„Kiedy obok naszego nazwiska pojawia się nazwa firmy, stajemy się taką zupą pomidorową” – Martyna Tarnawska o tym, co dziś wkurza ją na LinkedInie

fot. Martyna Tarnawska

LinkedIn to medium społecznościowe, poświęcone relacjom zawodowo-biznesowym. Na całym świecie ludzie tworzą sieci kontaktów, które mają pomóc im rozwijać się, znaleźć pracę i pracowników. Czy trzeba być dziś na LikedInie? I jak się poruszać w tym środowisku? O tym rozmawiamy z Martyną Tarnawską, Digital Innovation Lead z Socjomanii i mistrzynią LinkedIna według Forbes Women Polska.

Czy na LinkedInie jest miejsce na zwykłe życie, a może to prawda – jak ostatnio powiedział Elon Musk – że ten serwis jest cringe’owy? W jaką stronę zmierza społeczność skupiona wokół relacji zawodowych? Martyna Tarnawska z Socjomanii i mistrzyni LinkedIna według Forbes Women Polska opowiedziała nam o tym, jak dziś buduje się społeczność na LinkedInie i jak pomóc sobie znaleźć tam nową pracę.

Wywiad z Martyną Tarnawską, mistrzynią LinkedIna

Joanna Tracewicz: Każdy pracownik powinien mieć dziś konto na LinkedInie?

Martyna Tarnawska: Tak, ale nie tylko. Osoby, które dopiero wchodzą na rynek pracy, czyli np. studenci również. I ich do tego mocno namawiam, zawsze kiedy z nimi współpracuję. LinkedIn to miejsce dla kandydatów do pracy, jak i pracowników z krótkim stażem, ale też tych, którzy już wymiatają w biznesie i na rynku pracy.

A po co mamy tam się pojawić i bywać?

Powody są oczywiście różne, w zależności od tego, w jakiej jesteśmy sytuacji życiowej czy zawodowej. Ważne jest, by znaleźć osobistą motywację. Być może jesteśmy osobą, która lubi się rozwijać czy chce zbudować swoją pozycję jako eksperta w danej branży. To zresztą jeden z najpopularniejszych celów, które stawiają sobie użytkownicy LinkedIna. 

Ale LinkedIn może też być świetnym źródłem branżowych informacji, które często tam pojawiają się jako pierwsze. Kiedyś mówiło się, że dawny Twitter, a dziś X, jest medium, które zapewnia nam najszybszy dostęp do newsów. I choć w wielu branżach wciąż tak jest, myślę, że LinkedIn powoli przejmuje tę rolę. Jeśli chcę wiedzieć, jak pracują różne zespoły czy co się dzieje na rynku, zaglądam właśnie tam. Innymi powodami może być dzielenie się wiedzą, budowa własnego wizerunku, ale też wizerunku naszej marki, sprzedaż czy rekrutacja, a więc cele bardziej firmowe, związane z naszym stanowiskiem, niż stricte osobiste.

Społeczność na LinkedInie

Jesteś mistrzynią LinkedIna – takim mianem określił cię Forbes Women Polska. Jaki jest twój patent na ten serwis i jak dziś buduje się tam zaangażowanie, animuje społeczność? To chyba największa zmora wszystkich, którzy chcą mieć zasięgi – jak sprawić, żeby inni przybili nam wirtualną piątkę, by nie zostać z tą ręką uniesioną w górze bez reakcji…

Kluczem i zarówno wyzwaniem jest znalezienie grupy ludzi, którzy mają podobne frustracje, potrzeby i aspiracje. Ponadto ważne jest zrozumienie, że zaangażowanie społeczności jest możliwe tylko dzięki wymianie. Musisz dawać coś od siebie, aby czerpać od innych – moje talenty mi sprzyjają, bo ja po prostu lubię to robić, a więc dzielić się – wiedzą, inspiracjami, obserwacjami. LinkedIn to jedyne w swoim rodzaju miejsce, gdzie możesz porozmawiać z każdą osobą, którą cenisz i która cię inspiruje, a którą np. usłyszeliśmy na jakimś znakomitym evencie i normalnie pewnie kontakt z nią by się urwał. Na LinkedIn możesz napisać do takiego eksperta, zadać mu pytanie, czerpać z jego wiedzy i doświadczenia. Kilka razy mi się to zdarzyło i właśnie za to cenię ten serwis. 

