Kulisy pracy marketera #5 - RocketSpace.pl %

Kulisy pracy marketera #5

Czytaj, słuchaj, obserwuj, wyciągaj wnioski, nie bój się popełniać błędów, bądź optymistą i rób swoje!

Konrad Buraczewski

Copywriter, projektant nazw dla firm, autor serwisu i bloga DobreImieFirmy.pl.

Opowiedz proszę: na czym polega Twoja praca? Jaki obszar marketingu uważasz za swoją  mocną stronę? 

Moja działka to naming – tworzenie nazw dla firm i produktów. Na co dzień pomagam firmom zaistnieć na rynku z dobrą nazwą, a robię to za pośrednictwem bloga DobreImieFirmy.pl. Naming to niesłychanie wąska, a jednocześnie bardzo fascynująca specjalizacja. Jakby nie patrzeć to sam początek – narodziny marki, w których mam przyjemność uczestniczyć, niczym ojciec chrzestny ;), projektując adekwatne dla marki nazwy. 

Wróćmy teraz do początków. Jak zaczęła się Twoja historia z marketingiem i jak rozwijała się z biegiem czasu? 

Moja przygoda z marketingiem zaczęła się od agencji marketingowej, gdzie zostałem zatrudniony jako „specjalista ds. marketingu” (a to niespodzianka, prawda? ;), a w praktyce: copywriter. Wcześniej pracowałem w lokalnym oddziale dużego ogólnopolskiego tabloidu, co z punktu widzenia pracy w reklamie, jest warte wspomnienia, ponieważ było mega wartościowym doświadczeniem. Nauczyłem się tam pisać prosto, zwięźle i konkretnie, odwołując się do emocji, tworząc przykuwające nagłówki, co bardzo przydało mi się (i wciąż przydaje) w działalności marketingowej, tj. pracując już jako copywriter. Po kilku latach w agencji postanowiłem spróbować sił na „swoim” – założyłem jednoosobową działalność, najpierw koncentrującą się na bardziej tradycyjnym copywritingu, z czasem ewoluującą w stronę namingu (choć wciąż „praktykuję” ten klasyczny copywriting pisząc np. scenariusze spotów czy treści na stronę). I robię to do dziś, klienci do mnie wracają, polecają, więc chyba ma to sens.

W codziennej pracy aby się nie męczyć i prezentować jak najlepsze wyniki, ważne są predyspozycje. Jakie cechy powinien mieć Twoim zdaniem dobry marketer?

Przede wszystkim musisz czuć to, co robisz. Nie mam na myśli, że to po prostu lubisz, tylko czuć całym sobą, być przekonanym o ważności swoich działań, wierzyć w to, co robisz od początku do końca. Dla mnie np. naming nie jest zwykłym wymyśleniem jednego czy kilku słów, które pojawią się na szyldzie firmy. Ja wiem, że to coś więcej, tworzę nazwę, która mojemu klientowi będzie towarzyszyć przez resztę życia, obok której będzie kładł się spać i budził każdego ranka, którą będzie odmieniał przez wszystkie przypadki. To nie może być jedno-zwykłe słowo, tylko hasło-rakieta, która trafi prosto w gusta, serca, oczekiwania i emocje klienta i w ten sposób zwróci uwagę na markę i przyciągnie do niej klientów.

Musisz być również kreatywny. To słowo trochę już wyświechtane, ale jego sens wciąż pozostaje aktualny. Staraj się spojrzeć na dany temat z różnych perspektyw i zaproponuj świeże rozwiązanie, nietypowe podejście do tematu, jakiego większość się nie spodziewa. W ten sposób ominiesz radar odbiorcy, który jest mocno wyczulony na standardowy przekaz reklamowy i od razu zapala mu się lampka ostrzegawcza, gdy tylko zauważy, że ktoś chce mu coś „wcisnąć”. Bardziej kreatywne podejście do klienta wymaga wysiłku, ale przynosi wymierne rezultaty. I nie mam tu oczywiście na myśli tylko odbiorcy komunikatu reklamowego, ale także np. kreatywne podejście do zdobywania klientów w biznesie.

Kontrowersyjną kwestią w świecie marketingu, PR-u i sprzedaży są często studia kierunkowe. Czy uważasz, że są one potrzebne aby zacząć w tej branży?

