fbpx

#Startuplife: Idealny pracownik start-upu

Jako dziennikarz biznesowy rozmawiałem z wieloma założycielami start-upów: od early stage (wczesny etap rozwoju), do spółek o ugruntowanej pozycji i międzynarodowym zasięgu, które klasycznie rozumianymi start-upami przestały być już dość dawno, choć dalej lubią tak siebie nazywać. To będzie truizm, ale – historie ich sukcesów zawsze tworzyli ludzie. Ludzie specyficzni, trzeba dodać. Bo takich zazwyczaj przyciąga charakterystyczna, start-upowa atmosfera.

W tym artykule opowiedziałem nieco o tym, jak wygląda praca w start-upie. Teraz zastanówmy się, co cechuje idealnego pracownika takiej struktury.

Autorem tekstu jest Wojciech Maroszek, twórca treści w Senuto. Dziś przede wszystkim w marketingu, jednak przez lata związany z branżą mediów. Pisał między innymi dla „Forbesa” i „Rzeczpospolitej”. Jest współautorem książki psychologiczno-biznesowej „Ściana”. Jak nie pisze, to czyta, łazi, ogląda seriale, uprawia sport i w sumie to nawet jest zadowolony. Napisz z czym chcesz: [email protected]


🚀 Potrafi się samodzielnie zorganizować

Praca w start-upie najczęściej nie przypomina klasycznego „siedź tu od 9 do 17”. Często brak też wskaźników efektywności, charakterystycznych dla korporacji. Mniej biurokratycznych procedur, mniej sztywnych ram, a za to więcej wolności i autonomii w podejmowaniu decyzji, na przykład co do sposobu wykonania zadania. No i super.

Ale z takim trybem pracy poradzą sobie przede wszystkim osoby, które potrafią się samodzielnie zorganizować – w pewnym sensie same sobie być szefem. Nie trzeba kierować wszystkimi Twoimi poczynaniami, potrafisz ukierunkować się samodzielnie.

No i ten brak „siedź tu od 9 do 17”, a więc większa elastyczność czasowa. Tę magiczną formułkę zawiera coraz więcej ogłoszeń o pracę: oferujemy elastyczny czas pracy. Dla niektórych pracodawców oznacza to, że zamiast na 9:00, możesz przyjść na 9:30 (po wcześniejszym wysłaniu maila w tej sprawie) i nie dostaniesz bury od menadżera. Wielka elastyczność.

Z kolei w start-upach, dla części pracowników, dzień pracy wcale nie musi zaczynać się rano ani nawet trwać ośmiu godzin. Może raz zacząć się o 12:17 i trwać godzin pięć, a innym razem zacznie się o 8:00 i potrwa godzin 10. Zależy, co i na kiedy jest do zrobienia. Zależy, jak uwijasz się ze swoimi zadaniami. Zależy, jak Ci bardziej pasuje.

Dlatego „pracownik idealny” – a więc taki, który będzie wnosił do start-upu wartość dodaną, pomoże mu się rozwinąć i jeszcze będzie czuł, że sam się rozwija – musi umieć zarządzać zadaniami w czasie. Jest zorientowany na efekt, a nie na „wysiedzenie swojego”. Tu bowiem nie chodzi o to, żeby siedzieć – chodzi o to, żeby było zrobione wtedy, kiedy ma być zrobione, najlepiej jak się da.

🚀 Komunikuje się

Można by po „komunikuje się” dodać na przykład: dobrze, sprawnie, szybko, jakkolwiek. Ale zostańmy przy samym „komunikuje się”. I dla kontrastu zestawmy to z obrazem jednego z tych ludzi, którzy potrafią w pracy przemilczeć cały tydzień. W porządku, nie każdy jest fanem small talku czy rozmów w ogóle.

Ale kiedy coś jest do poprawy? Albo kiedy nie wiesz jak coś zrobić? Kiedy warto byłoby kogoś o coś spytać, zamiast robić na zasadzie „a bo mi się wydaje”? Zakomunikować, że gdzieś się zawaliło? Konstruktywnie się z kimś pokłócić?

Start-up jest dynamicznym środowiskiem. Sporo się dzieje i najczęściej sporo jest do zmiany. Ciągle. Tu trzeba ze sobą rozmawiać. Na bieżąco omawiać pomysły, trudności, szanse, zagrożenia. A już na pewno nie czekać z zakomunikowaniem, kiedy gdzieś się popełni błąd czy – mówiąc bardziej dosadnie – schrzani robotę po całości.

W korpo takie numery czasem przechodzą. Zawalisz sprawę i siedzisz cicho za biurkiem, czekajac, aż wszystko się gdzieś tam rozmyje, rozpłynie w powietrzu. Pójdzie kilka maili i za chwilę w sumie nie będzie wiadomo, kto jest za co odpowiedzialny ani o co w ogóle chodziło na samym początku. W najgorszym razie będą trochę gorsze statystyki. Świat się nie zawali.