Moim celem nigdy nie było zostanie mistrzyną LinkedIna, o pojawieniu się na tej liście dowiedziałam się zupełnie przypadkiem. Wychodzę z założenia, że najważniejsze jest, aby zadać sobie pytanie – co ja chcę z bycia tu wynieść co chcę osiągnąć. Być może mój cel jest służbowy i chcę znaleźć ludzi do zespołu, a być może chcę poinformować innych o moim produkcie. A może chcę znaleźć pracę w wymarzonej firmie? Odpowiedź na takie pytanie będzie wskazówką, jak stworzyć na LinkedInie swoją przestrzeń.

Personal branding a LinkedIn

LinkedIn kojarzy się z miejscem, które ma nam pomóc gładko przejść z jednej pracy do drugiej, jeśli tego chcemy albo sytuacja tego wymaga. Co jest pomocne w budowaniu personal brandingu? Jak uwiarygodnić swoje kompetencje i samego siebie?

Tu znowu wrócę do wymiany. Jeśli chcemy otrzymać zaufanie, chcemy zostać zaproszeni do jakiegoś projektu, materiału eksperckiego, musimy sami dużo dawać. I ja w to wierzę. Być może to wiara naiwna, ale mam wrażenie, że u mnie się sprawdza. Jeśli naszym celem jest np. personal branding, to warto iść dalej i zadać sobie kolejne pytania. Po pierwsze, dlaczego to jest dla mnie ważne, a po drugie, do kogo chcę mówić, czyli kto ma być moim odbiorcą. Takie wyobrażenie sobie swojej publiki pomaga w stworzeniu narracji. Po trzecie, jaki jest mój miernik sukcesu. A więc co musi się wydarzyć za rok, żebym mógł/mogła stwierdzić, że „mi się udało”. Po czwarte, trzeba znaleźć swój wyróżnik.

I być może to jest właśnie ten wspomniany wcześniej „patent”, od którego nawet powinniśmy zacząć.

Warto zastanowić się nad tym, co jest we mnie unikatowego, że inni chcą mnie słuchać, ufają mi albo chcą wejść ze mną w dyskusję. Jedni np. umieją trudne rzeczy mówić w sposób prosty albo tak z humorem przedstawić i skomentować trudne sytuacje, że się ich chce słuchać i czytać, ktoś może mieć dar do bycia mecenasem i wyszukiwania ciekawych ludzi.

Jeżeli trudno nam jest wykombinować, w czym jesteśmy dobrzy, bo często myślimy o sobie, że jesteśmy jak wszyscy inni, to warto zwrócić się do swoich bliskich, współpracowników, klientów. Zadajmy im pytanie: hej, co sprawia że ty lubisz ze mną rozmawiać? Albo: co sprawia, że mnie obserwujesz w mediach społecznościowych, jeżeli już jesteśmy na nich aktywni? Jeżeli jednak nie jesteśmy gotowi aż tak wyjść ze swojej strefy komfortu, zróbmy sobie testy osobowości czy talentów. One mogą nam podpowiedzieć, uświadomić, w czym jesteśmy mocni. Jeżeli w talentach Gallupa wyszło ci, że jesteś inicjatorem i łączysz wiele perspektyw, wykorzystaj to.

LinkedIn to cringe?

Elon Musk powiedział jakiś czas temu, że LinkedIn jest cringe’owy. Zostawiając na bok trochę pobudki Muska, bo dość zabawne jest, że to właśnie on chce sprawić, żeby zatrudnianie było znowu fajne, trudno nie przyznać mu racji co do opinii o tym serwisie. Na LinkedInie wszechobecna jest propaganda sukcesu. Ludzie chwalą się, że ich zatrudnili, dziękują, że ich zwolnili, mało tam jest prawdziwego życia. 

