Są sfrustrowani i zmęczeni, ale wtedy mają poczucie, że „coś robią”. Dlaczego Polacy masowo wysyłają CV, nawet jeśli nie spełniają wymagań?

Są sfrustrowani i zmęczeni, ale wtedy mają poczucie, że fot. Kite_rin / Shutterstock.com

Wysyłać czy nie wysyłać? Okazuje się, że większość ludzi uważa, że wysyłać, jak najbardziej! Rekruterów i pracodawców zalewają fale CV, które odbijają się od kolejnych firm i wracają do nadawców. Dlaczego? Bo nijak nie pasują do ogłoszeń, stanowisk, wymagań i oczekiwań. Tylko czy na pewno to wina tylko żądnych pracy kandydatów?

Pies w czapeczce przed komputerem. Szczeniak skaczący z delfinami. Kot w rzędzie pingwinów. „Kiedy nakłamałeś w CV, ale jednak przyjęli cię do pracy” to seria memów nawiązujących do naginania faktów na temat swoich zawodowych doświadczeń i umiejętności. Nie bez powodu mówi się, że kłamstwo ma krótkie nogi, a i metody weryfikacji znacznie się rozwinęły, dlatego coraz więcej kandydatów stawia na nową taktykę. Jaką? Wysyłają CV na oślep, wszędzie, nawet gdy nie spełniają wymogów zawartych w ogłoszeniu. Dlaczego? O to zapytałam samych poszukiwaczy pracy. I tych, którzy otwierają maile z „przypadkowo wysłanymi zgłoszeniami”.

(Nie) zapraszam na rozmowę

Daria jest kierownikiem warszawskiego laboratorium. Kilka tygodni temu prowadziła rekrutację na dwa stanowiska. W ogłoszeniu na „młodszego asystenta diagnostyki laboratoryjnej” zaznaczono, że do podjęcia pracy konieczne są kwalifikacje, konkretny kierunek studiów i posiadanie czynnego prawa do wykonywania zawodu. Wymieniono zakres obowiązków, m.in. autoryzację badań i obsługę aparatury medycznej.

Są to wymagania regulowane prawnie – przez ustawę i rozporządzenia. Nie możemy zatrudnić na takie stanowisko osoby, która nie przedstawi wszystkich koniecznych dokumentów

– tłumaczy Daria.

Na ogłoszenia odpowiedziało łącznie 120 osób. Absolwenci kierunków: biologia, chemia, biotechnologia. Pracownicy działów IT, programiści, osoby z firm, zajmujących się analizami chemicznymi, kurier, pirotechnik, nauczycielka, pracownicy biurowi i pracownicy uczelni. W skrócie: osoby, które nie mają prawa wykonywania zawodu i czynności diagnosty laboratoryjnego.

Problemem jest nie tylko to, że ludzie nie mają świadomości, że jest to zawód regulowany prawnie, ale że tak wiele osób nie zastanowiło się, co oznacza czynne prawo do wykonywania tego zawodu. Nie sprawdzili tego chociażby w Google. Żadna osoba w wiadomości nie odniosła się do tej specjalistycznej części ogłoszenia. Zdarzyły się też trzy aplikacje po angielsku, a znajomość tego języka nie była nawet wskazana w wymaganiach, ponieważ pracujemy z polskim pacjentem według polskich procedur

– opowiada Daria.

Pytam, ile osób dostało zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną.

Wszystkie, które spełniły wymagania. Czyli trzy. Wszystkim zaproponowałam zatrudnienie

– mówi.

Dodaje, że proces rekrutacji zajął jej trzy tygodnie (nie był zautomatyzowany, Daria sama zapoznawała się z każdą aplikacją). Przede wszystkim dlatego, że codziennie poświęcała czas na przeglądanie CV osób, które i tak nie mogłyby podjąć pracy.

Przyznam, że miałam moment poważnej irytacji. Czułam, że to marnotrawstwo mojego czasu. Zamiast zajmować się swoimi standardowymi obowiązkami, codziennie logowałam się na platformę, która zbierała wszystkie zgłoszenia i przerzucałam kilkanaście CV. Wyglądało to tak, jakby ludzie wysyłali odpowiedź na każde możliwe ogłoszenie, na oślep, bez czytania szczegółów.

