Zmieniam pracę, bo mój pracodawca jest zły. Co mówić na rozmowie i na ile potrzebujemy szczerości na rekrutacji?

Zmieniam pracę, bo mój pracodawca jest zły. Co mówić na rozmowie i na ile potrzebujemy szczerości na rekrutacji? fot. Unsplash/Julien L

Czy szczerość na rozmowie kwalifikacyjnej może się opłacić? Jeszcze jak! Wyznaczając wysokie standardy komunikacji, od samego początku przyczyniamy się do budowy zaufania z potencjalnym pracodawcą. Nie ma niczego złego w przedstawieniu się z „lepszej” strony, jednak absolutnie nie można w tym celu rozmijać się z faktami. Zwłaszcza że rekrutujący znają wiele metod, dzięki którym skutecznie zweryfikują naszą prawdomówność.

Zostań opiekunem Gapcia! 🐶

Aplikuj

Szczerość to podstawa, kłamstwo ma krótkie nogi i nie popłaca, a najgorsza prawda jest lepsza niż najlepsze kłamstwo, mimo iż w oczy kole. Każdy z nas z pewnością spotkał się w swoim życiu z podobnymi poglądami. Takie zapewnienia pewnie padały z ust rodziców lub dziadków czy też w telewizji lub literaturze. I choć rzeczywiście lepiej jest odpuścić sobie wypaczanie rzeczywistości, bo może się to wiązać z nieprzyjemnymi konsekwencjami, niektóre sytuacje aż się proszą, żebyśmy trochę podkoloryzowali przedstawiane fakty.

Jak chociażby proces rekrutacji do pracy. Przecież wiadomo, że inni kandydaci z pewnością nie mieli oporów przed przedstawieniem się w lepszym świetle. Poza tym, jak wytłumaczyć potencjalnemu pracodawcy, że zmieniamy firmę, bo nasz szef był zły? Czy jednak naciąganie faktów rzeczywiście się opłaca, a może jednak lepiej postawić na klasyczną szczerość na rozmowie kwalifikacyjnej? Podpowiedzi w tym zakresie udzieliła nam Monika Ciesielska, ekspertka z dziedziny HR i prezydentka globalnej organizacji headhunterskiej IMSA Search Global Partners.

Czy szczerość na rozmowie kwalifikacyjnej może zaważyć na naszym wizerunku?

Dla wielu rozmowa kwalifikacyjna to źródło ogromnego stresu. Świadomość, że jest się jednym z wielu kandydatów, przez cały czas ocenianym, może powodować duży dyskomfort. Stawienie się w biurze potencjalnego pracodawcy lub siedzenie przez godzinę jak trusia pod czujnym okiem kamery na internetowej zdzwonce to emocje rodem z konkursów recytatorskich w latach wczesnoszkolnych. My – kandydaci kontra oni – rekruterskie jury i konieczność nienagannej autoprezentacji.

Nic dziwnego, że pod wpływem emocji zaczynają nachodzić nas wątpliwości. Z bijącym sercem oczekujemy „niewygodnych” pytań, obawiając się, że nasze motywy postępowania nie są wzorową odpowiedzią, jakiej oczekuje druga strona. Półroczna przerwa w karierze spowodowana wypaleniem zawodowym – uznają nas za leniwych. Odejście z poprzedniej pracy już po miesiącu ze względu na panujący w niej mobbing – akurat! Kto nam uwierzy, że to wszystko wina złego szefa? Piękne frazesy o pragnieniu rozwoju i chęci pięcia się po drabinie sukcesu aż same cisną się na usta. Gorzej, jeżeli w którymś momencie stracimy kontrolę nad swoją perfekcyjną narracją. Jak w takim razie mówić o tematach pozornie niewygodnych, żeby nie zaważyło to na naszych szansach na zatrudnienie? Monika Ciesielska radzi – normalnie i swobodnie.

O przerwach w karierze zawodowej najlepiej mówić szczerze. Czy jest coś złego w tym, że chcieliśmy zrobić sobie przerwę na odpoczynek lub podróżowanie? Czy negatywne jest, że szukaliśmy pracy dłużej, bo zależało nam na podjęciu dobrej dla siebie decyzji? Historia zawodowa kandydata to za każdym razem indywidualna opowieść, która powinna być przedstawiona w szerokim kontekście. Sposób, w jaki opowiadamy o swojej karierze i jak osadzamy ją w kontekście osobistym, pozwala rekruterowi poznać kandydata bliżej i zrozumieć jego zawodowe wybory. Otwórzmy się na szczerą rozmowę i bądźmy w niej autentyczni. W końcu rekruter to też człowiek

– tłumaczy Ciesielska.

