Tragiczny incydent z kanapką ostatecznie uznany za wypadek przy pracy. Poszło o… kiełbasę

Tragiczny incydent z kanapką ostatecznie uznany za wypadek przy pracy. Poszło o... kiełbasę fot. Pixel-Shot / Shutterstock.com

Najwięcej wypadków przydarza się w domu. Nic więc dziwnego, że wizja pracy zdalnej powodowała zgrozę i przerażenienie w oczach przedsiębiorców, którzy już widzieli jak wpadki z tosterem przełożą im się na wypłacane odszkodowania. A co, gdyby pójść o krok dalej? Sąd Najwyższy rozpatrzył właśnie sprawę, gdzie incydent przywędrował z domowych pieleszy aż do biura, a mimo to został uznany za wypadek w miejscu pracy. Chodzi o śmiertelne zatrucie się kanapką z kiełbasą podczas przerwy lunchowej.

Nie ujmując powagi tragedii, dla wielu osób rzeczona sprawa może wydawać się zabawna lub błaha. Ot, kolejna ciekawostka zaraz koło papugi jeżdżącej na nartach wodnych albo paragonu grozy z Kołobrzegu. Jednakże istota tej sprawy jest znacznie głębsza i dotyczy każdego zatrudnionego. Rozchodzi się bowiem o kwestię odpowiedzialności za wypadki w miejscu pracy, które mogą przydarzyć się każdemu z nas. A ich konsekwencje niejednokrotnie prowadzą nawet do śmierci. Nie można zatem stać z założonymi rękoma i potulnie godzić się z losem. Z podobnego założenia wyszła wdowa po zmarłym z powodu felernej kanapki z kiełbasą. Z pozoru losowy incydent stał się zapalnikiem do poważnej debaty, jakie zdarzenia można zakwalifikować jako wypadek w miejscu pracy.

Afera o kanapkę. Chronologia zdarzeń

Ta sytuacja mogła przydarzyć się niemal każdemu. Praca, zwłaszcza w trybie stacjonarnym, wymaga od zatrudnionych wyjątkowo rygorystycznego przystosowania się do warunków. Również w kwestii żywienia. Jedni stawiają na wspólne zamawianie posiłków całą ekipą, inni wychodzą indywidualnie do pobliskiej knajpy, w niektórych miejscach można nawet skorzystać z dobrodziejstwa firmowego bufetu. Niesłabnącą popularnością cieszy się jednak system samodzielnego przygotowywania posiłków w domu, a następnie zabierania ich ze sobą do zakładu. Na takie rozwiązanie zdecydował się również nieboszczyk in spe, który tego dnia miał przygotowaną prostą, lecz jakże polską kanapkę z kiełbasą. Po spożyciu posiłku mężczyzna zaczął się jednak czuć bardzo źle. W efekcie odwieziono go do szpitala, gdzie zmarł w wyniku zatrucia. Tutaj jednak historia wyjątkowo nie kończy się.

Wdowa po mężczyźnie zdecydowała, że nie może zostawić tej sprawy bez echa. Między nią a byłym pracodawcą męża wynikł spór dotyczący uznania zdarzenia za wypadek w miejscu pracy. Pogrążonej w żałobie rodzinie przysługiwałaby w takiej sytuacji chociaż renta rodzinna wypadkowa. Świadczenie, które jest o wiele korzystniejsze niż jego ogólny odpowiednik. Zwłaszcza biorąc pod uwagę również obciążenie niezbywalnymi kosztami pochówku. Dodatkowo przysługiwałoby jej jednorazowe odszkodowanie z ZUS-u. Pracodawca nie zgadzał się jednak z tym poglądem ze względu na konieczność wypłacania wyższych należności na ubezpieczenie wypadkowe. Te wyliczane są dla całego zakładu na podstawie ustalonego ryzyka, które w nim panuje. Śmiertelny wypadek wpływa bezpośrednio na zawyżenie stopy procentowej składki.

W rezultacie sprawa trafiła do sądu, który orzekł na niekorzyść kobiety. Wystąpiła ona jednak z apelacją. W maju 2021 roku sąd apelacyjny ustalił, że opisane zdarzenie może zostać uznane za wypadek w miejscu pracy. I chociaż firma wniosła skargę kasacyjną, że owe zdarzenie nie wynikło z żadnego z jej zaniedbań, 28 czerwca 2023 roku Sąd Najwyższy ostatecznie ją odrzucił. Przychylając się tym samym do raz wydanego werdyktu. Sprawa, która trwała przez kilka lat finansowo mogła już rozejść się po kościach, jednak satysfakcja z otrzymanej sprawiedliwości jest bezcenna.