Zgadzam się z tym, że LinkedIn często fałszuje rzeczywistość – jestem, załóżmy, managerem do spraw HR-u, ale na LinkedInie jestem super wymiatającym akredytowanym HR-owcem z 15-letnim stażem, który zmienia świat. Wszystko też zależy od naszej bańki, w jakiej się poruszamy. Kiedy na szkoleniach, które prowadzę, pokazuję mój feed LinkedIna, ludzie pytają mnie: a dlaczego masz takie fajne rzeczy? Ja mam tam tylko Baśkę, która chwali się sukcesami i Krzyśka, który wrzucił posta o nowym certyfikacie – o czym ja mam z nimi dyskutować? 

Prawdą jest, że brakuje rozmów o f*ckapach, choć to się trochę zmienia.

Pojawiają się tematy związane z trudami życia zawodowego i rodzicielstwa czy chorób, które nas dotknęły, przeczołgały i zmieniły podejście do pracy. Jednak wciąż widzę te mankamenty, które nie sprzyjają otwartości. Mam jednak na uwadze, że to jest tylko narzędzie i to my je budujemy jako ludzie. Ta niechęć do tego, co ludzkie i lęk przed odbiorcami, wynika z tego, że na LinkedInie chcemy być profesjonalistami i być postrzegani jako eksperci. 

Zresztą to nie dotyczy tylko tego medium. Wszystkie serwisy mają niestety posypkę z lukru i cukru. Na Instagramie czy TikToku również istnieją bardzo duże problemy z zafałszowaniem codzienności. Natomiast porównując choćby Instagrama do LinkedIna, na tym ostatnim brakuje mi różnych funkcji. Czasem chcę napisać, że jestem na konferencji i usłyszałam jedną fajną rzecz, ale mam poczucie, że to trochę za małe na posta. Inne serwisy mają o wiele więcej formatów do tworzenia treści, np. relacje na Instagramie. Na LinkedInie były próby stworzenia czegoś podobnego, ale się nie udały, więc być może pewna oszczędność tego medium ma też swoje podstawy.

Kogo się śledzi na LinkedInie?

To kogo obserwować na LinkedInie?

Nie ma uniwersalnej listy osób, które warto obserwować. To zależy od nas, co nas interesuje, z jakiej branży itp. Sugerowałabym, aby poeksplorować. Powpisujmy słowa kluczowe w wyszukiwarkę, związane z tym, co nas ciekawi. Poczytajmy posty, zajrzymy na profile różnych osób. Rozszerzajmy bańkę – zaobserwujmy tych, z którymi się zgadzamy, ale i takich, którzy mają inne zdanie. Często, kiedy odszukam na LinkedIn jakiegoś mówcę znanego mi z konferencji, przeglądam, kto komentuje jego posty, komu on zostawia komentarze i na podstawie tego tworzę swoją siatkę kontaktów.

A co najbardziej wkurza cię na LinkedInie?

Ugrzecznienie. Powinniśmy być gotowi pokłócić się w sposób elegancki, profesjonalny, nie zawsze z uśmiechem. Powiedzieć: nie zgadzam się. Nie tylko mówić o tym, co nam nie pasuje, ale też pokazać inne doświadczenia. Ale na to ostatnio chyba w ogóle nie ma miejsca w internecie. Z jednej strony mamy trolling i hejt, zwłaszcza jeśli nie jesteśmy podpisani z imienia i nazwiska. A kiedy jesteśmy i jeszcze obok nas widnieje nazwa firmy, stajemy się taką zupą pomidorową i chcemy, żeby wszyscy nas lubili. Nie zajmiemy np. głosu, czy iść na wybory, czy nie iść albo nie powiemy, czy dana decyzja ekonomiczna była dobra, czy zła. Jasne, każdy ma inne granice, gdzie kończy się jego profesjonalizm, ale LinkedInowi przydałoby się więcej realnej, intelektualnej dyskusji pomiędzy użytkownikami. 

Prawdziwi my a LinkedIn

Chyba boimy się tego, że nasz szef może niekoniecznie zgodzić się z naszą opinią albo coś nie spodoba się naszemu klientowi. Czy to wynika z tego, że w pracy trochę zapominamy, że jesteśmy ludźmi, bo musimy być najlepszą wersją siebie? Boimy się autentyczności?