Może zatem zamiast wymuskanego konkursu recytatorskiego, warto pozwolić sobie raczej na improwizację w prozie. Kto wie, czy to nie właśnie ta autentyczność stanie się naszym największym atutem.

Co można zweryfikować w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej?

Ale czemu od razu mówić o kłamstwie? Wystarczyłoby delikatne przerysowanie informacji na swój temat. Może podniesienie kompetencji językowych albo pochwalenie się umiejętnością obsługi skomplikowanych programów komputerowych? Konkurencja zresztą robi dokładnie to samo. Nie możemy wypaść gorzej, bo już na pewno nie dostaniemy tego stanowiska. Przecież nikt tego nie sprawdzi, że podkoloryzowaliśmy pewne fakty.

Kandydaci w trakcie rozmów kwalifikacyjnych mają tendencję do koloryzowania. Powinni jednak wiedzieć, że część z podanych rekruterowi informacji, zostanie zweryfikowana po zakończeniu rozmowy lub jeszcze w trakcie jej trwania

– uczula ekspertka.

Tymczasem do pokoju dziarskim krokiem wkracza native speaker celem sprawdzenia znajomości angielskiego, a nam z nerwów cała wiedza zachodzi w umyśle mgłą.

Można, a nawet trzeba, zweryfikować znajomość języków obcych. Nie ma sensu podawać C1, jeśli twój poziom to B1/B2. Jeśli nie jesteś pewien swoich możliwości, użyj w CV zaokrąglonego sformułowania – komunikatywny.

– dodaje Ciesielska.

A umiejętność obsługi narzędzi? Cóż, mina rzednie, gdy okazuje się, że sprawiamy wrażenie idealnego kandydata i rekruter pyta, czy czwartek odpowiada nam jako termin rozmowy technicznej. Bardziej ambitni wyjadacze w dziedzinie rozmów kwalifikacyjnych wykupią wszystkie energetyki z okolicznego sklepu i siądą do całonocnej nauki. Hélas! Nawet to nie gwarantuje uniknięcia kompromitacji, gdy padając z nóg dotoczymy się na umówione testy. Wysokiej klasy specjalista bez trudu rozpozna, kto naprawdę rozumie temat, a kto tylko udaje. Dlatego mierzmy siły na zamiary. Niektóre elementy można rzeczywiście powtórzyć lub nadrobić na niedługo przed sprawdzianem. Natomiast, jeśli jedynie liznęliśmy jakiejś skomplikowanej technologii najlepiej będzie postawić na uczciwość i dodać je w CV z poziomem „początkujący”.

Kłamstwo ma krótkie nogi

Absolutnie nie bronimy nikomu lekkiego ubarwienia rzeczywistości. Należy natomiast liczyć się z tym, że wszystko, co zostało powiedziane, może zostać użyte przeciwko nam. A nawet najpiękniejszych peanów na temat swoich zawodowych osiągnięć możemy prędko pożałować.

Jeśli budujesz swój obraz jako wyjątkowo skutecznego handlowca, możesz mieć pewność, że w trakcie zbierania referencji u twojego byłego pracodawcy, rekruter zapyta o twoje wyniki. Doprecyzuje, czy dowoziłeś założone targety, czy przekraczałeś je w stopniu, który deklarowałeś w trakcie rozmowy. W podobny sposób sprawdzi inne obszary, które są istotne z punktu widzenia profilu stanowiska, na które szuka kandydata

– przestrzega Monika Ciesielska.

Być może w tej sytuacji to nie nasze drobne potknięcia zawodowe zaważą na tym, że pójdziemy na dno jak Titanic. Lecz zadecyduje właśnie brak transparentności, który wykazaliśmy wobec rekrutujących. Trudno wierzyć w pozostałe elementy, kiedy ktoś dotychczas nie próbował rozmawiać szczerze. Rzutuje to bowiem na całą jego postawę życiową jako osoby, a co więcej jako przyszłego pracownika.

Szczerość na rozmowie kwalifikacyjnej – każda informacja jest tylko tylko deklaratywna

Wyobraźmy sobie również, że znajdujemy się po drugiej stronie. Z roli sparaliżowanego strachem kandydata przenosimy się do ciała tego nieskrępowanego rekrutera, oceniającego podstawione talenty. Dotychczas wydawałoby się, że to on jest panem całej sytuacji, rozgrywającym ją w wybrany przez siebie sposób. Tymczasem, co rzeczywiście dzieje się w jego głowie? Czy skutecznie wypracowany luz też nie jest jedynie grą pozorów? W końcu to na jego barkach ciąży odpowiedzialność wyłonienia wśród aplikujących tej jednej, właściwej osoby, której powierzone zostanie stanowisko w firmie.

