Comic Sans to czcionka dla dyslektyków. Dlaczego?
comic sans to czcionka dla dyslektyków
fot. Shutterstock.com / Leka Sergeeva

Nie śmiejcie się z Comic Sansa. Ta czcionka jest wyjątkowa i mamy na to dowody

Comic Sans – niewinna nazwa czcionki, która potrafi wywołać prawdziwą burzę na internetowych forach. Wyraźne, rozdzielone litery o lekko komicznym charakterze w wielu osobach, szczególnie lepiej obeznanych w dziedzinie grafiki, powodują „ciarki zażenowania”. Okazuje się jednak, że mają niezwykle praktyczne zastosowanie dla innej grupy. Badania wykazały, że treści napisane Comic Sansem pozwalają na lepsze przyswajanie informacji przez dyslektyków.

Mówi się, że forma nie powinna przeważać nad treścią. Jakkolwiek właściwe byłoby to podejście, nie zawsze znajduje ono odbicie w rzeczywistości. Abstrahując od zawodów, które z grafiką są bezpośrednio powiązane, w cyfrowej społeczności znajdziemy wielu zagorzałych purystów w dziedzinie tego, jak powinny, a jak nie powinny być prezentowane publikacje. Comic Sans od wielu lat szczyci się pozycją lidera w kategorii bycia najbardziej znienawidzonym fontem. Wywołuje niesamowicie silne emocje i uosabia memiczną już frazę – grafik płakał, jak projektował. Można dyskutować godzinami nad jego estetyką i słusznością stosowania. Niemniej to, nad czym nie można dyskutować, to fakt, że badania empiryczne określiły Comic Sans czcionką przystępną w odbiorze dla osób zmagających się z dysleksją. Dlaczego te komiksowe literki mają aż taką moc?

Comic Sans – czcionka, którą kochamy nienawidzić

Bohater naszej opowieści, font Comic Sans, wyruszył w swą podróż po krainie typografii już ponad ćwierć wieku temu. Chociaż początki były zgoła skromne, w pląsających ogonkach drzemała ambicja by zawojować świat. W 1995 roku Vincent Connare opracował nową czcionkę, aby użyć jej w aplikacji Microsoft Bob, ułatwiającej korzystanie z Windowsa początkującym i dzieciom. Inspiracją były ręcznie rysowane litery występujące w niektórych amerykańskich komiksach. Comic Sans miał zostać użyty w napisach prezentujących wypowiedzi towarzyszącego użytkownikom żółtego pieska, Rovera. Niestety, ze względu na naglący termin wydania, czcionka nie odnalazła tam swojego miejsca. Na świat wyszła natomiast w ramach pakietu Windows 95 Plus.

Font zjednał sobie serca entuzjastów, doceniających prostotę, zabawne kształty i niepretensjonalny charakter. Przez pewien czas można było go dostrzec wszędzie – od szyldów reklamowych aż po telewizję. Jednak wraz z coraz szerszym rozprzestrzenianiem pojawili się również krytycy. Byli oni oburzeni zerwaniem z zasadami typografii, brakiem klasycznej estetyki oraz niestosownością. Wzburzona fala dezaprobaty skutecznie podmyła popularność czcionki, sprowadzając ją do drugiego rzędu uzusu. Kiedy emocje już nieco ostygły, deklarowana nienawiść lub miłość do Comic Sansa pozostaje jedynie przewijającym się okresowo żartem lub memem.

Dobry czy zły szeryf?

Comic Sans wyróżnia się wyjątkowym charakterem. Ze względu na nieformalność, często łamie wszelkie reguły spójności. Czcionka jest w większości bezszeryfowa, czyli nie posiada poprzecznych lub ukośnych wykończeń poszczególnych znaków. Ta cecha znacznie poprawia komfort czytania dla osób doświadczających trudności w tej dziedzinie. Co prawda, można w niej znaleźć kilka wyjątków, jednak nie są one szczególnie znaczące. Szeryfy, podobne do tych z fontu Times New Roman, możemy znaleźć jedynie w literach C; I; J oraz cyfrze 1. Ponadto, pomiędzy literami występują dość duże odstępy. Czcionka naśladuje pismo odręczne, używane w licznych komiksach drukowanych. Nie sposób zatem dziwić się, że miejscami znaki sprawiają wrażenie rozedrganych. Jest to jeden z głównych powodów, dla którego uważa się ją za niedbałą. I tym samym taką, która nie spełnia norm dla formalnych dokumentów.

Comic Sans a dysleksja

Jak wiele osób cierpi z powodu dysleksji? Dane statystyczne naprawdę mogą zaskoczyć. Już w samych krajach rozwiniętych procent ten waha się pomiędzy 5, a 15. I chociaż w Polsce zdarzają się miejsca, gdzie dysleksja wśród dzieci jest zdiagnozowana dla niecałego 1 procenta lokalnej populacji, wynika to najprawdopodobniej z trudności z wystawieniem prawidłowej diagnozy. Podkreśla to Grażyna Krasowicz-Kupis, lider Zespołu Specyficznych Zaburzeń Uczenia IBE (Instytutu Badań Edukacyjnych).

