Praca dodatkowa poszukiwana! Polacy masowo chcą dorobić
fot. Shutterstock.com / Cast Of Thousands

Zdesperowani i przytłoczeni pracą – taki obraz nas, Polaków. Masowo szukamy prac dodatkowych, bo budżety przestały się spinać

„Szukam pracy dodatkowej”, „Praca dodatkowa zdalna poszukiwana”, „Potrzebuję dorobić” – mnóstwo takich postów można znaleźć dziś na wielu grupach pracowniczych na Facebooku. Polki i Polacy w różnym wieku, z dużych miast i małych miejscowości, aktywnie poszukują dodatkowego zatrudnienia. Niektórzy chcą pozwolić sobie na więcej i gromadzić oszczędności na „czarną godzinę”. A inni w dobie szalejącej inflacji zorientowali się, że praca na tzw. etacie nie wystarcza im na życie.

Chciałabym mieć pracę, w której mogłabym zarabiać tyle, żeby nie brać dodatkowych zleceń – mówi Agnieszka z Warszawy, która pracuje od pół roku w firmie zatrudniającej kilkaset osób. Na co dzień zajmuje się pracą kreatywną. W pracy po pracy też, bo działając na własny rachunek, wymyśla kampanie digitalowe. Zdarza się, że zawodowe obowiązki zajmują jej codziennie kilkanaście godzin. Czy jest zmęczona? Tak. Ma też poczucie, że często „nie wyrabia się”, żeby ze wszystkim zdążyć. Nie chce, żeby to rzutowało na jej styl życia. Codziennie przed pracą przygotowuje posiłki na cały dzień, aby jeść regularnie i trochę o siebie zadbać.

Jak pracować, żeby móc pracować dodatkowo jeszcze więcej?

Zmęczony jest też Wojtek. Czasem się zastanawiam, czy to wszystko ma sens – mówi. – Dopada mnie prokrastynacja. Odkładam wtedy dodatkową pracę na kolejny i jeszcze kolejny dzień, aż w końcu wszystko się kumuluje i siedzę nad tym parę dni pod rząd – przyznaje.

Dwudziestoparolatek do stolicy przeprowadził się z Warmii. Od poniedziałku do piątku pracuje w dużej firmie, świadczącej usługi z branży IT. Po godzinach, często też od poniedziałku do piątku, a zdarza się, że i w weekendy, zajmuje się montażem. Mimo że pracuje po kilkanaście godzin dziennie, wciąż szuka nowych klientów. Dlaczego? Bo boi się o jutro.

Moja praca dodatkowa urosła już do tego stopnia, że będę otwierał coś w stylu agencji. Chodzi o to, żeby zwiększyć swój przychód. Mam poczucie, że nic nie jest stabilne. Nie chcę być skazanym na łaskę przełożonych, że zostanę bez regularnych środków do życia, bo mnie zwolnią – opowiada. – W najbliższej przyszłości nie grozi mi raczej sytuacja pt. „nie wystarcza mi na chleb”, ale nie mogę na przykład kupić mieszkania. Raty kredytów poszły w górę, ceny mieszkań są absurdalne. Wspólnie z żoną nie jesteśmy na tę chwilę w stanie wziąć kredytu i go spłacać – kwituje.

Takie tempo pracy ma wpływ na jego życie prywatne. Wojtek przyznaje, że często nie ma czasu na własne hobby. To miało być pomalowane trzy miesiące temu – mówi, wskazując na figurkę do RPG. Jeśli ma okazję swój czas na relaks przeznacza na dodatkową pracę. I to mimo że codziennie kładzie się spać nie wcześniej niż o 1 czy 2 w nocy. Nosi w sobie też poczucie winy, że „jest go za mało dla innych”, czyli żony i znajomych. Teraz powinno być trochę lepiej. Wraz z drugą połówką wybiera się w podróż poślubną. To będzie ich pierwszy dłuższy urlop od dwóch lat.

W nieco innej sytuacji jest Sandra Lepsza. Jednak, mimo że nie pracuje na etacie u kogoś (ma własną firmę, niegdyś agencję copywriterską High Content, obecnie pracuje pod swoją marką osobistą), i tak angażuje się w dodatkowe działania. Po co? Aby zwiększyć swoje miesięczne wynagrodzenie. Od jakiegoś czasu wykłada na uczelni.