Czym jest wypadek w miejscu pracy i kto wypłaca odszkodowania?

Zapewne wydaje się niejasne, w jaki sposób zakwalifikować zjedzenie pysznej domowej kanapki z kiełbasą jako wypadek w miejscu pracy. Przecież firma nikogo nie zmuszała do jej konsumpcji. Z perspektywy prawnej jest to jednak o wiele bardziej skomplikowana kwestia.

Wypadek przy pracy zachodzi, gdy pracownik doznaje urazu lub śmierci ze względu na przyczynę zewnętrzną, które ma związek z pracą. Wynika to z art. 3 ust. 1 ustawy o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych (t.j. Dz. U. z 2022 r. poz. 2189). Kluczowym aspektem jest tutaj zewnętrzność przyczyny oraz czas wystąpienia zdarzenia w godzinach pracy. Nie może ona wynikać z samego stanu zdrowia poszkodowanego. Przykładowo, samoistny zawał w miejscu pracy nie będzie traktowany jako wypadek. Natomiast uderzenie belką przy budowie już owszem. Wątpliwości budzą natomiast kwestie spowodowane pogorszeniem stanu zdrowia w wyniku pracy, czyli przykładowo wystąpienia zawału spowodowanego nerwowymi sytuacjami w niej, jednak dopiero po fajrancie i opuszczeniu zakładu.

Poszkodowani mogą liczyć na jednorazowe odszkodowanie oraz na rentę w przypadku, jeśli utraty zdolności do pracy. W przypadku śmiertelnego wypadku o rentę i świadczenie mogą ubiegać się najbliżsi. Co ciekawe, istnieje nawet taryfikator do wyliczania odpowiedniej kompensacji. W 2023 roku za każdy procent długoterminowego uszczerbku na zdrowiu przysługuje obecnie 1269 zł jednorazowego odszkodowania. Takie wyliczanie może wydawać się nieco bezduszne, gdyż zdrowie jako wartość niematerialna może deklasować wszelkie pieniądze. Niemniej pozwala to na funkcjonowanie systemu i choć częściowo rekompensuje straty ofiarom. Warto zauważyć, iż odszkodowania i renty są wypłacane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, tak więc pracodawca nie ponosi bezpośrednich kosztów wypłaty. Jednakże, mają one wpływ na wyliczanie wysokości składek ubezpieczenia wypadkowego w danym zakładzie pracy, zwiększając ich koszt w długim okresie. Z tego względu, przedsiębiorstwa często zwracają się do sądu, gdy mają wątpliwości czy dane zdarzenie nosiło znamiona wypadku.

Czy za każdy wypadek w miejscu pracy należy się odszkodowanie?

Wyrok sądu apelacyjnego i kasacja skargi ze strony Sądu Najwyższego potwierdziły zasadę, że pracownikowi należy się odszkodowanie za każdy wypadek w miejscu pracy. Czyli za każdy uraz wywołany przyczyną zewnętrzną, który nastąpił w tym czasie. Nawet jeśli pracodawca nie miał nic wspólnego ze zdarzeniem. W uzasadnieniu orzeczenia, sędzia Romualda Spyt zauważyła, że powiązanie funkcjonalne z obowiązkami jest konieczne tylko, jeśli incydent ma miejsce po godzinach pracy. Na przykład podczas drogi do zakładu. Niestety, wiąże się to też ze stratą dla pracodawcy, który musi w efekcie zdarzenia opłacać wyższe składki ubezpieczenia wypadkowego. Jest to jednak ryzyko, którego trzeba być świadomym decydując się na zatrudnienie pracowników. Niestety, wypadki chodzą po ludziach.

Redaktorka

Z wykształcenia filolog języka francuskiego, jednak od najmłodszych lat emocjonalnie związana z dziennikarstwem i działalnością literacką. Interesuje się szerokim wachlarzem tematycznym, zaczynając od kwestii językowych, kulturowych i społecznych, poprzez finanse i ekonomię, aż po naukę i prawo. Można powiedzieć, że w życiu podąża za iście renesansową definicją bycia "humanistą".

Banner kierujący do e-booka:

Czytaj także

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w tekście
Zobacz wszystkie komentarze