Nie zwolnią cię, ale zabiorą ci twoją pracę. Czym jest quiet cutting i jak odbija się na pracownikach?

Nie zwolnią cię, ale zabiorą ci twoją pracę. Czym jest quiet cutting i jak odbija się na pracownikach? fot. Krakenimages.com / Shutterstock.com

Quiet cutting to trend na rynku pracy zyskujący coraz większą popularność. Uwaga! Ta moda niekoniecznie spodoba się pracownikom, których rzeczywistość w firmie zmienia się z dnia na dzień. Czym jest „ciche cięcie” czy też „cicha redukcja”?

Zostań opiekunem Gapcia! 🐶

Aplikuj

Quiet quitting, quiet hiring, quiet firing – ostatnie miesiące upłynęły pod hasłem „cichych praktyk” na rynku pracy, tak po stronie pracowników, jak i pracodawców. A to pracownicy cicho rezygnują z wychodzenia przed szereg i zaangażowania, stwierdzając, że będą wykonywać absolutne minimum. A to firmy poszukują dyskretnie nowych specjalistów bez prowadzenia otwartej rekrutacji albo próbują doprowadzić do sytuacji, w której pracownik sam podejmie decyzję o zwolnieniu. Teraz świat obiegło nowe hasło – quiet cutting. I choć znowu mamy do czynienia z czymś cichym, w tym przypadku z „cichym cięciem”, nowy trend może być powodem do głośnego niezadowolenia. Zwłaszcza że najbliżej mu do „cichego zwalniania”, a przynajmniej taki może być jego efekt.

Czym jest quiet cutting?

Quiet cutting, czyli inaczej „ciche cięcie” czy „cicha redukcja”, to nowa praktyka firm, o której najgłośniej mówi się w Stanach Zjednoczonych. Jak czytamy w „The Wall Street Journal”, na takie kroki zdecydowały się już różne korporacje, m.in. Adidas, Adobe, IBM i Salesforce. Na czym quiet cutting polega? Misterny plan realizowany jest w białych rękawiczkach. Firma nie zwalnia pracownika. Jednak ten z dnia na dzień dowiaduje się o redukcji własnego stanowiska albo o rozwiązaniu jego zespołu. Co dalej? Dostaje propozycję z gatunku tych nie do odrzucenia: możesz objąć nową, inną pozycję.

A jeśli nie miałeś wcześniej z takimi obowiązkami do czynienia i nie posiadasz odpowiednich kwalifikacji?

Cóż, dla chcącego nic trudnego. Jessica Nevitt, wykładowczyni w Kelley School of Business na Uniwersytecie Indiana, twierdzi, że quiet cutting jest niebezpieczną strategią, bo wiele osób takie ruchy o przesunięciu może zinterpretować jako celową chęć pozbycia się danej osoby. I – jak słychać w dyskusjach przetaczających się przez media – to właśnie taka idea ma przyświecać wielu firmom, dopuszczającym się tego typu procederów. Zwłaszcza, że redukcja danego etatu i zaproponowanie pracy na innym stanowisku może wiązać się z degradacją czy obniżeniem pensji. A to, umówmy się, nie działa korzystnie na morale kogokolwiek.

Money.pl podaje też przykład innego podejścia do pracowników, obrazującego „ciche cięcie”. O co chodzi? O nagłą rezygnację z pracy zdalnej, mimo wcześniejszych zapewnień, że taka sytuacja się nie wydarzy. Nietrudno sobie wyobrazić, że nawet znaczne ograniczenie takiej możliwości może skutkować niezadowoleniem ze strony zespołu. A nawet być przyczyną rezygnacji z pracy w danej firmie. Obcinanie różnego rodzaju przywilejów, benefitów czy pozbawienie pewnej wygody pracowników sprawia, że firma staje się po prostu mniej konkurencyjna na rynku.

Ciche cięcie satysfakcji. Jak quiet cutting może wpłynąć na pracowników?

Quiet cutting na pewno może przysłużyć się organizacjom, zwłaszcza w dobie globalnych kryzysów. Redukcje etatów bez konieczności wypłacania odpraw, w teorii mniejsza rotacja wśród zatrudnionych, zmniejszenie kosztów na zasoby ludzkie, a więc znalezienie oszczędności w firmie. Warto jednak zastanowić się, czy w dalszej perspektywie, takie kroki nie są tylko krótkoterminowym zyskiem. Mimo że rynek pracy staje się dla pracownika bardziej wymagający, choćby pod kątem posiadanych kompetencji, i trzeba się bardziej postarać, by pracę znaleźć, wciąż jest zapotrzebowanie na specjalistów z różnych dziedzin. Nie ta firma, to kolejna. A proces rekrutacji też jest kosztowny. To przecież nie tylko pieniądze wydane na promocję oferty pracy. To także czas pracy działu HR czy innych osób zaangażowanych we wdrożenie nowego pracownika.

Głównym kosztem quiet cuttingu jest pogorszenie sytuacji pracownika. Jak łatwo się domyślić, sytuacja, w której ktoś pozbawia nas dotychczasowego zajęcia i nie zważa na nasze kompetencje, może wywołać nie lada konsternację i wzmóc poczucie zagrożenia. Podjęcie decyzji o zwolnieniu z danego miejsca pracy nie jest jednak krokiem, który dobrze jest podejmować pod wpływem chwilowej emocji. Można więc założyć, że spore grono pracowników zostanie postawionych przed karkołomnym wyzwaniem dostosowania się do oczekiwań firmy w trybie pilnym. To w konsekwencji może skutkować nadmiernym stresem, spadkiem motywacji, efektywności, poczuciem wykluczenia. A nawet wypaleniem zawodowym, jeśli taki stan będzie utrzymywał się długotrwale. Wspomniane koszty poniesie oczywiście pracownik, ale i pracodawca. Ponure nastroje w firmie i zwalniający się kolejni ludzie na pewno nie wpływają pozytywnie na wizerunek budowany na rynku.

Quiet cutting można podsumować jednym zdaniem – trudne sytuacje wymagają trudnych rozwiązań.

Szkoda byłoby tylko, aby przeciąganie liny zakończyło się jej przerwaniem, a na końcu twardym lądowaniem dla jednej i drugiej strony.

Redaktor naczelna RocketSpace.pl

Od ponad dekady działa w mediach. Publikowała w "Polityce", "VICE" czy "Dzienniku Zachodnim". Przez wiele lat pełniła funkcję szefowej serwisu Rozrywka.Blog w Grupie Spider's Web. Na bieżąco śledzi trendy społeczne i wiadomości popkulturowe. W myśl tego, że "wszystko jest połączone", interesuje ją interdyscyplinarne podejście do zjawisk.

Banner zachęcający do adopcji psów ze Schroniska

Czytaj także

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w tekście
Zobacz wszystkie komentarze