Właściwie codziennie mam coś do zrobienia. Czasem jest to napisanie dwóch artykułów w jeden dzień, a raz na przykład pięć postów na Facebooka, pięć artykułów, spotkania, maile. Z racji tego, że prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą i jestem freelancerką, muszę ogarniać wszystko. To nie jest tylko napisanie danego tekstu czy stworzenie postów do mediów społecznościowych, ale też rozmowy biznesowe, telefony, wysyłanie ofert. Nie jestem w stanie tego unormować, bo też dużo rzeczy zależy od tego, czy faktycznie współpracuję z jakimś klientem na stałe i na przykład muszę być dla niego dostępna w godzinach jego pracy, czy nie współpracuję w taki sposób, tylko działam zadaniowo w godzinach, kiedy mnie to pasuje – wyjaśnia Sandra.

Zdarza się, że pracuje w ciągu dnia i po nocach, ale twierdzi, że potrafi zachować work-life balance. – Zawsze byłam bardzo dobrze zorganizowaną osobą i potrafiłam ustalać priorytety. Moje życie prywatne nigdy nie cierpiało przez pracę – dodaje.

Praca dodatkowa ratunkiem na budżet, który się „nie spina”

Takich osób jak Agnieszka, Wojtek i Sandra jest mnóstwo. W mediach społecznościowych piszą:

Potrzebuję dodatkowego zajęcia, pracy, którą mogłabym wykonywać kilka godzin w tygodniu po pracy lub w weekendy. Dodatkowo do budżetu domowego muszę dorabiać ok. 500-1000 zł.

Szukam dodatkowej pracy zdalnej. Takiej, którą mogę wykonywać w dowolnych godzinach, czasami 11:00-14:00, czasami 21:00-24:00, i która pozwoliłaby dorobić chociaż z 1000 zł do budżetu. Jestem otwarta na wszystkie propozycje oprócz Avonu i piramid finansowych.

Pełnoetatowo pracuję w jednej firmie, bardzo lubię tę pracę i nie chciałabym z niej rezygnować. Niestety przez wiele problemów w życiu osobistym zapukała do mnie bieda.

Szukam zleceń na ten i przyszły miesiąc, bo inaczej będę musiała wybierać pomiędzy jedzeniem a kontynuowaniem terapii.

Jestem nauczycielka w średnim wieku. Lubię moja pracę, ale chciałabym dorobić. Szukam czegoś, czemu mogę poświęcić 2-3 godziny dziennie. Mogę skręcać długopisy, mogę szyć jaśki, mogę odpisywać na maile…

Dlaczego szukają pracy dodatkowej?

Z wielu powodów. Poza tym oczywistym, inflacją sięgającą prawie 18 proc. w październiku (dane za GUS), można śmiało powiedzieć, że dopadła je proza życia. Wszystko drożeje, a więc potrzeba więcej pieniędzy, aby móc zachować taki sam lub podobny standard na co dzień. A czasem, bo i na takie dramatyczne głosy można się natknąć, jest to kwestia być albo nie być. Niektórzy piszą wprost, że brakuje im np. 500 zł, aby uregulować płatności za wynajmowane mieszkanie, prosząc o zlecenie. Pracy dodatkowej szukają studenci i studentki, osoby przebywające na urlopie macierzyńskim. Oraz te, które zorientowały się, że etatowa praca nie wystarcza im na utrzymanie. Lub takie, które zaskoczyły sytuacje losowe. Nie posiadały żadnej „poduszki finansowej”, a teraz mają za to przysłowiowy nóż na gardle.