Wynika on z faktu, że nowa wiedza na ten temat jest jeszcze ciągle zbyt mało rozpowszechniona wśród praktyków. Powielane są stare, nieaktualne stereotypy w rozumieniu tego zjawiska.

W dużym uproszczeniu, dysleksja oznacza problemy w dekodowaniu pojedynczych słów. Wskazuje na to już sama nazwa greckiego pochodzenia, na którą składają się morfem „dys”, czyli trudność, niemożność i słowo „lexicos”, dotyczące słów. Najczęściej, mówiąc o dysleksji, mamy na myśli dysleksję typu wzrokowego. Objawia się ona przede wszystkim jako trudności w czytaniu i pisaniu, co skutkuje również sporymi komplikacjami w przyswajaniu informacji nabywanymi taką drogą. We współczesnym społeczeństwie, gdzie jesteśmy wręcz otoczeni cyfrowymi lub drukowanymi komunikatami pisanymi, taka sytuacja może stanowić prawdziwe utrapienie.

Comic Sans na ratunek dyslektykom!

Każdemu zdarza się taki dzień, kiedy trudno jest zebrać myśli. Linijka tekstu wymaga wtedy trzykrotnego powtórzenia przy czytaniu, żeby wyciągnąć z niej meritum. Niejednokrotnie taką notatkę należy następnie przyswoić i zapamiętać, a wtedy dopiero zaczynają się schody! Dla dyslektyków takie sytuacje to chleb powszedni. Nawet w obecnej erze cyfryzacji wielu dokumentów, konieczność wkuwania wielu elementów „na blachę” jest nieunikniona. Na szczęście, z pomocą dyslektykom przychodzą coraz to nowsze wyniki badań. Dzięki nim łatwiej jest ustalić formę, jaką powinien przyjąć tekst, żeby stał się dla nich przystępniejszy. Okazuje się, że w przypadku komputerowych zapisków formą tą jest popularnie nienawidzony Comic Sans.

Dlaczego akurat Comic Sans?

Comic Sans posiada wiele dystynktywnych cech ułatwiających jego odczytanie osobom z dysleksją. Do prawdziwego przełomu w pojmowaniu czytelności fontów doszło dopiero w 2013 roku za sprawą badania empirycznego przeprowadzonego przez Hiszpańskich psychologów z Uniwersytetu w Barcelonie. W ramach badań przetestowali tempo czytania i ruchy gałek ocznych na grupie 48 dyslektyków. Odkryli, że korzystanie z bezszeryfowych czcionek przekłada się na łatwiejszy odbiór. Dodatkowo, istotnym czynnikiem wspierającym czytelność okazały się równe przestrzenie poświęcone każdej literze. Dany zapis pomaga w lepszej koncentracji na każdym indywidualnym znaku, tym samym wspierając dyslektyków w składaniu ich w pełne wyrazy. A nieregularne i niepowtarzalne kształty poszczególnych liter ułatwiają ich identyfikację. Chociaż Comic Sansa nie było wśród badanych krojów pisma, uosabia on w sobie wiele z wyszczególnionych pozytywnych cech. 

Font sprawdził się jednak w innych przypadkach. W 2018 roku malezyjscy naukowcy przeanalizowali pod kątem czytelności różne kombinacje czcionek i kolorów tła na grupie dzieci cierpiących na dysleksję. Najbardziej czytelny okazał się właśnie Comic Sans. Co więcej, najlepszą oprawą dla tego popularnego „potworka” okazał się być kolor… żółty! 

Rekomendacje i antyrekomendacje czcionek

Czy możecie sobie wyobrazić, że jesteśmy otoczeni taką komunikacją? Dzięki podbudowie merytorycznej, stworzonej przez tę i podobne analizy, czcionka jest coraz szerzej stosowana, aby poprawić komfort dyslektyków w przyswajaniu informacji. Obecnie, Comic Sans jest jednym z fontów rekomendowanych przez Brytyjskie i Irlandzkie Towarzystwa Dysleksji, wchodzące w skład światowej federacji takich stowarzyszeń.

Wśród faworytów badań naukowych znalazł się również nieco mniej kontrowersyjny Arial. Po drugiej stronie barykady natomiast postawiono pochylone czcionki typu italic oraz klasyczne, szeryfowe, geometryczne kroje pisma, takie jak powszechnie występujący Times New Roman. Po głębszym zastanowieniu nie jest to szczególnie zaskakujące. Rzeczywiście przy mniejszym skupieniu przeczytanie całej ściany tekstu, zapisanej w ten sposób, może stanowić niemałe wyzwanie.

W odpowiedzi na zapotrzebowanie powstały również wyspecjalizowane czcionki ułatwiające odbiór ze strony dyslektyków. Zaliczają się do nich przykładowo Dyslexie lub Opendyslexic. Chociaż z perspektywy medycznej wydają się one idealnym rozwiązaniem, prezentowana forma w dalszym ciągu może mocno kłuć w oczy tych, z którym i z Comic Sansem jest nie po drodze.


Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock.com / Leka Sergeeva