Każdy kandydat dostał automatyczną informację zwrotną z podziękowaniem wysłania aplikacji i informacją, że pracodawca skontaktuje się z wybranymi osobami.

Wyślę, bo co mi pozostało?

Według badania przeprowadzonego przez firmę rekrutacyjną CareerBuilder około 40 proc. aplikacji o pracę uznawanych jest za przypadkowe lub niezgodne z wymaganiami stanowiska. Natomiast według innego badania przeprowadzonego przez SHRM (Society for Human Resource Management) odsetek ten może sięgać nawet 50 proc. Oznacza to, że znaczna część aplikacji o pracę nie jest właściwie dopasowana do wymagań danego stanowiska

– mówi w rozmowie z portalem PulsHR.pl Artur Dzięgielewski, head of HR w SmartLunch.

Zapytałam kilku osób, dlaczego zdecydowały się odpowiedzieć na ogłoszenie o pracę, pomimo tego, że nie spełniały warunków.

Helena: Byłam zmęczona, sfrustrowana i wypalona. Obudziłam się w weekend i stwierdziłam, że koniecznie muszę zmienić pracę. Miałam za sobą kolejny fatalny tydzień w biurze, to był impuls. Nie dostałam żadnej odpowiedzi i teraz nawet mi trochę wstyd, że zawracałam komuś głowę.

Tomek: Chciałem coś zmienić w życiu, ale nie miałem do końca pomysłu i planu, co chcę robić. Wysyłanie wielu CV i odpowiadanie na niemal każde ogłoszenie, nawet gdy niedokładnie je przeczytałem, dawało mi poczucie, że coś robię. To takie trochę oszukiwanie siebie, że działam, nie jestem bierny. Oczekiwałem, że może przypadkowo trafi się coś fajnego.

Psycholożka biznesu i wykładowczyni SWPS Patrycja Sawicka-Sikora wskazuje, że zjawisko nieformatowania CV i wysyłania go trochę na chybił trafił może być związane z postawą wyuczonej bezradności.

Martin Seligman, który jest uważany za pioniera psychologii pozytywnej, w ramach swoich badań odkrył, że możemy nabyć taką postawę. Pojawić się ona może wtedy, kiedy nie umiemy znaleźć związku pomiędzy naszym działaniem a skutkiem tego działania, albo brakiem efektów – w przypadku szukania pracy może to być np. brak odpowiedzi na wysłane CV, brak zaproszeń na rozmowy, albo niemożność znalezienia pracy. Postawa wyuczonej bezradności wykształcić się może w wyniku doświadczeń życiowych. U wielu osób w tym stanie przeważa pesymistyczny sposób interpretowania rzeczywistości, są przekonane, że charakter różnych zdarzeń, które je spotykają, jest stały, powszechny i niezmienny – jest tak teraz i będzie tak już zawsze, bo coś jest ze mną nie tak

– tłumaczy Sawicka-Sikora.

Dodaje, że wyuczona bezradność to moment, kiedy pojawia się deficyt motywacyjny, poznawczy i emocjonalny. Osoby w tym stanie poddają się, przestają działać, albo działają na tzw. minimum. Wynika to z przekonania, że cokolwiek zrobimy, nie będzie miało żadnego znaczenia ani wpływu, efekt będzie taki sam.

Gdy jesteśmy w dobrej kondycji, czujemy nadzieję i optymistycznie interpretujemy rzeczywistość, lepiej znosimy różne wyzwania w życiu.

Patrząc na doświadczenia w taki sposób, łatwiej uznam trudności za przejściowe i ograniczone do jakiegoś kontekstu. Czyli jestem świetną mamą, przyjaciółką, córką, ale teraz, chwilowo nie mogę znaleźć pracy. Nie uznaję zatem, że ogólnie jestem do niczego. W takim stanie możemy skupić się na tym, nad czym warto popracować – poprawić języki, zrobić kurs, posiedzieć nad CV, a może postawić na inną firmę, w której proces rekrutacyjny jest mniej zautomatyzowany i mam większy wpływ na zaprezentowanie siebie. Gdy czujemy, że mamy na coś wpływ i widzimy sens naszych wysiłków, najpewniej osiągniemy lepszy efekt. Jest taka zabawka dla dzieci, w której trzeba kształt klocka dopasować do otworu. Trójkąt do trójkąta, kwadrat do kwadratu. Nieraz jesteśmy na takim etapie, że wysyłamy CV na oślep i nasz kwadracik albo wielokąt w ogóle nie chce się dopasować, bo w ogłoszeniu jest trójkąt i to jeden model trójkąta równoramiennego

– mówi psycholożka.