W start-upie przeważnie pracuje mniej osób, struktura jest bardziej płaska i nie ma tak zwanych „bullshit jobs” ani „bullshit tasks” – stanowisk i zadań wymyślonych głównie po to, żeby były, nie służąc żadnemu większemu celowi. Tu rzeczy, które robimy, są widoczne. Na dobre i na złe.

Dlatego, zamiast prześlizgiwania się, „pracownik idealny” rozmawia w otwarty sposób. Czasem mogą to nie być przyjemne rozmowy. Czasem mogą oznaczać dodatkową robotę albo przyjęcie na siebie trudnych emocji innych ludzi. Ale są niezbędnym elementem biznesowego procesu, w którym udział biorą wszyscy – a unikanie dialogu to unikanie rozwoju.

🚀 Rozumie ideę budowania czegoś z innymi ludźmi

Ideę, którą najczęściej trudno poczuć, gdy jest się pracownikiem dużej, międzynarodowej firmy, tak zwanym szeregowcem. W takiej sytuacji człowiekowi wydaje się, że jest tylko trybikiem w wielkiej machinie. Albo i nie wydaje mu się, tylko taki faktycznie jest stan rzeczy. 

W korpo może też być odwrotnie: w tej wielkiej machinie jesteś nie trybikiem, a Trybem. Sporo zarabiasz. Dużo możesz. Tytuł przed Twoim nazwiskiem składa się z pięciu wyrazów. Firma – ten zatrudniający dziesiątki tysięcy ludzi moloch – nie ma większego znaczenia, bo i tak przetrwa. Ale Ty masz znaczenie. Ten codzienny znój to Twoja wielka szansa.

Z kolei pracownik start-upu faktycznie wierzy, że ma wpływ i chce coś zbudować. Mieć swój udział w czymś większym. Mniej tu jest grania na siebie – na swoje firmowe tytuły i inne wysokokaloryczne przegryzki dla ego – a bardziej na sukces całego zespołu, który przecież faktycznie chce zrobić coś fajnego i zmierza w ciekawym kierunku. Taki pracownik ma poczucie, że wszystko jest „nasze”, a nie, że „robi na głupiego szefa, co to wozi się merolem”.

Dzięki takiemu podejściu z czasem może okazać się, że „meroli” wystarczy dla wszystkich.

🚀 Myśli krytycznie

Ten punkt wiąże się z poprzednim. Samo krytyczne myślenie bez komunikowania się wniesie niewiele wartości, zaś komunikowanie się, niepoprzedzone krytyczną analizą sytuacji, często okazuje się jałowe. Tylko ustalmy jeszcze czym jest, a czym nie jest krytyczne myślenie.

W słowie „krytyczny” jest coś negatywnego. Dlatego osoba o umiejętności krytycznego myślenia kojarzona jest z tym negatywnym podcinaczem skrzydeł. Z Panem Marudą, niszczycielem dobrej zabawy i uśmiechów dzieci. Ktoś, kto myśli krytycznie, utożsamiany jest z kimś toksycznym. A to nie tak.

Krytyczne myślenie należy utożsamiać raczej z nie braniem wszystkiego za pewnik. Z umiejętnością podważania sensu dawno utartych schematów. Z sięganiem do wiarygodnych źródeł, a nie youtube’owych ekspertów od życia. Z burzeniem po to, żeby wybudować coś lepszego. Z umiejętnością dawania i brania feedbacku.

Osoba, która posiadła takie zdolności (tudzież cechy), a jednocześnie nie jest nadmiernie cyniczna i nie szuka niepotrzebnie dziury w całym, pomoże urealnić wizję firmy. Klimat start-upu bywa nieco „odleciany”. Pracownik, który myśli krytycznie, nieraz uchroni innych od wpadania w kosztowne pułapki hurra-optymizmu oraz opierania się na wątpliwej jakości informacjach.

🚀 Idealny, czyli…

Moglibyśmy tu wymienić jeszcze sporo cech start-upowego „pracownika idealnego”. Pozytywny, w znaczeniu: szukający rozwiązań, a nie okazji, by marudzić. Łatwo adaptujący się do zmian. Wyprzedzający trendy. Sumienny i słowny. Kreatywny. Nieidealny, bo ideały są nudne i nie istnieją.

Lista jest otwarta. O czym warto pamiętać, to że pracownik, który doskonale odnajdzie się w start-upowym środowisku, na pewno współdzieli pewne cechy z pracownikiem idealnie dopasowanym do typowej korporacji – jednak więcej będzie między nimi różnic niż podobieństw. Bo i środowiska te są zupełnie różne.