„Korporacja to najlepsza opcja na rynku”. O tym, co daje nam praca w korpo, rozmawiamy z Korpoprzewodniczką

fot. Israel Andrade / Unsplash.com

Agata pracuje w korporacji. Otwarcie mówi, że to obecnie najlepsza opcja na rynku pracy. A jednak – wielu z nas jak ognia boi się wejść do giganta, który zatrudnia setki osób. Pielęgnujemy mit o korporacyjnej krwiożerczej bestii, która wyssa z nas to, co najlepsze i porzuci. Czy faktycznie jest się czego bać? O to zapytałam Agatę (autorkę kanału i konta „Korpoprzewodniczka”), która podjęła walkę. Ale wcale nie z bestią, a mitem. 

Społeczny flirt z korporacjami jest bardzo burzliwy. Początek jawi się niczym klasyczny miesiąc miodowy. W Polsce pojawiają się pierwsze wielkie firmy, zatrudniają masowo, dla każdego znajdzie się miejsce. Szybko stają się symbolem nowoczesności i sukcesu. Spotkania, garnitury, ważne sprawy, prestiż. Kolejne tłumy gnają na określone kierunki studiów, by dołączyć do wyścigu o lepsze życie i dobre zarobki

Potem idealistyczna skorupa zaczyna pękać. Pojawiają się historie o wypaleniu, pracy ponad normę, o „trybiku w wielkiej machinie”. O tej bezwzględnej bestii, która bez skrupułów weryfikuje słabych i mocnych. Mieszają się porządki, powoli nie wiadomo, czy warto próbować, czy lepiej odpuścić i nie wierzyć w historie o zawrotnych korporacyjnych karierach. 

Pojawia się jednak światełko w tunelu. A z tego kotła opinii coraz częściej wyłania się hasło: „współczesne korporacje to już nie jest to, co kiedyś” (poprosiłam o opinię kilka osób i ku mojemu zaskoczeniu wielu odetchnęło z ulgą, gdy z prywatnej działalności, budżetówki, małej firmy odeszli do korpo). O to, co nam dają korporacje i dlaczego tak bardzo nas przerażają, zapytałam Agatę – Korpoprzewodniczkę. 

Praca w korporacji. Co nam daje korpo? Rozmowa z Korpoprzewodniczką

To na początek kilka opinii na temat korporacji, które znalazłam w sieci: praca w korpo to duża presja i stres. A także wyścig szczurów i ciągła rywalizacja, brak ambitnych zadań i możliwości rozwoju. Pracownik jest właściwie tylko małym klockiem wielkiej układanki, łatwo go wymienić, gdy zaczyna odstawać od reszty. Nie brzmi to zachęcająco. 

Zdecydowanie nie brzmi zachęcająco. Pojawia się jednak pytanie, czy są to aktualne stwierdzenia, na jakiej podstawie powstały i czy nie są jedynie ślepo powtarzanymi hasłami. Istotne jest również to, co my tak naprawdę uznajemy za korporację. Dla mnie korporacja to duża, globalna firma o rozbudowanej strukturze. Nie jestem przekonana, co do używania tego określenia, odnosząc się do polskich firm, nawet tych, które rozszerzyły działalność na inne kraje. Dlatego staram się walczyć z wymienionymi przez ciebie zarzutami, bo są one przestarzałe i trudno odnieść je do rynku międzynarodowego. Z autopsji powiem, że pracowałam w różnych miejscach: i w bardzo malutkiej polskiej firmie, i w korporacjach. Różnica jest ogromna.

Jakie są dzisiejsze korporacje?

Jaka na przykład? 

Mam wrażenie, że obecne korporacje stawiają na to, żeby pracownikowi żyło się dobrze, żeby był zaopiekowany. I oczywiście jest tak, że niektórzy pracodawcy robią to, bo faktycznie im na tym zależy, a inni jedynie dla PR-u. Nie zmienia to jednak faktu, że giganty prześcigają się w programach pomocowych, rozwojowych, szkoleniowych i edukacyjnych. Dzięki temu pracodawca dostaje pracownika sprofilowanego i świadomego, a my mamy okazję poznać lepiej siebie, a także przenieść nowe umiejętności i doświadczenia na inne sfery życia. 

Jeżeli natomiast chodzi o wyścig szczurów i rywalizację, to trudno mi się do tego odnieść, bo nie spotkałam się z tym w moim środowisku. Pracowałam w kilku miejscach, mam wielu znajomych w korporacjach i myślę, że niezdrowe wyścigi też już raczej są widmem przeszłości. Oczywiście w każdej firmie możemy trafić na osoby, które chcą prowadzić nieustanną walkę o wyniki i bezkompromisowo przeć naprzód. 