Podczas gdy kolejni kandydaci rozpoczynają swoje show, rekruter powinien wykazać się całym swoim profesjonalizmem i empatią, ale także odpowiednią dozą czujności. Zapytaliśmy ekspertki, jak to jest z koloryzowaniem faktów. Czy to rzeczywiście rzuca się w oczy? Przecież pomimo najszczerszych intencji, nie każdemu można zaufać. A szkoda, żeby ukryte mankamenty ujawniły się dopiero po tygodniu od rozpoczęcia pracy.

Koloryzowanie rzadko rzuca się w oczy, szybciej w uszy (śmiech). Prawda jest taka, że rekruter powinien przyjmować wszystkie usłyszane zapewnienia na poziomie „deklaratywnym”. Nie zakładać z góry, że kandydat mija się z prawdą, ale jednak stosować regułę ograniczonego zaufania. Dużym błędem jest nie sprawdzenie referencji kandydata. Ten punkt procesu rekrutacji jest najczęściej pomijanym, a w zasadzie tylko w ten sposób można zweryfikować nie tylko dane twarde, ale również dowiedzieć się jakim współpracownikiem jest kandydat, jak reaguje na feedback, czy potrafi pracować zespołowo, jaki ma styl komunikowania się

– przestrzega Ciesielska.

Drodzy kandydaci, pamiętajmy, że warto zatem postawić na szczerość na rozmowie kwalifikacyjnej. Jeśli nawet uważamy się za mistrzów pokerowej gry, po drugiej stronie stołu może siedzieć zawodnik zaprawiony w bojach jeszcze bardziej. Odrobina swobody pozwoli wam obojgu odpuścić sobie stosowanie zagrywek i dopasować odpowiedniego kandydata do właściwego miejsca pracy. Nawet gdybyśmy pokonali wszystkich przeciwników po drodze, otrzymana nagroda w postaci pracy niekoniecznie jest tym, do czego rzeczywiście dążyliśmy. A tuż za rogiem ominęła nas prawdziwa szansa.

Kampania RocketJobs.pl „Jak pracować, by nie żałować?”

Często wydaje nam się, że coś jest dla nas dobre. Podejmujemy pewne decyzje, a dopiero upływ miesięcy lub lat weryfikuje ich stosowność. Nie raz wynika to z naszych lęków, oporów przed zmianami czy niepewnością jutra. Żal nadchodzi post factum, gdy wydaje nam się, że przez popełnione „błędy” jest już za późno na zmianę. Z najnowszego badania RocketJobs.pl „Jak pracować, by nie żałować?”, przeprowadzonego we współpracy z agencją WiseRabbit, wynika, iż ponad 60 proc. ankietowanych odczuwa żal związany z podjętymi decyzjami zawodowymi.

Kampania RocketJobs.pl „Jak pracować, by nie żałować?” pozwala polskim specjalistom z branż white collar poznać rynek pracy, własne potrzeby i możliwości w takim stopniu, aby nie trzeba było żałować niczego w swojej karierze.

Monika Ciesielska - ekspert z dziedziny HR i prezydentka globalnej organizacji headhunterskiej IMSA Search Global Partners pozująca w czarnej marynarce.

Monika Ciesielska. Head hunter na najwyższym szczeblu zarządzania i założyciel firmy Carpenter Consulting. Od ponad 15 lat, Monika rekrutuje kadrę kierowniczą i członków zarządu na zlecenie polskich i międzynarodowych korporacji. Od 2017 roku, jest prezydentką globalnej organizacji headhunterskiej IMSA Search Global Partners, posiadającej 50+ biur w 29. krajach świata. Dodatkowo piastuje funkcję przewodniczącego rady nadzorczej w Elevato, innowacyjnej platformie wspomagającej zarządzanie procesami HR – rekrutacja, oceny pracownicze, rozwój i zarządzanie talentami. Na swoim koncie posiada szereg publikacji prasowych w tytułach takich jak: Forbes, Newsweek, Puls Biznesu, Personel i Zarządzanie, Personel Plus. Prowadzi podcast „Skrzydlaty HR” w ramach, którego rozmawia z liderami zarządzania i praktykami HR na temat przywództwa, zarządzania kapitałem ludzkim i rynku pracy.

Redaktorka

Z wykształcenia filolog języka francuskiego, jednak od najmłodszych lat emocjonalnie związana z dziennikarstwem i działalnością literacką. Interesuje się szerokim wachlarzem tematycznym, zaczynając od kwestii językowych, kulturowych i społecznych, poprzez finanse i ekonomię, aż po naukę i prawo. Można powiedzieć, że w życiu podąża za iście renesansową definicją bycia "humanistą".

Banner zachęcający do adopcji psów ze Schroniska

Czytaj także

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w tekście
Zobacz wszystkie komentarze