Dam radę

Na pytanie „Dlaczego wysłałaś CV, chociaż nie pasowałaś do opisu?” inaczej niż poprzednicy odpowiedziała mi znajoma dziennikarka.

Agnieszka: Planowałam przebranżowienie. Wybrałam branżę, w której wiele kompetencji pokrywało się z moimi. Z redakcji chciałam przejść do działań marketingowych i public relations. Jestem ambitna, szybko się uczę, wiedziałam, że podołam nowym obowiązkom, ale musiałam dostać szansę, żeby to udowodnić.

Dodaje, że to już nie są czasy „siedzenia w jednej firmie 30 lat”, teraz trzeba być w ruchu.

Część moich klientów znajduje się w takiej sytuacji, bo na przykład chcą zmienić standardową ścieżkę rozwoju zawodowego, ale nie pasują do foremki, czyli jakiegoś awatara, szablonu, stanowiska stworzonego przez pracodawcę. Na szczęście coraz popularniejszy jest model kompetencyjny. W nim patrzymy na to, co w ramach danego stanowiska było w zakresie obowiązków, np. pracowałam jako ekspedientka i jestem w stanie wykorzystać nabyte kompetencje – obsługę klienta, komunikatywność, znajomość urządzeń, programów – na innym stanowisku. Bywa niestety, że takie zgłoszenia są odrzucane podczas rekrutacji zautomatyzowanej, nastawionej na z góry ustalone wytyczne. To ciekawe w kontekście prognoz na rynku pracy. Przewiduje się, że do 2027 roku zmieni się 25 proc. zawodów na rynku pracy – mniej więcej tyle zniknie i tyle nowych się pojawi, a wśród tych, które zostaną np. lekarz, prawnik, aż 44 proc. zakresu obowiązków ulegnie zmianie. To już się dzieje od jakiegoś czasu, bo czy praca wykładowcy akademickiego, dziennikarza, jest taka sama jak 5 lat temu, 10 lat temu?

– mówi Patrycja Sawicka-Sikora.

Szczególnie młodsze pokolenia są coraz bardziej elastyczne i otwarte na zmianę pracy. Dla nich przebranżawianie się i szukanie miejsc, które pozwolą nabyć nowe kompetencje, to część naturalnego procesu. Jak jednak przekonać nowego pracodawcę, że warto dać nam szansę?

Patrycja Sawicka-Sikora sugeruje, że warto poszukać kontaktu do człowieka, od którego jesteśmy w stanie się czegoś dowiedzieć, dostać dodatkowy feedback lub spersonalizowaną odpowiedź. Pamiętajmy, że na ogłoszenia odpowiadają nieraz setki, a nawet tysiące osób.

Nawet jeżeli proces jest w połowie automatyczny i nasze CV trafia do rekrutera, to trudno jest odpowiedzieć na wszystkie zgłoszenia. Czasami może w tym pomóc posiadanie profilu na LinkedIn – i budowanie marki osobistej, wielu rekruterów zagląda na ten portal dla profesjonalistów. To także miejsce, w którym można nie tylko siebie dobrze zaprezentować, ale może być ono pomocne podczas rekrutacji, bo umożliwia kontakt z osobami, które takie rekrutacje prowadzą. Wielu moich klientów otrzymuje propozycje pracy bezpośrednio za pomocą wiadomości na koncie LinkedIn. Rozmowa z kimś, kto nam powie, dlaczego nasze zgłoszenie nie spotkało się z entuzjazmem, może być cenną wskazówką. Uważam, że łatwiej byłoby, gdyby osoby poszukujące pracy mogły liczyć na feedback, ale taki prawdziwy. Inaczej dla wielu osób to loteria

– wyjaśnia ekspertka.