Nie wydaje mi się jednak, żeby korporacja była miejscem, które w sposób szczególny to napędza. A nawet wręcz przeciwnie – obecne korporacje zapewniają spokój i zwolnienie tempa. Wspomniałaś, że pracownicy mogą w takiej strukturze czuć się jedynie małym trybikiem w wielkiej maszynie, a ja się zastanawiam, czy to zawsze jest negatywne. Zajmując niższe stanowisko, może nie mamy znaczącego głosu, ale czy naprawdę chcielibyśmy go mieć i jesteśmy gotowi na podejmowanie kluczowych decyzji dla firmy? Czy jeśli nie jesteśmy wystarczająco doświadczeni, to nie powoduje dużego obciążenia? 

Chyba nieczęsto mówi się o tych trudniejszych aspektach wysokich stanowisk. A im wyżej, tym większa presja, odpowiedzialność, stres. W mniejszych firmach często spadają na nas problemy, których być może jeszcze nie jesteśmy w stanie rozwiązać, bo mamy za mało kompetencji i umiejętności. Niestety wynika to głównie z braków kadrowych – nagle dostajemy polecenie przejęcia kolejnych obowiązków, zaczyna nas to przytłaczać i czujemy bezradność. W korporacji jest osoba, która organizuje pracę i to ona odpowiada za podział obowiązków.

Korporacyjne mity i fakty

Podział obowiązków – fajnie. Ale słyszałam też opinię, że praca w korporacji bywa robotyczna. A obowiązki często są tak rozbite, że pracownik właściwie sam nie wie, co robi, czym się zajmuje. I jaki jest ostateczny efekt wykonywanych działań.  

Faktycznie, w korporacjach etaty często są dublowane i rozbijane, co może dawać poczucie, że albo nie mamy nic do roboty, albo robimy bardzo mało. Jednak gdy pracowałam w małej polskiej firmie, to słyszeliśmy, że po co mnożyć etaty, przecież sami się ze wszystkim wyrobimy, a większy zespół nie jest potrzebny. Domyślasz się, jak się kończą takie historie. W korporacjach inaczej się na to patrzy. 

Kolejna kwestia to to, czym właściwie są „polskie korporacje” i czy naprawdę powinniśmy o nich myśleć tak, jak o zagranicznych. Przesiąknięci jesteśmy popkulturą amerykańską, wizją zachodniego stylu i gigantów technologicznych, a to chyba buduje trochę nieprawdziwy obraz. Duże prywatne firmy i korporacje to stosunkowo nowe struktury w Polsce. Przez to kojarzą się z czymś zepsutym, nieuchwytnym, ale też tajemniczym i mało zrozumiałym. Gdy te wszystkie wyobrażenia, opinie, wizje się wymieszają, to faktycznie można się pogubić. 

Z tego powodu jesteśmy pogubieni – korporacje w Polsce są od niedawna i od początku działały w „starym trybie”, czyli pędu za sukcesem, pracy ponad normę. Często właśnie mechaniczną, nieświadomą, nastawioną na wynik. Ale od tego się odeszło. Firmy nie chcą sobie robić czarnego PR-u, wiedzą, że Internet pozwala na ekspresowy przepływ informacji i nie na rękę im kryzysy. Dlatego starają się na bieżąco monitorować sytuację pracowników, tworzą nowe stanowiska i robią rekrutacje, gdy dostają sygnały, że coś jest nie tak.

Korporacja = jeden człowiek = jedna specjalizacja

Czyli chodzi o to, żeby nie kumulować obowiązków i nie zrzucać ich na jedną osobę? 

Dokładnie tak, korporacje musiały zareagować na pogłębiające się problemy związane z wypaleniem i złą kondycją psychiczną. Wręcz się tego boją, więc robią dużo, żeby do tego nie doprowadzać. Z powodu pandemii otwarto się także jeszcze bardziej na pracę zdalną – ona zawsze w korporacjach była możliwa, ale teraz na inną skalę. Pozwala to ludziom lepiej o siebie zadbać, wyspać się, zjeść obiad w spokoju, a nie na krótkiej przerwie, omawiając kolejne obowiązki. Wydaje mi się, że to jeden z benefitów w korporacji, bo łaskawiej patrzy się na możliwość pracy zdalnej, a w wielu mniejszych firmach nadal traktuje się to jak problem. 

Mam jeszcze jedno skojarzenie z korporacją – a dokładnie z korporacjami azjatyckimi. Gdy one pojawiają się w przestrzeni publicznej to głównie w negatywnych kontekstach. Np. śmierci z przepracowania czy „udogodnień”, takich jak miejsca na drzemki w firmie. Co sugeruje, że nie musisz mieć życia poza pracą, możesz wszystkie potrzeby zrealizować w pobliżu swojego stanowiska. 

