Podwyżka inflacyjna – tak czy nie? Jak rozmawiać z pracodawcą?
podwyżka inflacyjna - jak rozmawiać z szefem
fot. Pexels / Tima Miroshnichenko

„Wszystko jest drogie jak cholera” – krzyczą Polacy. Jak rozmawiać z szefem o podwyżce inflacyjnej? Pytamy ekspertkę

Rozmowa z Małgorzatą Marczulewską, założycielką "Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom"

Podwyżka inflacyjna to temat, który spędza sen z oczu pracowników. Coraz częściej w mediach, również społecznościowych, słychać głosy, że Polakom nie wystarcza do 1-ego. Muszą zarabiać więcej, aby się utrzymać. Niektórzy podejmują dodatkowe prace. Inni chcą się przebranżowić do lepiej płatnych branż jak IT. A jeszcze inni chcą ubiegać się o podwyżkę inflacyjną u obecnego pracodawcy. Jak o niej rozmawiać i czy to coś, co po prostu nam się należy?

Podsumowując sytuację społeczno-gospodarczą w Polsce i na świecie, można by rzec „taki mamy klimat”. Tyle że ten klimat jest coraz mniej przyjemny dla pracowników wielu sektorów, którzy gromadnie zauważają, że zarabiają za mało, by przeżyć. Albo by żyć na takim poziomie, do jakiego dotychczas się przyzwyczaili. Jak rozmawiać z pracodawcą o podwyżce inflacyjnej? Z czym dziś zmagają się pracownicy, zarówno white jak i blue collars? O tym rozmawiamy z Małgorzatą Marczulewską, założycielką „Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom”.

Podwyżka inflacyjna – jak o niej rozmawiać z pracodawcą? Pytamy Małgorzatę Marczulewską, prezeskę Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom

Joanna Tracewicz: Inflacja przekroczyła już 17 proc. Zewsząd słychać o tym, że Polakom i Polkom pogarsza się jakość życia. Wielu po prostu wypłata na etacie nie wystarcza do 1-ego. Czy inflacja powinna być motywacją do podwyżki? To dobry argument pracownika dla szefa?

Małgorzata Marczulewska: Inflacja to zjawisko, które w oczywisty sposób jest świetnym argumentem, gdy chcemy zasygnalizować pracodawcy, że nasza stopa życia się pogorszyła. Widzimy wzrosty cen, trudno jest dyskutować z faktami. Swojego czasu obserwowaliśmy wiele próśb czy wniosków o podwyżkę. Były argumentowane pandemią, a teraz mamy raczej argumentacje w stylu „bo inflacja, bo stopy procentowe, bo wszystko drogie jak cholera”. Pracodawcy muszą być świadomi, że utrzymanie pensji w miejscu nie będzie satysfakcjonować zespołu i jest to groźba utraty pracowników. Jednocześnie chodzenie po podwyżkę co miesiąc, bo wzrosła inflacja, może być przesadą w drugą stronę. W tym temacie największy problem mają pracownicy sektora publicznego. Nie mogą liczyć na żadne podwyżki albo na wzrosty tak symboliczne, że nie jest to nawet „połówka” inflacyjnego wzrostu.

Wspomina Pani o problemach w sektorze publicznym. Jednak pracownicy prywatnych firm też niekoniecznie mają łatwo. Często małe firmy nie mają żadnych procedur związanych z renegocjacją wynagrodzenia. Wszystko zależy od „widzimisię” szefa, który odpowiada za całe przedsiębiorstwo. Jak odpierać argumenty – chcesz zarabiać więcej, rób więcej? To de facto nie jest podwyżką, a po prostu zwiększeniem zapłaty za zwiększenie obowiązków.

To bardzo częsta propozycja – szczególnie w sektorach, w których nie ma swoistej „bitwy o pracownika”. Mowa np. o gastronomii, hotelarstwie, czasem także handlu. W tych sektorach rotacja jest wielka. Czasem kadra zarządzająca nie przywiązuje wagi do tego, czy jakiś pracownik zostanie, czy odejdzie. Bardzo często słyszymy od pracowników handlu czy osób sprzątających, że nie ma mowy o podwyżkach, bo nie ma pieniędzy, ale nadgodzin damy ci tyle, ile chcesz. Więcej, zdarzają się premie za nadgodziny np. pracujesz 8 godzin i masz stawkę minimalną, ale za każdą dodatkową godzinę płacą dwa razy tyle. Nadgodziny to nie jest podwyżka, tylko perspektywa wyższych zarobków.

