Styl życia, w którym pełzasz. Czym jest lifestyle creep i dlaczego sprawia, że twoje pieniądze znikają?

Styl życia, w którym pełzasz. Czym jest lifestyle creep i dlaczego sprawia, że twoje pieniądze znikają? fot. Alphavector / Shutterstock.com

Pojęcie lifestyle creep może brzmieć jak kolejny buzz word, czyli modne, ale zupełnie niepotrzebne hasło. Tymczasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że dotyczy ono naprawdę sporego odsetka społeczeństwa i odbija się brutalnie na naszym codziennym funkcjonowaniu. Chodzi o zjawisko wydatków, które wraz ze wzrostem naszych dochodów dyskretnie „podpełzają” do nowego poziomu. Powodując w rezultacie, że pomimo dopiero co otrzymanej podwyżki znowu zaczynamy funkcjonować od pierwszego do pierwszego.

Wreszcie dostaliście podwyżkę lub dużą premię! Co z nią zrobicie – wpłacicie na konto oszczędnościowe? Niewielu z nas może się poszczycić tak niezachwianą siłą woli? O ile celebracja sukcesu jest w takim przypadku wskazana, zazwyczaj na wystawnej kolacji i weekendowym wyjeździe się nie kończy. Wraz z zastrzykiem gotówki przyzwyczajamy się do nowego standardu życia, który powoli coraz mocniej uzależnia. Powrót do poprzedniego stanu jest praktycznie niemożliwy i zanim się obejrzymy, znowu zaczyna nam brakować funduszy.

Lifestyle creep – o co w tym chodzi?

Lifestyle creep to zjawisko przystosowywania wydatków do wzrastających zarobków. Nie chodzi bynajmniej o to, żeby odmawiać sobie nowych przyjemności i wyższego komfortu życia. Jednakże już sama nazwa wskazuje, na co należy zwrócić uwagę. Chociaż w języku polskim brakuje jeszcze bezpośredniego odpowiednika do hasła lifestyle creep w przybliżeniu można je przetłumaczyć jako „pełzający styl życia”. Implikuje to zależność, że podwyższenie wydatków, związane ze wzrostem dochodu, nie następuje nagle. Jest to raczej sukcesywna zmiana, która dzieje się nieco niezauważalnie. Jak tasiemiec, na którego nie zwracamy uwagi, dopóki jego obecność nie stanie się niebezpieczna lub uciążliwa. W przypadku podpełzających wydatków nie wystarczy jednak wizyta lekarska. Remedium może wydawać się zmiana pracy na lepiej płatną. Niestety to tylko środek doraźny, bo nie usuwa pasożyta samego w sobie. A wręcz dostarcza mu tylko kolejnej porcji gotówki do żerowania.

Dlaczego wydajemy?

Czym karmi się lifestyle creep? Co konkretnie pcha nas do bezpośredniego wydawania większości tego, co zarabiamy? Każdy, kto uczył się podstaw ekonomii, wie, że konsumenci z natury optymalizują, starając się osiągnąć jak najlepsze zagospodarowanie posiadanych środków. Z tego względu, mając przed sobą swój miesięczny budżet, dążą do tego, aby jak najlepiej alokować go na swoje najważniejsze cele. Nawet jeśli oznacza to każdorazowe wyzerowanie konta. Aczkolwiek optymalizacji można dokonywać w obie strony. Zamiast osiągać najwięcej użyteczności przy pomocy posiadanych zasobów, można utrzymywać określony poziom życia przy minimalizowaniu wydatków. To podejście jest znacznie trudniejsze do pogodzenia z wrodzoną tendencją do posługiwania się pierwszym. Jednak, nawet sama świadomość tej perspektywy może nam pomóc w ograniczeniu niechcianych rozchodów.

Zdaniem eksperta w dziedzinie ekonomii behawioralnej Shahrama Heshmata, publikowanego na łamach Psychology Today, najważniejszą przyczyną rozrzutności jest pomijanie kosztów alternatywnych. W uproszczeniu, to pojęcie oznacza najlepszą możliwą alternatywę dla wydatku. W tym przypadku może nią być na przykład przybliżenie do długoterminowego celu, takiego jak kupno nowego mieszkania lub oszczędzania na emeryturę. Wydając w krótkim terminie, nie zawsze myślimy, że stówka, która poszła na ekskluzywny brunch nas od nich oddala. Dobra i usługi konsumpcyjne są z nami tu i teraz, podczas gdy przyszłość majaczy daleko za horyzontem. Ponadto, niektóre z celi oszczędzania nie są do końca jasne. Na przykład, jeśli chodzi o oszczędności na przysłowiową czarną godzinę. Dlatego warto wyraźnie wyartykułować i zwizualizować sobie, dlaczego właściwie oszczędzamy i przypominać sobie o tym, aż krnąbrny mózg to zakoduje. Samo stwierdzenie „chcę być stabilny finansowo” pozostawia mnóstwo pola do manewru. Natomiast „chcę mieć poduszkę finansową na trzy miesiące” ukierunkowuje nasze dalsze działania na konkretny tor. Warto poświęcić też chwilę na określenie przybliżonych kwot, które się za tym kryją lub procentu przewidywanych rocznych wydatków.