Zaklęte koło

Agnieszka: Umiem ocenić swoje możliwości. Nawet jeżeli nie do końca pasowałam do profilu kandydata, to wysyłałam CV, bo wiedziałam, czego będę w stanie się szybko nauczyć. Zresztą – nie czuję, że muszę idealnie pasować pod jakiś generyczny opis, bo przecież na ogół to jakieś przepisywane z innych ogłoszeń frazesy, ważne, żebym miała kompetencje niezbędne do wykonania konkretnych zadań.

Z zarzutem Agnieszki najpewniej zgodzi się wiele osób, które w ostatnim czasie przeglądały oferty pracy. Ogłoszenia to często kopiuj-wklej lub listy wymagań, na których nie może zabraknąć „odporności na stres” i „umiejętności pracy w grupie”. Od kandydatów wymagamy zaangażowania w przygotowanie sprofilowanego CV. A może pora przenieść uwagę na pracodawców? Niejasne i błędnie sformułowane, naszpikowane okrągłymi, niewiele wnoszącymi słowami ogłoszenia sprawiają, że kandydatom trudno nieraz określić, czy pasują do opisu, czy jednak nie bardzo.

Być może dlatego zaledwie blisko co czwarta osoba decyduje się aplikować, gdy w 100 proc. spełnia wymagania. Ponad połowa (52 proc.) robi to, gdy w 75 proc. odpowiada opisowi, a 16 proc., gdy mieści się co najmniej w połowie. wymagań. Jedna na dziesięć osób nie skupia się na tym, czego oczekuje pracodawca – po prostu spodobał im się opis stanowiska lub firma (dane: sondaż przeprowadzony w 2019 roku na portalu poradnikpracownika.pl).

Jak się okazuje, istotna w tym kontekście bywa płeć.

Gdy na nowe stanowisko lub do projektu aplikują kobiety, to wymagają od siebie 10/10, 8/10, 7/10 określonych w ofercie pracy kompetencji. W takim momencie kandydatka może być już przekwalifikowana, a jej motywacja do osiągania celów może być znacznie niższa niż osób, które uczą się nowych rzeczy i się nimi fascynują, poznają nowe tajniki ich fachu. W rozwoju kariery zawodowej potrzebujemy nowości, sensu, przynależności i ciągłej nauki, oczywiście dostosowanej do naszego tempa. Warto dodać, że w tym samym czasie mężczyźni kandydują na to samo stanowisko z kompetencjami około o połowę mniejszymi bez większych skrupułów. Jak podają badania Bizneswoman Roku Sukcesu Pisanego Szminką, wynika to z braku pewności siebie u kobiet. Jedna trzecia Polek nie podejmuje wyzwań zawodowych przez brak wiary w swoje możliwości

– tłumaczy Karolina Krzeska, prezeska agencji PR Rocket Science Communications.

Dodaje, że właśnie dlatego kobiety potrzebują większego wsparcia z otoczenia, aby móc jeszcze bardziej rozwijać się i osiągać cele.

Dla Polek i Polaków coraz bardziej istotna jest również transparentność – nie tylko popierają jasność widełek płacowych, ale uważają również, że jest to sposób na wyeliminowanie różnic w zarobkach kobiet i mężczyzn (dane za: Rzeczpospolita). Ale to jedna strona medalu. Drugą jest to, co dzieje się po aplikowaniu na stanowisko. A raczej – co się nie dzieje. Łatwo wpaść we frustrację, jeżeli odpowiadamy na kilka ogłoszeń w tygodniu i nie dostajemy żadnej informacji zwrotnej.

Postawmy się w sytuacji osoby, która szuka pracy i na początku faktycznie personalizowała CV, pisała listy motywacyjne i poświęcała swoim zgłoszeniom dużo uwagi i czasu. Zero odpowiedzi. Skąd ma wiedzieć, o co chodzi? Co poprawić? Trudno w takiej sytuacji nie czuć spadku motywacji.

Patrycja Sawicka-Sikora: Od swoich klientów często słyszę, że w wielu miejscach systemy rekrutacyjne są zautomatyzowane, czyli nawet gdy ta odpowiedź się pojawia, to jest to wygenerowany komunikat, z którego właściwie niewiele się dowiadujemy. Mówię na to zaślepka: ‘Dziękujemy za przesłane CV, wybraliśmy innego kandydata/kandydatkę’. Co z tego dla wysyłającego CV wynika? Bywa, że trwamy w zawieszeniu, czy nasze CV przeszło do kolejnego etapu rekrutacji, czy czekać na zaproszenie na rozmowę, czy rekrutacja trwa? Współczesny kandydat stoi często w obliczu wielu niewiadomych. Przedłużanie się takiego stanu może powodować frustrację. I nic dziwnego. A także coraz mniejszą nadzieję na oczekiwany efekt – pracę – to wszystko może prowadzić do przekonania, że cokolwiek nie zrobię to i tak efekt będzie taki sam – czyli brak pracy.