Kiedyś, gdy pisałem do mojej znajomej, która jest copywriterką, oferując jej dodatkowe zlecenie, mówiła: piszę swoją książkę, rozwijam pasje, więc nie przyjmuję żadnych fuch. A teraz? To ona pisze do mnie z pytaniem, czy nie miałbym dla niej jakiejś dodatkowej roboty. Dostaję mnóstwo takich wiadomości na swoją agencyjną skrzynkę, w których ktoś oświadcza, że ma moce przerobowe na dodatkowe zlecenia. To też jest znamienne – to nie jest propozycja współpracy czy chęć zostania pracownikiem. To jest mówienie o sobie jak o sile roboczej – mówi Rafał Ferber, założyciel fanpage’a Mordor na Domaniewskiej i specjalista w zakresie pracy zdalnej.

raportu Randstad wynika, że ponad połowa Polek i Polaków zdecydowała się podjąć jakieś działania na polu zawodowym w związku z inflacją. Prawie co piąty badany przyznaje, że zajął się pracą dodatkową, aby więcej zarobić. A jedna czwarta zaczęła pracować w nadgodzinach lub brać dodatkowe godziny, żeby zwiększyć swoją wypłatę. Te grupy stanowią większość wszystkich tych, którzy już postanowili coś zmienić. Choć mogłoby się wydawać, że najprostszym rozwiązaniem jest pójście po podwyżkę, na taki ruch zdecydowała się mniej niż jedna piąta badanych. I nie wszyscy z nich mają powody do radości, bo prawie 30 proc. wyższej wypłaty nie dostanie. Najbardziej zagrożone czują się osoby z pokolenia Z i millenialsi. To oni najczęściej rozważają zmiany na polu zawodowym w związku z sytuacją ekonomiczną.

Potwierdza to niejako badanie Deloitte, z którego wynika, że prawie połowa pokolenia Z (46 proc.) i milenialsów (47 proc.) na świecie, w tym z Polski, żyje od wypłaty do wypłaty i martwi się, że nie będzie w stanie pokryć swoich wydatków. Te dane, a także najnowsze badanie Microsoftu (Work Trend Index Report), mówiące m. in. o tym, że prawie trzy czwarte osób rozważa uzyskanie dodatkowego dochodu poza obecnym pracodawcą, mówią jedno – popularność pracy dodatkowej w ostatnim czasie to trend nie tylko w Polsce, ale na całym świecie.

Pracuj, a będzie ci dane. Chyba, że i tak nikomu nie dogodzisz

Kryzys gospodarczy, nakręcony przez pandemię i wojnę w Ukrainie, daje się we znaki zarówno pracownikom jak i pracodawcom. Trudno nie zauważyć, że ich oczekiwania znacznie się rozmijają. A i sami pracodawcy czy kadra zarządzająca – analizując wyniki różnych badań z tego roku – rozmijają się ze sobą. Z jednej strony chcą coraz bardziej polegać w najbliższej przyszłości na freelancerach (za Future Workforce Report 2022), a drugiej strony mówią: na pracy zdalnej robicie mniej. Chociaż gdyby prześledzić ostatnie dane, dotyczące wydajności pracowników wykonujących swoje obowiązki zdalnie, można dojść do wniosku, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jak podaje Forsal, odwołując się do badań profesora Nicholasa Blooma ze Stanforda, efektywność pracy z domu wzrosła w porównaniu z okresem z początku pandemii. A to może oznaczać, że pracę zdalną zdążyliśmy już trochę oswoić po pierwszym szoku i masowym trybie „home office”, do którego niewielu było przyzwyczajonych, tak pracowników jak i pracodawców.

Cieszę się, że pandemia znormalizowała pracę zdalną. Czuję się bardziej zrozumiana przez osoby w swoim otoczeniu. Wcześniej ludzie zastanawiali się, jak można pracować zdalne, co ja takiego robię, że pracuję z domu. Teraz dla nikogo nie jest to zaskoczeniem, bo bardzo dużo osób tak działa – opowiada Sandra.

Trudno jednak mówić o całkowitej stabilizacji. Ustawa o pracy zdalnej, która miała zastąpić tą o telepracy w Kodeksie pracy, jeszcze nie weszła w życie. I wygląda na to, że poczekamy na nią do 2023 roku. Jej projekt zakłada m. in. dodatkowe gratyfikacje finansowe dla pracownika, który eksploatuje swoje zasoby, nie korzystając choćby z wyposażenia biura.