Nie wystarczy więcej zarabiać, żeby lifestyle creep się skończył?

Kiedy nasze wydatki zaczynają przebijać pewien pułap i dotychczasowe zarobki nie wystarczają, czy nie wystarczyłoby więcej zarabiać? Okazuje się, że to wcale nie jest takie proste. Przecież tracąc kolejne kilogramy przez tasiemca, jedzenie więcej też nie jest rozwiązaniem. Chociaż nasz lifestyle creep nie jest odrębnym organizmem, może nam poważnie nabruździć w finansach, jeśli nie zwalczymy go w porę. Oczywiście ambicja do samorozwoju jest jak najbardziej szczytna, ale trudno oczekiwać, że przy konkretnym wykształceniu, doświadczeniu zawodowym i medianie zarobków w danej branży z dnia na dzień po prostu zwiększymy dochody. To zazwyczaj długookresowy plan wymagający zainwestowania w swoje kompetencje. Idealnie można wykorzystać ten czas na przejście na „dietę” celem zagłodzenia w nas pasożyta. I wbrew pozorom nie musi to być wcale głodówka. Lifestyle creep nie znosi przede wszystkim racjonalnego zarządzania budżetem, przy którym czujemy się swobodnie i zapominamy o nadprogramowym, nieprzemyślanym szastaniu kasą. Po takim detoksie rozpoczęcie rentowniejszej pracy będzie stanowiło nowy etap naszego życia, w którym unikniemy zderzenia się z efektem jojo.

Magia oszczędzania

Skoro nie chodzi o to, żeby więcej zarabiać, to jak mieć więcej pieniędzy? Inspiracji do zarządzania finansami osobistymi możemy szukać w… sprzątaniu. Marie Kondo, autorka popularnej książki „Magia sprzątania” radziła, żeby przy porządkowaniu swojej szafy wyciągnąć z niej wszystkie rzeczy. Następnie, należy zastanowić się nad każdą z osoba, czy jest potrzebna oraz czy przynosi szczęście. Jeśli odpowiedź na któreś z tych pytań brzmi „nie”, można się jej pozbyć. Podobnie wygląda sytuacja z wydatkami!

Przeglądając miesięczny wyciąg z konta, możemy zauważyć, że niektóre pozycje nie są nam potrzebne do szczęścia. Przykładowo, będzie to subskrypcja do kolejnego serwisu streamingowego, do której skusiła nas promocja. Karnet na bungee chociaż mamy lęk wysokości. Dodatkowa para jordanów lub szpilek, jeśli i tak wolimy chodzić w tych samych starych trampkach. Tego typu wydatki możemy w pierwszej kolejności wyciąć, nie przejmując się żadnymi reperkusjami. W dalszej kolejności możemy optymalizować bardziej poważne aspekty, takie jak wybór preferowanego środka transportu lub miejsca zakupów. Takie decyzje będą jednak już bardziej skomplikowane i mogą wymagać od nas kompromisów. Na początku swojej drogi z porządkowaniem finansów nie zaszkodzi wrzucenie ich do Excela lub inna forma rozpisania, żeby po prostu spojrzeć na sprawy z innej perspektywy.

Finansowa wstrzemięźliwość

Inną metodą na finansową wstrzemięźliwość jest automatyczne odłożenie części podwyżki tuż po wypłacie. W końcu, skoro dawaliśmy radę z mniejszą kwotą, nic nie zaszkodzi, żeby połowa dodatkowych środków przeszła na cele długoterminowe. Najlepiej w takiej sytuacji ustawić zlecenie stałe lub regularnie wykonywać przelew o tej samej porze miesiąca (wersja dla osób z silną wolą). To podejście ma jednak pewien mankament. Mianowicie, przy wysokiej inflacji, gros podwyżki stanowi wyrównanie za utraconą siłę nabywczą pieniędzy. Odkładając ją godzimy się de facto na pewne obniżenie standardu życia.