Sam jestem przykładem, że niekoniecznie, choć absolutnie nie podważam znaczenia takich studiów. Osobiście zawsze byłem związany z pisaniem – najpierw jako dziennikarz, a dopiero potem jako copywriter, stąd mój wybór padł na studia humanistyczne, a nie marketing. Oczywiście copywriting i naming są tylko jakąś częścią, elementem większej marketingowej całości, więc nie mogę wypowiadać się za całą branżę. Niemniej mam wrażenie, że w tej mojej części można sobie radzić, ale w wielu tematach dobrze jest sięgnąć do fachowej, marketingowej literatury.

Ponarzekajmy trochę 🙂 Która część Twojej pracy jest dla Ciebie najbardziej problematyczna?

Tam gdzie pojawiają się jakieś problematyczne kwestie staram się szukać wsparcia, rozwiązania korzystając z pomocy kogoś z zewnątrz, dla kogo nie jest to problemem, tylko codziennością Najbardziej problematyczną częścią byłoby ogarnianie spraw rozliczeniowych – byłoby, gdyż mam najlepszą pod słońcem księgową, która robi to za mnie.

Gdzie Twoim zdaniem najlepiej szukać wartościowej wiedzy marketingowej? Internet jest przepełniony nic niewnoszącymi artykułami. Gdzie uczyć się teorii, która naprawdę później się przyda?

Dokładnie tak jak mówisz, w sieci jest pełno słabej jakości contentu. Równocześnie jest tam również dobre „mięso”, tylko trzeba wiedzieć, gdzie go szukać. Zacząłbym jednak od książek – dobrych, polecanych pozycji i nie tylko takich, gdzie w tytule czy podtytule pojawia się coś z marketingiem. Copywriter czy szerzej: marketer to człowiek łączący różne kompetencje i bez dwóch zdań przyda mu się wiedza na temat relacji międzyludzkich z bestsellera „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” Dale’a Carnegie, czy np. dobra porcja wiedzy handlowej („Jedyny podręcznik sprzedaży, jakiego potrzebujesz” Anthony’ego Iannarino). Dla copywritera obowiązkową pozycją powinna być też „Skuteczna reklama” Johna Caplesa.

Przejdźmy do kwestii ważnej w każdym zawodzie – chodzi o pieniądze. Na jaką pensję może liczyć dobry marketer/PRowiec?

Na taką, która pozwala mu godnie żyć, utrzymać rodzinę i coś odłożyć na przyszłość. Ale jednocześnie wkładając w to dużo pracy, wysiłku i co ważne, nie od razu licząc na spektakularne owoce. 

Jaki był najciekawszy projekt lub kampania nad którą miałeś okazję pracować?

Uwielbiam bardziej odważne, oryginalne projekty nazewnicze. Niekiedy klienci również deklarują taką odwagę („tak, chcę coś zupełnie innego od wszystkich”), ale szybko ta odwaga kończy się na poziomie briefu. Na szczęście nie zawsze! Jedną z moich ulubionych nazw z portfolio, którą mogę się pochwalić, jest nazwa centrum nurkowego DeepBusters. Inna od konkurencji, odwołująca się do emocji, wypowiadająca wojnę głębinom. Lubię to!

Podobno internet nie wybacza i nic w nim nie ginie. Jakie są najczęstsze i najbardziej błahe błędy marketerów?

Za dużo mówią, za mało słuchają klientów. W efekcie marketerzy mówią często nie to, czego klient chciałby się dowiedzieć.

Za dużo mówią „po marketingowemu”.  „Działania w zakresie inboud marketingu, lead generation, a może growth hacking” – mówisz do klienta, który nie ma pojęcia o co chodzi, bo po prostu chce, żeby więcej osób wchodziło na jego stronę czy zapisało się na newsletter.

Za dużo danych analitycznych, za mało człowieka. Pewnie niepopularna opinia, ale mam wrażenie, że dużo marketerów wpatrzonych w statystyki, cyferki, wykresy zatraca z oczu klienta jako człowieka ze swoimi ludzkimi potrzebami.

Czy masz jakieś złote rady dla kogoś kto dopiero zaczyna?

Czytaj, słuchaj, obserwuj, wyciągaj wnioski, nie bój się popełniać błędów, bądź optymistą i rób swoje 🙂