Moim zdaniem nie da się tego uregulować… Jeżeli będziemy chcieli to za mocno zdefiniować, dojdzie do absurdów. W projekcie ustawy o pracy zdalnej jest mowa o tym, że pracodawca ma prawo skontrolować trzeźwość pracownika i przyjechać do domu. Nie wyobrażam sobie, że mój szef przyjedzie do domu sprawdzać, jak pracuję. To jest niemożliwe do realizacji, jeśli chodzi choćby o logistykę całego przedsięwzięcia. Sam na przykład współpracowałem z firmą, która zatrudniała sześćdziesiąt osób w całej Polsce i w Europie. Proszę, skontroluj to. Życzę ci powodzenia. A jakie to robi problemy w kwestiach RODO, to już w ogóle inna bajka. Oczywiście, będą pokusy uregulowania pracy zdalnej, ale jestem przekonany, że rzeczywistość idzie zawsze przed prawem – kwituje Ferber.

Praca zdalna to także zagrożenia związane z nowymi technologiami, głównie bezpieczeństwem danych. Firmy, współpracując z freelancerami, powierzają im swoje dane, które nie są często zabezpieczane. Kolejnym problemem są choćby kwestie związane z wypadkami w pracy czy przystosowaniem miejsca pracy do zasad BHP.

Dodatkowo, czyli zdalnie. To znaczy jak?

Jednak to właśnie praca zdalna wydaje się najlepszym rozwiązaniem dla osób, które chcą sobie dorobić. W teorii mają szansę wykonywać ją w dowolnych godzinach, potrzebują tylko narzędzi (zwykle komputera i Internetu). Nie tracą też czasu na dojazdy po wizycie w biurze na etacie. W praktyce, oczywiście, bywa różnie. Bywa też różnie, jeśli chodzi o to, co można rzeczywiście zdalnie robić. Bo taką „fuchę” wcale nie tak łatwo jest złapać. Wiele osób poszukujących pracy, którą mogą wykonywać z domu, przyznaje, że co i rusz natyka się na oszustów na dużych portalach. A także oferty typu MLM (Multi Level Marketing), czyli marketing wielopoziomowy polegający na sprzedaży produktów przez osoby niezatrudnione (np. Oriflame czy Avon).

Niektórzy, postujący o tym, że szukają pracy dodatkowej zdalnej, z góry zastrzegają, że takich propozycji nie będą w ogóle rozważać. W swoich ogłoszeniach proponują najczęściej zostanie wirtualną asystentką (pomoc w organizacji biznesu i bycie osobą od tzw. zadań specjalnych) czy prowadzenie mediów społecznościowych, pisanie tekstów (np. pod SEO). Jest też niemało takich poszukujących, którzy mogą robić „cokolwiek”. Często problem ze znalezieniem dodatkowego zajęcia związany jest z tym, że rynek specjalistów od marketingu jest przesycony. Trudno „wkręcić się” gdzieś z przysłowiowej ulicy, nie mając znajomości. A także brakiem portfolio, którego wymaga pracodawca czy klient. Ponadto niewystarczającą umiejętnością sprzedania samego siebie, nie posiadaniem wyjątkowych, unikalnych umiejętności, brakiem doświadczenia czy niewiarą w siebie. Z wielu postów bije wprost – potrzebuję pomocy, nie wiem jak się za to zabrać.

Są jednak i tacy, którzy dobrze sobie radzą. Tak dobrze, że potrafią pracować równocześnie w dwóch miejscach. Przykład?

Ostatnio bardzo popularne staje się pracowanie na dwa komputery. Jeden komputer, powiedzmy, służbowy, mamy otwarty, a zaraz obok drugi, prywatny, gdzie ogarniamy swoje dodatkowe zlecenia. Tak pracuje coraz więcej osób. To pandemia na to pozwoliła. Znam pewnego programistę, który robi na dwa etaty w dwóch firmach i zarabia astronomiczne pieniądze. To jego świadomy wybór. Jednak część osób, z uwagi na podwyżki cen, a wszystko zdrożało około 50 proc., niezależnie od tego, co się oficjalnie mówi, jest zdesperowana. Musi znaleźć coś dodatkowego. I często wykorzystuje fakt, że nie chodzi do biura, a z tym wiąże się mniejsza kontrola pracodawcy. Coraz więcej jest tzw. gigersów, reprezentujących gig economy. To osoby pracujące dla kilku pracodawców, np. moderator, który działa dla dwóch czy trzech agencji, bo on jest rozliczany zadaniowo, a niekoniecznie za liczbę tzw. „dupogodzin” – opowiada Ferber.