Na tym etapie łatwo uznać, że nie ma sensu wkładać wysiłku w zgłoszenia, skoro i tak nie wiemy, od czego zależy, czy CV zostanie zauważone. Co mam zmienić, na co zwrócić uwagę, na czym się skupić?

Nawet jeśli skorzystamy z usług doradztwa przy pisaniu CV nie zawsze to się sprawdzić. Jeśli np. aplikuję na stanowisko i nie mam wystarczających kwalifikacji, to które z nich powinnam podnieść? Nadaję się czy się jednak nie nadaję? Może wybrano jednak kogoś w rekrutacji wewnętrznej? To kwestia mojego doświadczenia i kompetencji? A może kultury i wymagań danej organizacji? Kandydat może tylko ‘gdybać’, jeżeli nie dostaje realnego feedbacku

– komentuje ekspertka.

Dodaje, że istnieje prawdopodobieństwo, że w pewnym momencie dojdzie do sytuacji, że zaczniemy wysyłać CV bez wyeksponowania tego, co w danej rekrutacji jest najważniejsze, bo gdy to robiliśmy, nie dostaliśmy żadnej informacji zwrotnej.

Jeśli trwa to jakiś czas, to istnieje szansa, że wpadniemy w postawę wyuczonej bezradności. Zaczynamy uważać wtedy, że niezależnie od tego, co zrobimy, to efekt będzie ten sam, czyli żaden

– mówi.

Wysyłać czy nie wysyłać CV?

Praca to jeden z ważniejszych filarów codziennego funkcjonowania. Człowiekowi, który nie może znaleźć pracy, grozi wykluczenie ekonomiczne i społeczne, a badania potwierdzają, że istnieje zależność między czasem trwania bezrobocia a pogorszeniem jakości życia i stanu zdrowia psychicznego. W publikacji „Niebezpieczne i niepewne życie – doświadczenia współczesnych bezrobotnych” Anna Wójtewicz i Paweł Kubicki wskazują, że długotrwałe doświadczenie braku pracy – związane z brakiem wsparcia finansowego, emocjonalnego i instytucjonalnego – bywa traumatyzujące. Nieraz to przeszkoda w powrocie na rynek pracy znacznie trudniejsza niż na przykład brak odpowiednich kwalifikacji.

Długotrwałe poszukiwanie pracy bez skutku to bardzo trudne doświadczenie. Nie chodzi tylko o aspekt finansowy, ale także o to, że bez pracy wielu osobom trudno się odnaleźć. O czym rozmawiać ze znajomymi, którzy pracują? Co robić z czasem, w którym inni ludzie pracują? To tylko niektóre z wyzwań u osób poszukujących zatrudnienia. Jeżeli poszukiwanie pracy trwa długo, jest duża szansa, że w pewnym momencie uznamy, że tak już będzie zawsze, że jestem beznadziejny, więc w sumie trudno się dziwić, że nikt nie chce przyjąć mnie do pracy. To rodzaj strategii, która wynika również z tego, że nie wiem, na jakie obszary mogę wpłynąć. Pamiętajmy też, że część osób szuka zatrudnienia, gdy nie ma stałego dochodu i to tylko potęguje stres. Sytuacja nie jest łatwa, gdy spróbujemy sobie wyobrazić, że taka osoba każdego dnia doświadcza kolejnych rozczarowań i odrzuceń. I nie do końca wie, co może zrobić, by zmienić ostateczny rezultat, czyli zdobyć pracę

– opowiada Patrycja Sawicka-Sikora.

Ekspertka zwraca uwagę na istotną zmianę – zautomatyzowanie rekrutacji. Z jednej strony oznacza to przyspieszenie procesu, z drugiej – znacznie zwiększa ryzyko zalgorytmizowania ludzi.