Żeby nie utknąć w obliczeniach i coraz to kolejnych przelewach wyrównujących pomiędzy kontem oszczędnościowym a osobistym, można zastosować inne proste rozwiązanie. Jest nim comiesięczne oszczędzanie stałej proporcji dochodów niezależnie od zarobków, na przykład oddając regularnie 15 proc. na oszczędności. Wtedy nasz początkowy budżet kurczy się o analogiczną kwotę, ograniczając lifestyle creep tylko do tego rozporządzalnego dochodu.

Upadek z wysoka boli najbardziej

Pełzające wydatki są szczególnie niebezpieczne dla starszych pracowników o wyrobionej pozycji zawodowej. W okresie przed osiągnięciem wieku emerytalnego silverzy często nie muszą się już tak bardzo przejmować cyklicznymi wydatkami. Spłaciwszy hipoteki i wyprawiwszy potomstwo w świat, uwalnia im się spory fragment dochodów. Pojawia się nisza, w której szybko może zagościć postępujący lifestyle creep. Dla wielu będzie to oznaczać doskonały moment na egzotyczne wojaże do Japonii lub Tajlandii lub kupno nowego sportowego samochodu. Jednak czy na pewno? Za rogiem czai się bowiem istny finansowy klif. Według szacunkowych danych ZUS, średnia emerytura wynosi obecnie jedynie 3300 zł brutto miesięcznie. Przy średniej płacy na poziomie około 7500 zł, przejście na emeryturę oznacza, że przeciętnie stracimy aż 56 proc. dochodów. Na szczęście, po wyrównaniu do kwoty netto ta różnica jest znacznie mniejsza i spada do bagatela 49 proc. Tym niemniej nagły upadek dalej jest bez wątpienia bolesny.

Jak zatem nie spłukać się przed emeryturą?

Czy nadchodzący spadek dochodów oznacza, że starsi pracownicy powinni wszystko pieczołowicie ciułać zamiast cieszyć się z życia? Bynajmniej! Dodatkowe dochody to świetna okazja, aby pokorzystać z drugiej młodości i cieszyć się życiem. Jednakowoż, powinni również pamiętać o systematycznym odkładaniu i potencjalnym inwestowaniu dochodów. Dobrą praktyką może okazać się na przykład automatyczny transfer części środków, którą wcześniej wydawaliśmy na hipotekę na konto oszczędnościowe. Z pewnością warto w tym celu skorzystać z kont typu IKE (Indywidualne Konto Emerytalne) oraz IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego). Zapewniają one znaczące preferencje podatkowe przy oszczędzaniu na emeryturę. Warto również skorzystać z oszczędzania przy pomocy PPK (Pracowniczych Planów Kapitałowych) sprawiając, że pracodawca i państwo dołożą się do naszych oszczędności na jesień życia. Trzeba jednak zawczasu o tym pomyśleć, gdyż do programu można przystąpić jedynie do 55 roku życia.

Lifestyle creep – trzeba nauczyć się z tym dobrze żyć

W przeciwieństwie do większości płazińców, robaków czy innych mikrobów zamieszkujących nasze ciała, lifestyle creep nie może po prostu zostać wydalony z organizmu. Nawet w psychice powinien znaleźć się dla niego kącik. Osoby, które zatwardziale zakotwiczyły się w realiach z danego okresu mogą w którymś momencie przeżyć brutalne zderzenie z rzeczywistością. Mimo iż warto optymalizować wydatki, należy liczyć się z tym, że lifestyle creep nie zależy wyłącznie od nas. Wpływają na niego liczne czynniki zewnętrzne, które mogą nam narzucić konieczność ponownego zaadaptowania się do skali wydatków. Decyzja o posiadaniu potomka czy nawet domowego zwierzaka to zawsze nieunikniony wzrost comiesięcznych wydatków. W podobnej sytuacji nie ma możliwości po prostu pominięcia ich w budżecie. Podobnie szalejąca inflacja, awarie sprzętów domowych czy choroba w rodzinie z pewnością odbiją się na naszej bieżącej kondycji finansowej. Właśnie ze względu na możliwość wystąpienia takich sytuacji należy na co dzień zachować odrobinę samokontroli w zarządzaniu funduszem. Dzięki przygotowaniu sobie komfortowej poduszki finansowej w przyszłości unikniemy bolesnego upadku.

Redaktorka

Z wykształcenia filolog języka francuskiego, jednak od najmłodszych lat emocjonalnie związana z dziennikarstwem i działalnością literacką. Interesuje się szerokim wachlarzem tematycznym, zaczynając od kwestii językowych, kulturowych i społecznych, poprzez finanse i ekonomię, aż po naukę i prawo. Można powiedzieć, że w życiu podąża za iście renesansową definicją bycia "humanistą".

Reklama Women in Tech

Czytaj także

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w tekście
Zobacz wszystkie komentarze