Elon Musk kupił Twittera i biega ze zlewem. O co chodzi?
elon musk kupił twittera
fot. Shutterstock.com / Sergei Elagin

Elon Musk kupił Twittera, zwolnił pracowników i biega ze zlewem. Jaka przyszłość czeka platformę?

Świat obiegł filmik, w którym Elon Musk biega uradowany ze zlewem. Słynny miliarder kupił właśnie Twittera i zaczyna wprowadzać swoje zmiany. Te są drastyczne jak niektóre z jego żartów – na „dzień dobry” zwolnił pracowników. Chociaż „dzień dobry” to może nie jest najlepsze słowo, bo sam Musk uchodzi za osobę trudną w kontaktach. Jaka przyszłość czeka serwis społecznościowy pod zarządem bezkompromisowego wizjonera?

Po wielomiesięcznej sadze, podczas której Elon Musk wielokrotnie decydował się i wycofywał z zakupu pakietu kontrolnego akcji Twittera, w końcu nastał ten moment. Rakieta miliardera wylądowała na planecie Twitter i rozpoczęła tam swoją kolonizację. Czego w związku z tym wydarzeniem powinna spodziewać się rdzenna społeczność platformy? Już wiemy, że dla pracowników serwisu to będzie sezon diametralnych zmian.

Nie od dziś Elon Musk zaskakuje szeroką opinię publiczną swoimi działaniami. Chociaż w tym przypadku finalizacja nabycia Twittera była kwestią czasu, nikt nie spodziewał się konsekwencji, które ze sobą przyniesie. Już pierwszą decyzją nowego właściciela Twittera okazały się masowe zwolnienia kadry menadżerskiej. A jest to i tak spore ustępstwo w związku z zapowiadaną redukcją o 75 proc. całego personelu firmy. Według pogłosek nowym dyrektorem zostanie… oczywiście on sam! Jakkolwiek nie należy wierzyć plotkom, w przypadku osoby tak znanej z pracoholizmu jest to wielce prawdopodobne.

Elon Musk rozczarowany Twitterem

Twitter jest niesamowicie różnorodną platformą, na której rozpiętość treści sięga od oficjalnych komunikatów dyplomatów po dyskusje o fanfiction. Charakterystyczna, ograniczona co do długości forma wymagająca tworzenia krótkich i treściwych komunikatów (tweetów) zjednała sobie oddanych zwolenników. Tworzą oni prężne i kreatywne, aczkolwiek zgoła hermetyczne społeczności. Podobnie jak w przypadku innych platform, ćwierkający portal często mierzył się z wyzwaniami związanymi z moderacją i usuwaniem nieodpowiednich treści. „Ograniczająca” polityka serwisu miała jednak za zadanie przede wszystkim ochronę użytkowników. Podczas gdy instytucje takie jak Komisja Europejska krytykowały ją za niedostateczne działania wobec zwalczania nienawiści w Internecie, Elon Musk niejednokrotnie wypowiadał się o nadmiernej cenzurze. Jednym z jego postulatów jest masowe odblokowanie zbanowanych kont, między innymi byłego prezydenta USA Donalda Trumpa. Zdaniem bogacza, jego zakup portalu wynika nie z potrzeby zysku, lecz z altruizmu i chęci stworzenia czegoś dla ludzkości.

Kogo Elon Musk skróci o głowę?

Kiedy Elon Musk wkroczył do siedziby Twittera w środę, przyniósł ze sobą umywalkę. Ten ekscentryczny gest nie świadczy bynajmniej o szczególnym umiłowaniu armatury sanitarnej. Niósł za sobą przekaz o radykalnej zmianie mentalności do wszystkich pracowników w formie nieco sucharowej gry słownej. Wypowiedziane przez niego Let that sink in oznaczało zarówno „wpuście ten zlew”, jak i metaforycznie „niech to wam wsiąknie do głowy”. Brzmi sympatycznie? Na pewno nie dla Paraga Agrawala i Neda Segala, a to tylko procent z dyrektorów natychmiastowo eksmitowanych przez nowego właściciela. Dla mężczyzn nie będzie to najlepsza wiadomość, ponieważ Musk oskarżył ich publicznie o zatajanie informacji o prawdziwej liczbie kont spamerskich na Twitterze.

Chociaż wcześniejsze pogłoski o zwolnieniu 75 proc. wszystkich pracowników nie okazały się być prawdą, Musk dokonał prawdziwej czystki pośród zarządu i rady nadzorczej spółki. Ze stanowiskiem pożegnała się również jej czołowa prawniczka Vijaya Gadde. W niedalekiej przyszłości miliarder planuje osobiście przejąć kontrolę wykonawczą na czas dogłębnej transformacji firmy. Może to stanowić poważne wyzwanie w połączeniu z obowiązkami CEO Tesli, czym zmartwił jej akcjonariuszy.

Przyszłość Twittera czy Twitter przyszłością?

Plany Elona Muska spaliły na panewce i ustąpiły pragmatyzmowi – nie będzie libertariańskiej utopii. Chociaż wielu zwolenników liczyło na zerwanie okowów cenzury, pomysł ten spotkał się z równie zacietrzewionym oporem ze strony innych użytkowników. Wolnościowe deklaracje miliardera przed przejęciem platformy ustąpiły miejsca obawom o wysyp nienawiści i zaśmiecanie platformy. Burząc ograniczenia, można by się spodziewać wysypu trolli, czyli użytkowników celowo wprowadzających innych w błąd celem wyśmiania. Dla takich osób bowiem redukcja restrykcji stanowi prawdziwą pożywkę. Ponadto, istnieją znaczące ograniczenia prawne związane na przykład z drastycznymi treściami i walką z ekstremizmem. Można sobie łatwo wyobrazić, co by się stało z platformą, gdyby choć na 10 minut pozostała bez kontroli – szybko zaczęłaby przypominać Dark web. Dlatego, ponownie najbogatszy człowiek świata pragnie stworzyć efektywny system moderacji i zapowiada wzmożoną walkę ze spam botami.  

Nowy właściciel nie wycofuje się jednak całkowicie z wizji uczynienia Twittera bardziej otwartym. W najnowszych wypowiedziach zaznaczył, że pragnie by portal stał się prawdziwym „nowoczesnym rynkiem dla informacji i niezależnego dziennikarstwa”. Jego postępowanie spotyka się jednak z palącą krytyką od niektórych środowisk. Adam Conner, przewodniczący zespołu polityki technologicznej w think-tanku Center for American Progress, wypowiedział się szczególnie dosadnie:

Codzienna aktywność Elona Muska na Twitterze uwydatnia najgorsze aspekty platformy i sabotuje dobrą robotę wykonywaną przez jej pracowników.

Odnosi się do chaotycznych tweetów miliardera, które – jego zdaniem – mogą czasem zakrawać o dezinformację lub dyskryminację. Czy zatem nie nasuwa się na myśl teza – być może miliarder wykupił popularną platformę wyłącznie w celu poprawy własnego komfortu użytkowania?


Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock.com / Sergei Elagin