Rozmowa z pracodawcą to zawsze podstawa do osiągnięcia odpowiednich celów – czasem o podwyżkę trzeba starać się bardziej, a czasem po prostu zakomunikować potrzebę. Jeżeli nasz szef słownie wyrazi zadowolenie z naszej pracy to naturalną koleją rzeczy powinno być zwiększenie gratyfikacji lub chociaż satysfakcjonująca premia. Nie ma obecnie szefów, którzy mogą pozwolić sobie na ignorowanie sygnałów od pracowników.

Strategii, jakich przyjmują pracownicy udający się po podwyżkę, jest wiele, ale najczęstsze według mnie są następujące: „Szefie, bardzo proszę o podwyżkę, bo jeżeli jej nie dostanę to odchodzę”. Inna sytuacja: „Proszę o podwyżkę, bo zgłosił się do mnie inny pracodawca i rozważam odejście”.

W pierwszym przypadku to strategia roszczeniowa, zwykle pokazująca, że praca sama w sobie nie jest celem, a zysk i pracownik nie identyfikuje się z pracodawcą. Druga opcja jest bardziej uczciwa, bo daje pracodawcy możliwość odpowiedniej reakcji. Takie sytuacje masowo zdarzają się w sektorze IT czy budownictwie, gdzie działalność headhunterów jest niemal codziennością.

A jak pracownicy radzą sobie z odmową?

Bardzo różnie. Do naszego stowarzyszenia trafiło kilkanaście skarg od pracowników, którzy zastanawiają się jak przełamać mur obojętności pracodawcy na potrzeby finansowe pracowników. Bardzo istotne jest tu realne rozeznanie w sytuacji pracodawcy – jeżeli następuje tu realna sytuacja kryzysowa to oczekiwanie, że pracodawca będzie podnosić pensje, jest raczej złudzeniem. Nie ma jednak wątpliwości, że gdy widzimy, że firma jest w dobrej kondycji, zwiększa zatrudnienie, prowadzi aktywny marketing to mamy prawo mieć oczekiwania względem sukcesywnego podnoszenia wynagrodzeń. Niska pensja, brak podwyżek, brak premii – to w dzisiejszych czasach czynniki, które frustrują, zabierają sympatię do pracodawcy – sprawiają, że nie czujemy, że to jest „nasze miejsce”. Każdy gest w stronę pracownika jest zwykle mile odbierany i należy o nie dbać.

Czasem pracownicy akceptują odmowę i pracują dalej, ale znacznie częściej rozpoczynają poszukiwanie alternatywnych ofert. Wszystko zależy od sytuacji gospodarczej, od sektora gospodarki, od regionu, z którego pisze pracownik. Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, choć są zwiastuny tego, co może się stać i pracodawca, który jest czujny wyczuje to w relacji z pracownikiem.

Podwyżka inflacyjna – pytać czy nie?

A jak rozmawiać o podwyżce z pracodawcą?

Należy czy się nie należy? Prosić? Żądać? Sugerować? Czekać na inicjatywę szefa? Ile pytań, a odpowiedzi na nie są tak niejednoznaczne. Nie powinno być tak, że każdy podwyżkę dostaje z automatu niezależnie od wyników. To demotywuje i sprawia, że podwyżka nie daje nam satysfakcji i motywacji do pracy, a taki powinien być efekt uboczny.

Sugerowałabym pracownikom odwagę – jeżeli czujemy, że nasza praca jest więcej warta, a dookoła wszyscy zarabiają coraz więcej, to jest to też czas dla nas. Pracodawcy muszą być czujni i doceniać swoich pracowników.

Polakom łatwo jest dostać podwyżkę?

Nie jestem wielbicielką demonizowania przedsiębiorców. Nie jest prawdą, że wszyscy to krwiożerczy kapitaliści, którzy wysysają z pracownika ostatnią kroplę krwi i serwują im codzienne, zawodowe przeczołgiwanie. Nasze stowarzyszenie powstało nie po to, by walczyć z przedsiębiorcami jako grupą społeczną, a tym odsetkiem, procentem, promilem, który jest patologiczny. Kiedyś nieuczciwych przedsiębiorców było więcej. Teraz mamy rynek pracownika. I on wymusił na niektórych weryfikację swoich zachowań – zarówno pod kątem płacenia jak i pod kątem team buldingu.

Historii dotyczących pracowników jest mnóstwo – jeżeli pracodawca odmawia podwyżki i robi to celowo, to zwykle są to ciekawe historie. Pracodawca opowiada, że nie ma pieniędzy, że jest na skraju bankructwa. Albo stara się przeciągnąć w czasie proces rozmowy z pracownikiem. Najbardziej patologiczne przypadki z ostatnich miesięcy to sytuacje, gdy pracodawca wiedząc, że pracownik stara się o podwyżkę, nasyła na niego kontrole albo dokładny audyt jego pracy i nagle z powodu jakiegoś niedociągnięcia podwyżka jest anulowana. To zachowanie pełne arogancji i pogardy dla ciężkiej pracy pracowników.

