od obcych ludzi w internecie! Influencerki zawsze o tym mówią, jak dużo energii dają im wiadomości od fanów, ale zawsze myślałam, że to ściema. Teraz kajam się – to naprawdę dużo daje. Wiadomości od ludzi, rozmowy z nimi w wiadomościach prywatnych czy komentarze dają ogrom energii do działania!

Z czego obecnie jesteś najbardziej dumna pod kątem zawodowym?

Obecnie z tego, jak szybko urosły moje profile i jak szybko zaczęły zarabiać na siebie – najpierw barterowo, a później już finansowo. To jest dla mnie potwierdzenie tego, że wiem co robię jeśli chodzi o marketing.

Co twoim zdaniem jest przyszłością marketingu?

Marki osobiste i digital.

A na koniec może zdradź nam, jaka kreacja marketingowa wzbudziła w tobie najwięcej emocji w ostatnim czasie?

Najwięcej emocji zawsze wzbudzają te negatywne rzeczy, ale o nich nie chcę mówić. Z pozytywnych, a właściwie neutralnych, bo jeszcze nie wiem co o tym myśleć, wzbudziła we mnie kampania YES. Fantastyczna pro kobieca reklama, ale totalnie niepasująca mi do marki. Miałam wrażenie, że trochę znikąd poszli w taką komunikację, bo teraz jest taka moda. Będę z ciekawością oglądać ich poczynania, czy coś za tym pójdzie, czy poprzestaną na reklamach.

Dziękuję za rozmowę.