Bardzo dobre pytanie i ciekawy wątek. Warto rozdzielić pewne kwestie – nie zawsze przystoi nam w kontekście zawodowym wygłaszanie mocnych opinii np. politycznych. Ale jeśli mamy jasne zdanie na temat np. work-life balance i ważniejsze jest dla mnie rozdzielenie życia prywatnego i zawodowego niż zapieprzanie, to LinkedIn powinien być przestrzenią do tego, aby móc to kulturalnie powiedzieć. Jednak jest coś w tym, że paraliżuje nas kontekst pracowniczy. Zresztą sama widzę regulaminy firm, z którymi współpracujemy i one są nieraz tak napisane, że dosłownie nie możesz zawierać żadnej opinii na tematy ekonomiczne czy polityczne. 

Jednak taka zachowawczość może przerodzić się w bezbarwność, a to na pewno nie zaskarbi nam grona obserwatorów i nie pomoże w uzyskaniu rozpoznawalności czy budowaniu społeczności.

Widzę, że zdecydowanie łatwiej otworzyć nam się face to face, np. na różnego rodzaju konferencjach. Tam ludzie, mimo etykiet, mówiących o tym, gdzie pracują, do jakiego środowiska należą, potrafią wygłaszać bardziej skrajne opinie na różne tematy. Zostanie jednak ze mną to pytanie na dłużej, bo na pewno mamy jakieś zadanie do odrobienia z autentyczności w pracy. To też jest dobre pytanie, które może nam pomóc obrać strategię, kim i jacy chcemy być w przestrzeni medialnej.

Budowanie sieci kontaktów na LinkedInie

Myślę, że to jest dylemat wielu osób. Ostatnio trafiłam na taką historię. Młoda kobieta wysłała CV, ponieważ jedna firma szukała pracowników. W międzyczasie do sieci kontaktów na LinkedInie dodał ją CEO tej organizacji. I pojawił się dylemat: zagadać czy nie zagadać?

Ja bardzo lubię bezpośredniość i myślę, że internet zaprasza do skrócenia dystansu. W takiej sytuacji, o jakiej mówisz, jasne, że bym się odezwała. Może nie minutę po dodaniu mnie do sieci kontaktów, ale ogólnie… czemu nie? Zresztą kiedy zapraszasz kogoś do swojego grona, napisz do niego choć krótką wiadomość, kim jesteś, skąd to zaproszenie. To może być świetny zalążek do tego, by w przyszłości razem coś zrobić, zostać zapamiętanym. Odzywam się też, gdy ktoś bez słowa zaprosi mnie do swojej sieci. Niektórzy odpisują, inni nie, ale nieraz zdarzyło mi się wziąć udział w interesującej i inspirującej dyskusji właśnie dzięki temu. Wchodzenie w interakcje jest czymś, czego się oczekuje. Nie chodzi o bycie nachalnym, a otwartym na innych, bez porzucenia tej ciągłej myśli, czy coś wypada, czy nie.

Zdarza się jednak, że piszą do nas ludzie, którzy ewidentnie spamują – być może dlatego wciąż jesteśmy ostrożni, nawet na LinkedInie. A może zwłaszcza tam, bo nie wiemy zawsze, jak odpisać na te dziwne wiadomości. Jakie spotykasz jeszcze problemy w kontaktach na LinkedInie? 

Niechęć do budowania relacji, ignorowanie, nachalna sprzedaż, nietrafione rekrutacje – to wszystko wciąż jest obecne. 

Szukanie pracy na LinkedInie

Wspominasz o nietrafionych rekrutacjach. Nietrafione są często próby dopasowania nas przez algorytm do danej oferty. Jak sobie pomóc, kiedy szukamy pracy i chcemy spróbować właśnie na LinkedInie?

W pierwszej kolejności warto być aktywnym i warto być zaangażowanym. Wiadomym jest, że w najlepszej sytuacji praca powinna znaleźć nas sama, ale jeżeli chcemy, żeby była jak najlepsza i jakościowa, musimy szczęściu trochę pomóc. Sama nakładka profilowa i opublikowanie posta z hasłem „szukam pracy” absolutnie nie pomaga. To jest jak pokazanie małej karteczki na wielkim słupie ogłoszeniowym. Tak naprawdę mamy dwa wyjścia. Możemy albo szukać pracy, przeglądając oferty umieszczane w serwisie i aplikując na nie. Jednak to nie jest najlepsze wyjście. A takie, które bardziej pozwoli nam rozeznać się na rynku czy zapoznać z kulturą organizacyjną danej firmy, zobaczyć, kto tam pracuje. Tym bardziej, że często po kliknięciu w daną ofertę otwiera nam się dziesięć formularzy na kolejnych stronach i w efekcie można mieć poczucie, że nasze CV trafia w próżnię. 