Rekrutacja jest procesem, w którym efektywność jest kluczowa, jednak często zapomina się w niej o znaczeniu komunikacji. Kiedyś zapraszało się osobę na rozmowę i oceniało, czy ona rokuje, czy chcemy postawić na osobę, która może nauczyć się nowych rzeczy. Nieraz przecież jest tak, że człowiek po prostu pasuje do zespołu, ma doświadczenia w pokrewnej dziedzinie i okazuje się to dopiero na spotkaniu, bo trudno to ocenić po samym CV. Działa to też w drugą stronę – potencjalny pracownik może uznać, że jednak nie odnajdzie się w proponowanej strukturze lub zespole. Obecnie nie ma na to czasu, chcielibyśmy za pomocą algorytmu – bo przecież one są fundamentem automatów, które selekcjonują CV – wytypować idealnego kandydata. To jednak nie do końca doskonały system

– mówi psycholożka.

Daria, która niedawno prowadziła rekrutację w warszawskim laboratorium, wspomina pod koniec naszej rozmowy o nieoczekiwanym plusie napływu CV, które nie odpowiadały na wymagania z oferty:

Nagle jedna osoba w firmie złożyła wypowiedzenie i musiałam znaleźć nowego pracownika na stanowisko techniczne. Spośród kandydatów, którzy aplikowali, a nie spełniali warunków, udało mi się wyłowić jedno CV, które odpowiadało wymaganiom na świeżo zwolnione stanowisko techniczne. Od razu się z tą osobą skontaktowałam i nie musiałam ogłaszać nowej rekrutacji. To oczywiście przypadek, ale myślę, że jeżeli podoba nam się jakaś firma czy stanowisko, to warto poszukać kontaktu, wysłać dokumenty, napisać coś o sobie. Nawet gdy akurat nie jest prowadzona rekrutacja.

Człowiek bez pracy jest wykluczony z wielu obszarów społecznego funkcjonowania lub może się tak czuć i bez wątpienia bardzo wpływa to na jego samopoczucie i pewność siebie. Pamiętajmy, by szczególnie wspierać znajomych i bliskich w tym wymagającym czasie, w którym ktoś szuka pracy. Czasami wystarczy kogoś wysłuchać

– podsumowuje Patrycja Sawicka-Sikora.

"Chodź, wszystko jest dla ludzi" – zakrzyknęłam, gdy miałam kilka lat i zaciągnęłam tatę na największą karuzelę w wesołym miasteczku. Ledwo uszłam z życiem, ale niczego nie żałuję. Nigdy więcej nie wsiadłam na żadną karuzelę, jednak nie zmieniło się jedno – uwielbiam doświadczać i próbować, a ciekawość to moje drugie imię. Dlatego opiekowałam się dziećmi, pracowałam w knajpie, organizowałam performatywne czytania czasopism i wykłady psychologiczne o mordercach, robiłam zdjęcia, byłam asystentką aktorki i reżysera w teatrze, przewinęłam się przed telewizyjną kamerą, pobiegałam z radiowym mikrofonem. Jestem chodzącym paradoksem – lubię spokój, ale lubię też, gdy dużo się dzieje. Dlatego moja droga zawodowa to pasmo dziwności i puzzli, które, chociaż z pozoru do siebie nie pasują, to układają się w różnorodną drogę do punktu, w którym jestem. Od 2016 roku jestem recenzentką teatralną. Przez 5 lat, do 2022 roku, współpracowałam z redakcją naTemat (byłam reporterką, wydawczynią, redaktor naczelną serwisów Mamadu i DadHero, liderką obszaru "Kultura"). Od tego czasu próbuję swoich sił jako freelancerka. Obecnie współpracuję z Hello Zdrowie, Hello Mama, F5, Interią i RocketSpace.pl. Studiowałam dziennikarstwo i kulturoznawstwo. Z tego drugiego kierunku została mi miłość do teatru i kina (szczególnie rosyjskiego). Nieustannie coś notuję, moja głowa musi być w ruchu. Kolekcjonuję notatniki, wciąż wymyślam sobie nowe pasje (ostatnio są to wrotki i ukulele), a w wolnych chwilach kocham morze, nad którym kiedyś mam nadzieję zamieszkać.

Reklama Women in Tech

Czytaj także

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w tekście
Zobacz wszystkie komentarze