To kolejny element, który buduje nasz strach przed korporacjami, ale to też pokazuje, że korporacja korporacji nierówna. A i rynki są bardzo różne. Na Zachodzie jest zwrot w przeciwnym kierunku, by właśnie zachęcać pracowników do szukania balansu pomiędzy pracą i życiem osobistym. Niepokój pracowników wzbudzają też informacje o masowych zwolnieniach z gigantów technologicznych, ale warto wtedy pamiętać, że to jakiś wycinek z rzeczywistości, a nie regularna praktyka. 

Dodam też, że mój mąż ma swoją działalność i to jego telefon wciąż dzwoni. Oczywiście, w korporacjach też ludzie robią nadgodziny, ale wciąż uważam, że obecnie to jedna z bezpieczniejszych i spokojniejszych form zatrudnienia. 

Czy korporacja jest dla każdego?

Jednak korporacja nie jest i nie musi być dla każdego. 

I to jest bardzo ważne. Nie każdemu będzie odpowiadać taka praca. Mamy ten komfort, że rynek jest otwarty, mamy dostęp do setek ogłoszeń dziennie, możemy wybierać, co i gdzie chcemy robić. Żeby jednak móc sobie na to pozwolić, musimy wykonywać codzienną pracę nad swoim CV. Jeżeli w pracy przeglądamy strony internetowe, to nasze kompetencje raczej nie urosną. W każdej pracy właściwie mamy szansę na dobre wykorzystanie dziennego etatu. Nikt nie odbierze nam doświadczenia, zrealizowanych projektów, wykonywanej pracy i nabytych umiejętności, a są to rzeczy, którymi trzeba się chwalić na rozmowach kwalifikacyjnych.  

W korporacjach jest miejsce na indywidualność? 

Powiem na swoim przykładzie: nigdy nie odczułam, żeby ktoś próbował naruszyć moją indywidualność. Jestem bardzo pomysłowa i kreatywna, więc często wpadam na nowe pomysły i się nimi dzielę. Nigdy nie spotkałam się z negatywną reakcją, zgaszeniem zapału i poleceniem, bym wróciła do swojego rutynowego działania, a nie niepotrzebnie się wychylała. Uważam, że indywidualność jest coraz bardziej doceniana przez pracodawców. 

Istotne jest tu również stanowisko menadżera. Firmy mocno skupiają się na ich rozwoju, bo to ich zadaniem jest zwracanie uwagi na detale, kontakt z zespołem, delegowanie zadań, a także pomoc w rozwijaniu mocnych stron pracowników. Często niestety jest tak, że to właśnie przełożony psuje opinię o korporacji. Nigdy nie wiemy, na kogo trafimy. Plusem natomiast jest to, że duże firmy mają mocno rozwinięte narzędzia antymobbingowe, bo wiedzą, jak niewłaściwie zachowania mogą wpłynąć na wizerunek. Nieraz już sama świadomość, że takie struktury istnieją, sprawia, że oprawcy od razu wciskają stop, bo wiedzą, że poniosą konsekwencje, że pracownicy coraz częściej aktywnie reagują na złe warunki pracy i są chronieni. Dlatego w korporacjach nie ma już właściwie opcji na zachowania rodem z „januszexów”. 

Jak zaczynać to tylko w korpo?

To dobry pomysł, żeby młody pracownik, który dopiero rozpoczyna swoją karierę, spróbował swoich sił w korporacji jako pierwszej pracy? 

Uważam, że to bardzo dobry pomysł i fajnie zacząć od korporacji. Od razu można się przekonać, ile oferuje pracodawca i wyznaczyć swoje standardy. Ale też oczywiście nie jest tak, że każda duża firma jest super. Na ogół jednak korporacje gwarantują darmowe sesje z psychologiem, programy zdrowotne, szkolenia, webinary, benefity – i ten pakiet ciągle się poszerza, żeby zapewnić pracownikom komfort. Myślę, że to dobra opcja dla pracownika, który dopiero szuka swojej drogi, chce się zorientować, w czym jest dobry, a czego chce unikać. Nawet jeżeli mu się nie spodoba, to może skorzystać z wielu udogodnień i możliwości, a w konsekwencji podnieść swoją pozycję, nabyć doświadczenie. 

Jak jednak odnaleźć się w korpo strukturze? 