Polecam drugie wyjście, bardziej aktywne.

Kiedy już przejrzymy różne oferty danej firmy i zorientujemy się, na czym jej zależy, prześledźmy jej publikacje, zaobserwujmy profil. I nawiążmy relacje z kimś z tej organizacji, np. managerem czy innym decydentem. Poprośmy o wskazanie nam odpowiedniej osoby do kontaktu, mówiąc o tym, że widzieliśmy ciekawe ogłoszenia teraz czy w przeszłości, pasujemy do danej firmy, ponieważ mamy takie, a takie kompetencje. Znalezienie talentów jest dziś bardzo trudne, pracochłonne i kosztowne. I coraz mocniej stawia się na mindset, a nie na skillset. Umiejętności można zdobyć, a charakteru nie zmienisz. Oczywiście możesz nad sobą pracować, ale to długotrwały proces.

Przyszłość LinkedIna

A czy opłaca się inwestować w płatne wersje LinkedIna?

Pakiety Premium nie są niezbędne. Jasne, to jest fajne narzędzie, ponieważ daje różne możliwości w zależności od tego, jakie mamy cele, np. rekrutację czy pozycjonowanie naszego profilu. Jednak jeżeli jeszcze nie wykorzystujemy w 100 proc. organicznych, czyli bezpłatnych funkcji, nasz profil nieco kuleje, nie postujemy regularnie, to w zupełności wystarczy nam darmowa wersja. Jesteśmy w stanie i znaleźć super pracę, i super klientów, i super pracowników.

A w jakim kierunku może podążyć LinkedIn?

Myślę, że coraz istotniejsze stanie się budowanie community, czyli szukanie sobie kogoś do networkingu czy mentora, który pomoże nam się rozwinąć w danej dziedzinie. Chciałabym tego wiedzieć więcej. Tak jak i więcej dzielenia się wiedzą. Interesujące byłoby wyjście nieco poza wątki zawodowe, choć oczywiście ten obszar najbardziej powiązany jest z LinkedInem.

Martyna Tarnawska, Digital Innovation Lead Socjomania, Mistrzyni LinkedIn wg. Forbes Women Polska, Facylitatorka, trenerka i konsultantka biznesowa. Entuzjastka świata digital i nowych technologii, trener, facylitator i project manager. Od 2015 roku projektuje procesy rozwojowe, produkty i usługi; facylituje warsztaty innowacji w metodyce Service Design i korzysta z narzędzi Design Thinking w codziennej pracy. Absolwentka programu Digital Management (Hyper Island, London). Posiada międzynarodową akredytację Service Design Network – Accredited Service Design Professional od 2020 roku. Wykładowca studiów magisterskich i podyplomowych na uczelni SWPS w Warszawie, Uniwersytetu Jagiellońskiego, AGH i WSE w Krakowie, Collegium Da Vinci w Poznaniu. Współautorka książki „Service Design po polsku” (nowe wydanie), założycielka społeczności TRANSFORMersi dla liderów zmiany i inicjatorka konferencji #PracaHybrydowa.

Redaktor naczelna RocketSpace.pl

Od ponad dekady działa w mediach. Publikowała w "Polityce", "VICE" czy "Dzienniku Zachodnim". Przez wiele lat pełniła funkcję szefowej serwisu Rozrywka.Blog w Grupie Spider's Web. Na bieżąco śledzi trendy społeczne i wiadomości popkulturowe. W myśl tego, że "wszystko jest połączone", interesuje ją interdyscyplinarne podejście do zjawisk.

Banner kampanii #MisjaZmiana z Krzysztofem Stanowskim i Julką

Czytaj także

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w tekście
Zobacz wszystkie komentarze