Przepracowani, ale z kasą na czynsz

Taki overemployment, czyli przepracowanie, grozi jednym – spadkiem produktywności. Ostatnie badania z Wielkiej Brytanii wskazują na to, że pracownicy umysłowi są w stanie być w pełni swoich sił, by wykonywać powierzone im obowiązki, zaledwie niecałe 3 godziny dziennie. Trudno zatem nie dojść do wniosku, że zobowiązania, które zajmują nam kilkanaście godzin dziennie, mogą wkrótce się zemścić. I na nas, i na pracodawcach, którzy już zauważają, że pracownicy zatrudnieni u ich na etacie są mniej efektywni.

Rozmawiam z wieloma przedsiębiorcami, którzy bardzo często mówią, że mają problem. Zatrudniają pracowników na pełen etat, którzy biorą dodatkowe fuchy. Efekt? Niektórzy ich pracownicy regularnie pracują po 12-14 godzin godzin dziennie, więc ich wydajność spada – relacjonuje Ferber.

Praca dodatkowa to dodatkowe koszty. Twoje i społeczeństwa

Skutki przepracowania poniesiemy w dalszej perspektywie wszyscy – ty, twój sąsiad, twoja przyjaciółka, pracodawca twój i twojego kolegi. Mówiąc krótko: społeczeństwo. Przepracowani ludzie, żyjący w strachu przed przyszłością i biorący na siebie zbyt dużo obowiązków, to krótka droga do wypalenia zawodowego (według badania „Pokolenia na polskim rynku pracy” firmy Grafton z 2022 roku prawie połowę millenialsów dotyka to zjawisko), depresji, stresu czy pracoholizmu.

Pracoholizm jest czymś, co mnie przeraża. Już teraz wiem, że dużo robię, ale to jeszcze nie jest to. Natomiast znam to z domu, ponieważ mój tata pracował bardzo dużo jako manager, żeby nas utrzymać i często nie było go z nami – wspomina Wojtek.

W dalszej konsekwencji to też problemy ze zdrowiem fizycznym. Pracując zdalnie, często nie dbamy o higienę miejsca pracy. A także swoją postawę i swój wzrok. Mniej się ruszamy, co skutkuje często nadprogramowymi kilogramami. Overemployment przyczynia się także do zaniedbania innych obowiązków oraz relacji z ludźmi. Jesteśmy ciągle w pracy, zajmują nas myśli o niezapłaconych rachunkach. Mamy więc mniej energii i przestrzeni na to, aby poświęcić się znajomym czy rodzinie. Niezadowoleni i zmęczeni pracownicy to pracownicy, którzy nie mają siły na efektywną pracę. Mimo że ich życie zaczyna w gruncie rzeczy sprowadzać się tylko do niej.

Kiedyś mieliśmy w Polsce taki model, że pracowała jedna osoba, zwykle mężczyzna, a kobieta zajmowała się prowadzeniem domu. I ta wypłata wystarczała na prowadzenie całego gospodarstwa domowego. Teraz, mamy sytuację, w której pracują dwie osoby na pełny etat, a w domu czekają obowiązki. Nawet jeżeli mieszkamy sami, to trzeba poświęcić czas na prozaiczne sprawy typu pranie, gotowanie, sprzątanie. Jest o wiele trudniej połączyć wszystkie obowiązki tak, aby nie ucierpiały na tym więzi społeczne, nasz stan zdrowia. Mało tego, przy tej ilości obowiązków, często jesteśmy zmuszeni rezygnować z ćwiczeń, spotkań, obcowania z kulturą, bo doba ma tylko 24 godziny. Będzie po prostu coraz trudniej zadbać o siebie – kwituje Ferber.

Wydaje się jednak, że trudno z tego impasu znaleźć jakieś dobre wyjście. Z jednej strony pracodawcy nie chcą, aby ich pracownicy tracili siły na pracę po godzinach. Z drugiej zaś nie są w stanie zaspokoić ich potrzeb finansowych. A pracownicy… cóż, są zdani sami na siebie. Nawet jeśli ponoszone koszty przewyższają ich możliwości, psychiczne i fizyczne. Ale przecież jakoś trzeba żyć, prawda?


Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock.com / Cast Of Thousands