Na początku najlepiej skupić się na swojej pracy i obowiązkach, a nie szybować po mitach i wyobrażeniach. To właściwie sprawdza się w każdym miejscu. Trzeba znaleźć balans pomiędzy pielęgnowaniem swoich umiejętności a współpracą z innymi. A także określić, które osoby mogą stać się dla nas inspirujące i pomocne. Bo warto podkreślić, że korporacja to naprawdę dużo ludzi. Korzystajmy z tego! To świetna okazja do dzielenia się wiedzą. Kiedyś koleżanka z pracy poprosiła mnie o przeszkolenie z obsługi jednego programu. Dzisiaj, w innej firmie, to ja korzystam z nauk współpracownicy. Korporacja pozwala nam czerpać z różnych źródeł, zadawać pytania i popełniać błędy. Bo przecież jeżeli zaczynamy, to zajmujemy niższe stanowisko, by nabrać wprawy. Można wykorzystać ten czas na budowanie relacji zawodowych i naukę. 

Co nam daje praca w korporacji?

Jaką wiedzę możemy przenieść z korporacji do swojego życia? 

Na pewno języki obce. W wielu korpo komunikacja odbywa się po angielsku lub w innych językach. To dobra okazja, by osłuchać się i oswoić z językiem. Robią tak często ludzie, którzy nie chcą nawet pracować w korporacji, ale przychodzą do firmy, żeby zdobyć konkretne kompetencje, na przykład nauczyć się włoskiego, a potem wyjechać za granicę i pracować we włoskiej knajpie. Korpo bywa zatem po prostu przystankiem, na którym określamy, kim jesteśmy i czego chcemy. Dodatkowo pomagają w tym szkolenia, spotkania z trenerami, profesjonalne testy. 

Czyli może być to trampolina do nabycia nowych kompetencji, ale też poznania siebie. 

Do poznania siebie, a nawet obrania kursu. Pamiętajmy, że duża struktura pozwala nam zmieniać stanowiska. Nieraz po czasie okazuje się, że to wcale nie na przykład dział prawny jest nam pisany, a wolimy wykorzystać swoją wrażliwość w HR. Podkreślę też, że naprawdę warto zwracać uwagę na ludzi, na to, jak możemy wymieniać z nimi inspiracje, doświadczenia, wiedzę. Budowanie relacji jest szalenie ważne. A jeżeli przy okazji trafimy na dobrego menadżera, który będzie wiedział, jak nas wesprzeć, kiedy dmuchnąć nam w żagle, to naprawdę poczujemy, że nie taka korporacja straszna. Dla mnie obecnie oferta korporacji jest najlepszą opcją na rynku. Nie wiem, czy te słowa będą aktualne za 10 lat, ale teraz jestem ich pewna.

"Chodź, wszystko jest dla ludzi" – zakrzyknęłam, gdy miałam kilka lat i zaciągnęłam tatę na największą karuzelę w wesołym miasteczku. Ledwo uszłam z życiem, ale niczego nie żałuję. Nigdy więcej nie wsiadłam na żadną karuzelę, jednak nie zmieniło się jedno – uwielbiam doświadczać i próbować, a ciekawość to moje drugie imię. Dlatego opiekowałam się dziećmi, pracowałam w knajpie, organizowałam performatywne czytania czasopism i wykłady psychologiczne o mordercach, robiłam zdjęcia, byłam asystentką aktorki i reżysera w teatrze, przewinęłam się przed telewizyjną kamerą, pobiegałam z radiowym mikrofonem. Jestem chodzącym paradoksem – lubię spokój, ale lubię też, gdy dużo się dzieje. Dlatego moja droga zawodowa to pasmo dziwności i puzzli, które, chociaż z pozoru do siebie nie pasują, to układają się w różnorodną drogę do punktu, w którym jestem. Od 2016 roku jestem recenzentką teatralną. Przez 5 lat, do 2022 roku, współpracowałam z redakcją naTemat (byłam reporterką, wydawczynią, redaktor naczelną serwisów Mamadu i DadHero, liderką obszaru "Kultura"). Od tego czasu próbuję swoich sił jako freelancerka. Obecnie współpracuję z Hello Zdrowie, Hello Mama, F5, Interią i RocketSpace.pl. Studiowałam dziennikarstwo i kulturoznawstwo. Z tego drugiego kierunku została mi miłość do teatru i kina (szczególnie rosyjskiego). Nieustannie coś notuję, moja głowa musi być w ruchu. Kolekcjonuję notatniki, wciąż wymyślam sobie nowe pasje (ostatnio są to wrotki i ukulele), a w wolnych chwilach kocham morze, nad którym kiedyś mam nadzieję zamieszkać.

Banner kampanii #MisjaZmiana z Krzysztofem Stanowskim i Julką

Czytaj także

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w tekście
Zobacz wszystkie komentarze