Natrafiłam ostatnio na tekst z tego roku, w którym analityk, Bartosz Turek, dla InnPoland twierdzi:

Dawanie podwyżek wyłącznie z tytułu inflacji jest nie fair (…) kwestia inflacji jest mało znaczącym – a być może nawet nieistotnym – argumentem podczas negocjacji podwyżki. (…) przyznawanie podwyżki ze względu na inflację jest działaniem proinflacyjnym (…) Jeśli pracodawca przystanie na 15-procentową podwyżkę, bez wątpienia jest to czynnik napędzający inflację. Działa tu mechanizm: wzrost kosztów produkcji powoduje wzrost cen, a wzrost cen powoduje, że żądamy od pracodawców wyższych pensji, a to powoduje wzrost kosztów, które prowadzą do kolejnego wzrostu cen dóbr i usług – jedno goni drugie (…) kiedy ludzie mają w portfelach więcej pieniędzy, wtedy stać ich na więcej i więcej wydają, nawet jeśli ceny rosną.

Co Pani o tym sądzi?

Nie jestem kompetentna, by wchodzić w spory z intelektualistami z zakresu ekonomii. Zapewne Pan Turek jest wybitnym teoretykiem. Pytanie: czy kiedykolwiek jego przetrwanie zależało od statystyk inflacyjnych, na które się powołuje? Zakładam w ciemno, że nie. Jeżeli pracownica dyskontu zarabia 4 tys. zł, opłaca za to mieszkanie, kredyt, kupuje sieciówkę na autobus i zostaje jej 1 tys. zł na przeżycie, to ona naprawdę nie przyjmuje ekonomicznego gdybania jako faktu. Proszę mi wierzyć, inflacja to realny problem tych, którzy widzą jak ich portfel zaczyna się kurczyć. Ostatnio rozmawiałam z jedną z pracownic. Zgłaszała nam problem związany z brakiem przedłużenia umowy z powodu częstych zwolnień lekarskich na dziecko. Opowiadała o tym, że pod koniec sierpnia wybierała: teraz kupuję buty, za tydzień kupię koszulę dla dziecka, a za dwa spodnie. Nie jednocześnie, bo nie ma tyle pieniędzy. Do mnie te historie przemawiają bardziej niż opinie uczonych – zaznaczam – pewnie wybitnych teoretyków.

Nie jestem zwolenniczką dyskusji o tym, jak bardzo mamy zaciskać pasa i być ascetyczni w wydatkach. Zwykle bowiem radzą nam to ci, których głód i bieda nigdy nie dosięgną. Serdecznie pozdrawiam więc wszystkich polityków i ludzi biznesu.

Ile proc. podwyżki jest więc zasadne, jeśli chodzi o podwyżkę w ogóle i podwyżkę inflacyjną? O ile warto prosić?

10 proc. to podwyżka, którą należy uznać za standard i podstawę. Uważam, że podnoszenie pensji o minimum wskaźnik inflacyjny to dobra praktyka.

A czy pracownika powinny obchodzić koszty pracodawcy, co jest np. używane jako argument, żeby podwyżki nie dać, „bo system”?

Zaskoczę Panią – jestem przekonana, że każdy odpowiedzialny pracownik zdaje sobie sprawę, że pracownik i pracodawca jadą na tym samym wózku. W zdrowej relacji gospodarczej pracownik dba o świetne wykonanie pracy, bo partycypuje w zyskach pracodawcy. A pracodawca dba o pracownika, bo wie, że zyski firmy i jego dobrobyt to efekt jego ciężkiej pracy. Pandemia pokazała nam piękną solidarność. Ostatnio miałam sytuację, że napisał do mnie piekarz. Jego zespół zgodził się na obniżkę wynagrodzeń do marca o 20 proc., ale niech nikt nie będzie zwolniony i niech firma działa dalej. To piękny gest wobec szefa, który znalazł się w kryzysie.

Oczywiście kultura urzędowa czy korporacyjna nie zakłada przesadnej ideowości w miejscu pracy. To w gruncie rzeczy smutna konkluzja. Podsumowując i odpowiadając wprost na pytanie: współpraca jak najbardziej tak. Nie przyjmuje jednak do wiadomości argumentu: nie dam ci podwyżki, bo jest mi ciężko jako pracodawcy. Wszystkim jest ciężko.

Często takie rozmowy o podwyżkę, a nawet ich wizja, budzą w pracownikach strach. Na grupach facebookowych, skoncentrowanych na temacie pracy, roi się od takich historii, w których stres bierze górę nad pracownikiem. Skąd w nas strach i wstyd, by wnioskować, zawalczyć o podwyżkę?

Niektórym wstyd, że proszą o pieniądze lub po prostu nie chcą się przyznać, że nie wystarcza im na życie. Może boją się odmowy lub reprymendy. Natomiast w tej kwestii naprawdę wiele się zmienia. Jeszcze 5 lat temu rozmowa o pieniądzach budziła w nas poczucie skrępowania. Może chcemy za wiele? Zwolnią nas? Pomyślą, że jesteśmy roszczeniowi? Takie pytania towarzyszyły większości pracowników. Dzisiaj do odwagi w mówieniu o pieniądzach zachęcają nas przede wszystkim aspiracje. Kiedy wszyscy mówią o tym, że jest inflacja, że jest ciężko, że jest wiele propozycji dookoła – to stajemy się z automatu odważniejsi. A także bardziej zmoblizowani do tego, by mówić o tym, że to, co mamy jest dla nas niesatysfakcjonujące.

To zresztą sprawia, że czasem jesteśmy świadkami przesadzania w drugą stronę. Zdarzają się sprawy, że ktoś stracił pracę, bo jego oczekiwania wobec pracodawców były formułowane kontrowersyjnie. Na przykład: „Podwyżka albo odchodzę”, „Mam 3 propozycje, proszę tysiąc w górę albo odchodzę”. Pracodawcy lubią wiedzieć, że mają pożądanych pracowników, ale nie lubią, gdy ktoś stawia im warunki lub czuje się zbyt pewnie.

Jakie rozwiązania systemowe firmy powinny wprowadzić, aby pracownicy mieli równe szanse? Żeby nie liczyło się to, że ktoś ma albo nie ma śmiałości po taką podwyżkę iść do pracodawcy?

Ważne jest jasne ustalanie relacji pracownik-pracodawca. Bardzo częstą praktyką jest ostatnio umowa waloryzacyjna. Weryfikacja wysokości wynagrodzenia następuje np. 6 miesięcy od zatrudnienia lub przy realizacji kolejnego projektu lub kontraktu. To powoduje, że pracodawca wie, kiedy złożyć nową ofertę, a pracownik nie musi obawiać się rozmowy o pieniądzach. Musimy jako społeczność gospodarcza wypracować dość optymalny sposób rozmowy o pieniądzach. Nie można sugerować się tym, że skoro co miesiąc rośnie inflacja, to my co miesiąc powinniśmy dostawać podwyżkę. Tutaj trochę nastąpiła „informatyzacja” całej gospodarki. Wiele osób wie, że w sektorze IT można bardzo regularnie podbijać zarobki. I wiele osób takie myślenie przerzuca na inne sektory swojej pracy, co może być odbierane negatywnie.

Jak zatem społeczeństwo sobie z tą inflacją powinno poradzić?

To nie społeczeństwo powinno radzić sobie z inflacją, a Rząd RP i Narodowy Bank Polski. Oczywiście jestem świadoma, że działanie antyinflacyjne wiązać się będzie z wieloma wyrzeczeniami społecznymi. Nie ma jednak zgody pracowników na to, by asceza i wielkie narodowe oszczędzanie zaczynało się od tych, którym już dzisiaj się nie przelewa.
________________________________________________________________________________________________

Wywiad z Małgorzatą Marczulewską - podwyżka inflacyjna
Małgorzata Marczulewska, założycielka Stowarzyszenia „Stop Nieuczciwym Pracodawcom”

Małgorzata Marczulewska – założycielka Stowarzyszenia „Stop Nieuczciwym Pracodawcom”. Ukończyła Ekonomię na Uniwersytecie Szczecińskim. Od ponad 20 lat aktywnie zajmuje się prowadzeniem negocjacji z dłużnikami oraz windykacją. W 2012 roku stworzyła grupę Averto, w skład której wchodzi firma zajmująca się windykacją należności oraz agencja detektywistyczna. Swoje umiejętności negocjacyjne wykorzystuje do celów odzyskiwania należności na rzecz poszkodowanych zarówno na etapie polubownym jak i komorniczym. W swojej praktyce zawodowej wielokrotnie spotkała się osobami pokrzywdzonymi przez pracodawców. W związku z tym w 2017 roku założyła Stowarzyszenie „Stop Nieuczciwym Pracodawcom”.
________________________________________________________________________________________________

Źródło zdjęcia głównego: Pexels / Tima Miroshnichenko